BLOG

Dwa serca i pół mózgu

by on December 1, 2015, No Comments

No wzruszam się, cieszę, z uśmiechem poklepuję wypukły brzuch. Lubię myśl o małym człowieku, który sobie spokojnie żyje, chlupocze, policzone jego włosy i dni, cały jest znany Stwórcy, który utkał go w łonie matki.
Wszystko się zgadza.
Ale żebyż to było tylko łono.
Ciąża jest zdumiewająco wszechogarniającym stanem, trudnym do wytłumaczenia: w proces hodowli nowego bytu zaangażowane jest całe ciało: wyrastają mi na głowie nowe włosy, tworząc dziwne pionowe kłaczki; zmysły się wyostrzają (otwarcie lodówki nadal jest wyzwaniem, a to już siódmy miesiąc); kostki po całym dniu wdzięcznie puchną.
Najbardziej fascynującym zjawiskiem jest jednak gwałtowne zmniejszenie dostępnych zasobów pamięci i intelektu, co daje dość komiczny efekt – kiedy w rozmowie ze zleceniodawcą korekty nie jestem w stanie przypomnieć sobie słowa “akapit” i tłumaczę “…no, w nowej linijce, rozumie pan, po tabulatorze…”. Albo kiedy codziennie o 23.00 przypominam sobie, że miałam do kogoś zadzwonić, i tak już od tygodnia.
Lont mam krótszy niż zazwyczaj, denerwuję się o drobiazgi, doszukuję się drugiego dna w wypowiedziach ludzi (zwłaszcza nieszczęsnego Metera – CO MASZ NA MYŚLI PYTAJĄC CZY JEST CHLEB? NIE MA, SE KUP, JA NIE JESTEM NA POSYŁKI itd).
Niby za piątym razem powinnam mieć wszystko obcykane, a jednak ten stan wyjątkowy zwala mnie z nóg tak samo. Może tylko z większą świadomością wyczekuję kolejnych objawów, po czym witam je ponurym “ja wiedziałam, że tak będzie”.
Jednocześnie mam świadomość, że spotyka mnie ogromne i niczym niezasłużone szczęście, bo wszystko po raz piąty z rzędu przebiega normalnie i spokojnie, zaprzyjaźniony doktor z uśmiechem mówi przy USG: “Jaka śliczna dziewczynka”, starszacy opowiadają wszystkim wokół, że czekają na siostrę, Meter idzie po chleb i wraca z gazetą i przekąską dla mnie, a potem zabiera wszystkie dzieci, żebym mogła się zdrzemnąć.
Ot, takie rekolekcje na moją miarę, delikatne przypomnienie, jak krucha jest moja cielesność, a jednocześnie – jak wybitny jest ten mechanizm, dzięki któremu wewnątrz mnie po raz kolejny rośnie kompletna ludzka istota.

Miałam jakąś dobrą puentę, ale chyba zapomniałam. Dobranoc.

Marcelina

Tags:

About the author

Piski z kruchty, Kraków 8 marca

No Comments

Dlaczego nie warto ograniczać edukacji domowej

No Comments

Szydło, niestety, Twój rząd obalą kobiety

No Comments

Czas pogardy

No Comments

Jak ocalić dziewczęce przyjaźnie?

No Comments

Spółdzielnia “Nowe Życie”

No Comments