BLOG

Nasi w Nysie

by on June 20, 2017, No Comments

To było bardzo ciekawe doświadczenie – chodzić po mieście i bezustannie spotykać znajomych z zupełnie innego kontekstu, poznanych w różnych momentach życia, widzianych kilka dni albo kilka lat temu. Przyjechaliśmy wszyscy do Nysy na Zjazd Dużych Rodzin i natykaliśmy się na siebie a to na warsztatach, a to na koncercie, a to na kiermaszu – całe mnóstwo życzliwych i dobrze znanych twarzy, a wokół nich wianuszek dziecięcych buziek. Nowy przychówek do podziwiania w wózeczkach i chustach, zdumiewająco już duże chłopaki i dziewczyny, których ostatnio widziałam jeszcze noszących pampersy.
Do kompletu mnóstwo rodzin spotkanych po raz pierwszy, ale ponieważ znają Józefa, wszelki dystans znikał przy pierwszym uścisku dłoni.
A muszę przyznać, że nie byłam do końca przekonana do pomysłu zlotu, pojechalismy powiedzmy ze względów służbowych, promować stowarzyszenie – ale teraz już rozumiem, o co chodziło dobrym ludziom z ZDR 3plus, kiedy wymyślili te doroczne zjazdy.
Bo jednak strasznie fajnie jest porozmawiać z podobnymi sobie, pośmiać się z branżowych dowcipów, wspólnie łapać trzylatków na gigancie (nikt się nie dziwi, że zwiał, wszyscy pomagają zidentyfikować z której rodziny jest i gdzie zostawił mamę), odsapnąć od tematu “co na obiad”, poskakać na koncercie. Oczywiście jest też wymiar poważniejszy, panele, konferencje, warsztaty – interesujące i szyte na naszą miarę.
A na koniec idzie się do bazyliki na Mszę, w której uczestniczy więcej dzieci niż dorosłych, a kochany i też od dawna znany biskup Czaja spokojnie, życzliwie i serdecznie ustawia priorytety. Życie zgodne z wolą Bożą nie oznacza sielanki, mówi. Nie oczekuj, że w nagrodę za dobre sprawowanie dostaniesz bezproblemowe życie, jeśli Święta Rodzina go nie dostała. Ale kto ufa, ten nie zgubi celu ostatecznego. I o własnych rodzicach pamiętaj, i módl się o powołanie dla dzieci – co Bóg z tym zrobi, to Jego sprawa. Słuchamy go, Meter i ja, i mamy poczucie, że nam symbolicznie otwiera i daje światło na drugą dekadę naszego wspólnego życia – bo to on nam błogosławił na ślubie.
Biskup mówi też wprost, że odwykł od widoku tylu dzieci naraz, bo diecezja się zestarzała, miasto tym bardziej. No, było to widać – dzieci miejscowych było naprawdę malutko, nie tylko na festynie, ale po prostu na ulicach. Widok naszych zlotowych rodzin wywoływał u mieszkańców Nysy lekki wstrząs, a przeliczanie dzieci i odprowadzanie zdumionym wzrokiem było na porządku dziennym. Nawet nie negatywne były te reakcje, po prostu ludzi szokowała rodzina z czworgiem dzieci, o sześciorgu nie wspominając. Być może miasto w większości składające się z osób starszych jest ciche, w kawiarniach nikt nie biega, w kościele nie przeszkadza, ale jednak jest jakiś powód, dla którego lokalny duszpasterz mówi: “Radzi byśmy was tu zatrzymać”. No, generujemy pewien chaos, ale też tam, gdzie są dzieci, czuje się puls życia. Głośnego, ubabranego lodami, z obitym kolanem, ale szczerze uradowanego własnym istnieniem. Akurat w tym miejscu, prawem kontrastu, było to szczególnie widać.
No co ja poradzę, że wolę Podkarpacie 😉

Tags:

About the author

Piski z kruchty, Kraków 8 marca

No Comments

Dlaczego nie warto ograniczać edukacji domowej

No Comments

Szydło, niestety, Twój rząd obalą kobiety

No Comments

Czas pogardy

No Comments

Jak ocalić dziewczęce przyjaźnie?

No Comments

Spółdzielnia “Nowe Życie”

No Comments