Leon XIII Encyklika „Arcanum divinae sapientiae”

MISJA ZBAWICIELA

 1.  Niezgłębione zamiary mądrości Bożej, które Zbawca rodu ludzkiego, Jezus Chrystus, urzeczywistnia na ziemi, do tego zmierzały, aby odnowiony był przez Niego i w Nim świat ten gnuśniejący w swej niejako zastarzałości. Ujął to w świetnym i wielkim zdaniu Paweł Apostoł, gdy pisał do Efezjan: „Tajemnicę swej woli… aby w Chrystusie wszystko naprawił, co jest w niebiosach i to, co na ziemi” (Ef 1,9-10).

 2.  W rzeczy samej, wypełniając wolę Ojca swojego, Chrystus Pan nadał wszystkim rzeczom nową postać, usunął zaś przestarzałe formy. Uleczył On rany, które naturze ludzkiej zadał upadek pierwszego rodzica; do łaski Bożej przywrócił wszystkich ludzi, będących w swej przyrodzie synami gniewu; doprowadził do światła prawdy udręczonych długotrwałymi błędami, dotkniętym wszelakim brudem przywrócił pełną czystość cnoty; a gdy wskrzesił prawo człowieka do odziedziczenia szczęścia wiekuistego, zarazem dał nieomylną nadzieję, że kiedyś samo nawet ciało ludzkie, dzisiaj podległe chorobom i śmierci, będzie uczestnikiem chwały niebieskiej i nieśmiertelnej. Pragnąc zaś utrwalić te dobrodziejstwa na wszystkie czasy, dopokąd istnieć będzie rodzaj ludzki, założył Kościół, jako zastępcę swojego posłannictwa i polecił mu, aby odbudowywał, co by upadło, swoim wpływem usuwał grożący społeczności ludzkiej bezład.

 3.  Jakkolwiek Boska odbudowa, którą wskazaliśmy, dotyczy nade wszystko i bezpośrednio porządku łaski nadnaturalnej, mającej być udziałem ludzi, wszakże zbawcze i nieocenione jej owoce dosięgły szeroką falą także spraw ziemskich w porządku przyrodzonym; zrodził się stąd poważny postęp we wszystkich zakresach życia tak jednostki, jako też całej ludzkości. Wprowadzenie ustroju chrześcijańskiego dało każdej jednostce niezachwianą wiarę w Opatrzność Bożą i nadzieję, która nigdy nie zawodzi, otrzymania pomocy niebios; stąd płynie męstwo, umiarkowanie, wytrwałość, równowaga; na spokoju wewnętrznym oparta, inne również wybitne cnoty oraz szczytne dzieła.

 4.  Przedziwną zaś dostojnością, mocą i czcią nacechowane zostały rodzina i społeczeństwo całe. Władza rządzących przenikniona została sprawiedliwością i świętością; stąd łatwiejszym i ochotnym stało się posłuszeństwo podwładnych; wynikła stąd większa spójnia obywateli, większe bezpieczeństwo ich praw. Religia chrześcijańska tak dalece dobroczynny wpływ wywarła na wszystkie w ogóle rzeczy, służące do dobra państwa, że św. Augustyn mógł wypowiedzieć zdanie, iż nie mogłaby ona przynieść więcej pożytku w zakresie dobrobytu ziemskiego, niż to czyni obecnie, gdyby nawet przeznaczoną była dla rozwoju dóbr doczesnych.

 5.  Nie zamierzamy jednak tych spraw szczegółowo w tej chwili rozwijać; chcemy natomiast wypowiedzieć się o rodzinie, która w małżeństwie ma swój początek i oparcie.

POCHODZENIE I PRZYMIOTY MAŁŻEŃSTWA

Wszystkim wiadomo, Bracia Czcigodni, jaki jest początek małżeństwa. Jakkolwiek nieprzyjaciele wiary chrześcijańskiej nie chcą uznać niezmiennej o tym nauki Kościoła i od dawna usiłują obalić świadectwo wszystkich wieków, nie zdołali jednak ani przygasić, ani osłabić mocy i jasności prawdy. Wspomnimy tu o znanych wszystkim i niewątpliwych rzeczach: gdy Bóg w szóstym dniu stworzenia uczynił człowieka z mułu ziemi i tchnął w jego oblicze tchnienie żywota, postanowił dać mu towarzyszkę, którą wywiódł w cudowny sposób podczas snu męża z jego boku. Tym sposobem postanowił Bóg w swej pieczołowitości, żeby ta para małżonków stała się naturalnym początkiem wszystkich ludzi; od niej mianowicie miał rodzaj ludzki pochodzić i przez nieprzerwane rodzenie potomstwa utrzymywanym być po wszystkie czasy. Aby ten związek męża i niewiasty najdokładniej odpowiadał wyrokom mądrości Bożej, nadane miał od pierwszej chwili swego istnienia, jakby wyciśnięte i wyrzeźbione na sobie dwie szczególniej szczytne własności, mianowicie jedność i nierozerwalność.

 6.  Ewangelia nas poucza, że te właściwości wyjaśnił i potwierdził swoją powagą Jezus Chrystus, który zaświadczył wobec żydów i Apostołów, że małżeństwo ze swego założenia winno być zawierane tylko przez dwie osoby, mianowicie przez mężczyznę i kobietę; z dwóch tych osób tworzy się jakby jedno ciało; a ten związek małżeński wolą Bożą tak jest trwale i przemożnie zadzierzgnięty, że nikt z ludzi rozwiązać go albo rozerwać nie może. „Złączy się (człowiek) z żoną swoją i będą dwoje w jednym ciele. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza” (Mat 19,5-6).

SKAŻENIE MAŁŻEŃSTWA U ŻYDÓW I POGAN

 7.  Wszakże doskonała ta i przedziwna forma małżeństwa zaczęła wśród pogan powoli ulegać zepsuciu i zanikać; nawet u ludu żydowskiego zacierała się i we mgle pogrążała jego pierwotna postać. Wszedł u nich powszechny zwyczaj, że mężowie posiadali więcej żon, niż jedną; gdy następnie Mojżesz „dla twardości serca” (Mat 19,5-6) ich dał im prawo udzielania listów rozwodowych, utorowaną została droga do rozrywania małżeństw. Niewiarygodnym zaś nieledwie jest obraz zepsucia i skażenia, któremu uległy związki małżeńskie w łonie społeczeństw pogańskich, gdzie wystawione były na wpływ całych potoków błędów poszczególnych narodów oraz najwstrętniejszych namiętności. Wszystkie nieledwie ludy utraciły świadomość o właściwym pochodzeniu małżeństwa; z tego powodu w wielu miejscach o związkach małżeńskich wydawano ustawy, które miały na celu względy państwowe, nie zaś obronę naturalnych właściwości tych związków. Prawodawcy stanowili dowolnie uroczystości ślubne, a w zależności od nich niewiasty otrzymywały niektóre albo zaszczytne miano żon, albo poniżającą nazwę nałożnic; do tego doszło, że władze państwowe określać zaczęły, komu wolno, a komu nie wolno wstępować w związki małżeńskie; wiele wydano praw niezgodnych z zasadami słuszności; wiele krzywd wyrządzano.

Do osłabienia węzłów małżeńskich przyczyniały się także wielożeństwo, zawieranie małżeństw z wieloma mężczyznami i rozwody. Najwyższy zaś bezład zapanował we wzajemnych stosunkach męża i żony, gdy mąż osiągnął bezgraniczną władzę nad żoną, gdy mógł jej dać rozwód bez żadnej słusznej przyczyny, a sobie samemu zachowywał prawo zadowalania bezkarnie nieposkromionej i wybujałej skłonności do rozpusty przez „odwiedzanie domów publicznych i sług, jakby te upadki nie z woli człowieka płynęły, lecz byty następstwem jego pozycji społecznej”1 . Poniżenie żony nie miało sobie nic równego, gdy w miarę wzrostu rozpasania męża zeszła ona do roli sprzętu, nabytego dla zaspokajania lubieżnych popędów albo dla rodzenia potomstwa.

Nie wstydzono się zawierać kontraktów kupna sprzedaży co do niewiast, przeznaczonych na żony, jakby szło o rzeczy martwe2 , z zastrzeżeniem nieraz ojcu i mężowi prawa karania śmiercią kobiety, pojętej w ten sposób za żonę. Rodzina, oparta na takim małżeństwie, musiała się stać obiektem państwowym albo własnością osobistą głowy domu3 , któremu nadto ustawy nadały wyjątkowe prawa; miał on bowiem możność nie tylko decydowania o zawarciu i rozwiązaniu małżeństwa swych dzieci, ale nawet stanowienia o ich życiu i śmierci.

ODNOWA MAŁŻEŃSTWA W CHRZEŚCIJAŃSTWIE

 8.  Uleczył jednak i podniósł Pan Bóg związki małżeńskie, pogrążone w tym ogromie poniżenia, w tym steku nędzy; ponieważ Wskrzesiciel godności ludzkiej i odtwórca czystości prawa mojżeszowego najwyższą troską i to przed innymi rzeczami otoczył małżeństwo. Swoją obecnością na godach w Kanie Galilejskiej nadał im niezwykłe dostojeństwo, a sławę im zapewnił przez spełnienie na nich pierwszego cudu (Jan 2); stąd na węzły małżeńskie spłynęły pierwsze blaski uświęcenia. Następnie, przywrócił małżeństwu pierwotną jego godność, potępiając zdrożny obyczaj żydowski, że korzystali mężowie z wielożeństwa i nadużywali prawa listów rozwodowych; nade wszystko zaś nakazując, aby nikt nie ważył się rozwiązywać, co wiekuistym węzłem sam Bóg połączył. Wreszcie, po usunięciu zarzutów, które wysunięto z prawa mojżeszowego, Chrystus wystąpił w charakterze najwyższego prawodawcy i to postanowił o małżeństwie: „A powiadam wam: kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, cudzołoży. I kto by opuszczoną pojął za żonę, popełnia cudzołóstwo”.

 9.  Głosiciele prawa Bożego, Apostołowie, w całej pełni i z całą jasnością przekazali pamięci ludzkiej i w swych pismach wyrazili, co zawierały dekrety i postanowienia Boże o małżeństwie. Za ich przewodem nauczali Ojcowie Kościoła, Sobory i nieprzerwana tradycja kościelna4 , że Chrystus Pan wyniósł małżeństwo do godności Sakramentu; że zarazem zapewnił małżonkom możność uświęcenia się w ślubach małżeńskich, gdy korzystać będą z łaski Boskiej, która z Jego zasług płynie; nauczyli przy tym, że dostosowując w przedziwny sposób te śluby do mistycznego swego związku z Kościołem, Chrystus Pan uszlachetnił miłość właściwą związkowi małżeńskiemu5 i przez miłość Bożą umocnił nierozerwalną łączność męża i niewiasty. Św. Paweł pisał do Efezjan: „Mężowie, miłujcie żony wasze, jako i Chrystus umiłował Kościół i samego siebie wydał zań, aby go poświęcił… mężowie mają miłować żony swoje, jako swoje ciała… albowiem nigdy żaden ciała swego nie miał w nienawiści; ale je wychowywa i ogrzewa, jako i Chrystus Kościół, bo jesteśmy członkami ciała jego z jego ciała i z kości jego. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę swoją i złączy się z żoną swoją i będą dwoje w jednym ciele. Sakrament to wielki jest; a ja mówię w Chrystusie i w Kościele” (Efez 5,25 nast.).

Podobnież Apostołowie świadczą, iż Chrystus Pan potwierdził i usankcjonował jedność małżeństwa oraz jego nierozerwalność, która pozostać ma na zawsze nietykalną. Oto, co mówi św. Paweł: „Tym, którzy są w małżeństwie rozkazuję nie ja, ale Pan: iżby żona od męża nie odchodziła; a jeśliby odeszła, żeby trwała bez męża, albo się z mężem pojednała”. I dalej: „Żona przywiązana jest do zakonu, póki żyje mąż jej: a jeśliby zasnął mąż jej, wolna jest” (Efez 5,39). Dla tych więc powodów małżeństwo stało się „Sakramentem wielkim” (Efez 5,32), „uczciwym we wszystkim” (Hebr 13,4), czystym, świętym, czcigodnym ze względu na te rzeczy najszczytniejsze, których jest obrazem i które oznacza.

CELE I ZADANIA MAŁŻONKÓW

 10.  Chrześcijańska doskonałość i pełnia małżeństwa nie ogranicza się do rzeczy, które zostały wspomniane. Najpierw bowiem związkowi małżeńskiemu dane zostało wyższe i wznioślejsze posłannictwo niż to, które mu z natury przysługiwało; zmierzać ma ono nie tylko do utrzymania rodu ludzkiego, lecz do rodzenia dziatek Kościoła, „współmieszkańcy świętych i domownicy Boży” (Efez 2,19), „aby mianowicie rodził się, był wychowywany lud czcicieli i wyznawców Boga i Zbawiciela naszego Chrystusa Pana”6 .

 11.  Po wtóre, obydwom małżonkom w całej pełni wskazane zostały ich prawa, określone ich obowiązki. Mają więc ich łączyć takie uczucia, że jeden małżonek drugiemu winien okazywać najwyższą miłość, stałą wierność, troskliwą i usilną opiekę. Mąż jest księciem rodziny i głową niewiasty; ponieważ jednak niewiasta jest ciałem z ciała mężczyzny, kością z jego kości, przeto jej podległość nie ma być na podobieństwo sługi, lecz towarzyszki, aby mianowicie okazywanie posłuszeństwa było nacechowane dostojeństwem i szlachetnością. Gdy zaś małżonkowie wyobrażają związek Chrystusa z Kościołem, tak, że małżonek wyobraża Chrystusa, żona zaś Kościół, przeto przełożeństwem męża i posłuszeństwem żony ma ustawicznie kierować, jako najwyższa władczyni miłość Boża. „Albowiem mąż jest głową żony; jako Chrystus jest głową Kościoła… ale jako Kościół poddany jest Chrystusowi tak też żony swoim mężom we wszystkim” (Efez 5,23.24).

 12.  Co się tyczy dzieci, winny one słuchać się rodziców i być im podległe, a także szanować ich z obowiązku sumienia; z drugiej strony wszystkie usiłowania i troski rodziców mają być skierowane do tego, aby dzieci otoczyć opieką i dobrze, szczególniej w cnotach wychować.

„Ojcowie … wychowujcie ich (dzieci) w karności i bojaźni Bożej” (Efez 6,4). Skąd okazuje się, że zadania małżonków są liczne i bardzo doniosłe; jednakże przy tej pomocy, którą daje Sakrament, obowiązki te dla dobrych małżonków nie tylko są znośne, lecz nawet stają się miłymi.

UPRAWNIENIA KOŚCIOŁA NAD MAŁŻEŃSTWEM

 13.  Wynosząc małżeństwa do tak wzniosłej godności, Chrystus powierzył Kościołowi rozwinięcie całej dyscypliny w zakresie tej sprawy. Władzę tę w stosunku do małżeństw chrześcijańskich Kościół wykonywał wszędzie i po wszystkie czasy, a wykonywał w ten sposób, iż było jasne, że jej używa, jako sobie należnej; nie z zezwolenia ludzkiego, ale z ustanowienia swego założyciela, który tą władzą go obdarzył. Ile zaś troski Kościół użył do zachowania świętości małżeństw, ile czynnej zapobiegliwości stosował, aby utrzymać ich nienaruszoność, jest tak dalece znane, iż zbyteczne byłoby to szerzej rozwijać. W rzeczy samej, już Sobór Jerozolimski potępił związki wolnej miłości7 ; św. Paweł ciężką karą obłożył koryntczyka, który był winnym porubstwa (1 Kor 5,5); z równą mocą z męstwem w pierwszych wiekach chrześcijaństwa odtrącone zostały i starte wniwecz usiłowania wielu, godzących w charakter małżeństwa chrześcijańskiego, a więc gnostyków, manichejczyków i montanistów; za naszej zaś pamięci – mormonów, sensymonistów, falansterzystów i komunistów.

 14.  Równe prawa małżeństwa przyznane zostały wszystkim, z usunięciem, dawnych różnic pomiędzy ludźmi wolnymi a niewolnikami8 ; zrównane zostały prawa męża i żony; albowiem, jak świadczy św. Hieronim9 : „u nas; co nie jest dozwolone kobietom, równie nie godzi się mężczyznom; a w tym samym położeniu znajdują się niewolnicy”: te zaś równe prawa wzmacnia wzajemna życzliwość i wymiana usług; jednocześnie uznaną została i obronioną godność kobiety; mąż utracił prawo karania śmiercią żony, łamiącej wiarę małżeńską10 , utracił także bezecne prawo niedochowania wiary.

 15.  Niemałą jest rzeczą także ograniczenie przez Kościół nadmiernej władzy ojcowskiej w stosunku do dzieci, gdy przywróconą została tym dzieciom wolność zawierania związków małżeńskich11 ; niemałą jest rzeczą ustalenie zasady, że małżeństwa w pewnych stopniach pokrewieństwa i powinowactwa nie mogą być ważne12 , co służy do działania przez miłość nadnaturalną w szerszym zakresie; usunięcie od związków małżeńskich o ile to możliwe, błędu, przymusu, podstępu13 ; obrona świętej skromności w pożyciu małżeńskim, bezpieczeństwa osób14 i małżeńskiej przystojności15 , nietykalności religii16 .

Wreszcie Kościół taką przezornością ustaw otoczył ten instytut Boski, taką natchnął go mocą, że każdy, ktokolwiek bezstronnie rzeczy ocenia, musi uznać, że i w tym zakresie, w sprawie małżeństw, ten Kościół jest najdoskonalszym stróżem dobra rodzaju ludzkiego i jego obrońcą: jego mądrość zwycięsko przechodzi przez zmienne koleje stosunków politycznych, wrogich nastrojów ludzkich, a nawet wszystko niszczącej mocy czasu.

ZEŚWIECCZENIE MAŁŻEŃSTWA

 16.  Sprawił to, niestety, wróg rodzaju ludzkiego, iż nie brak ludzi, którzy nie uznają wcale albo lekceważą sobie tę odbudowę i uszlachetnienie małżeństwa, jak odrzucają niewdzięcznie i inne dobrodziejstwa dzieła zbawienia. Czasom starożytnym słusznie zarzucamy, że częściowo niszczono wówczas właściwy charakter małżeństwa; lecz w naszych czasach cięższy grzech popełniają ci, którzy usiłują całkowicie wywrócić jego naturę, udoskonaloną pod każdym względem. Płynie to przede wszystkim stąd, że wielu pod wpływem błędnych zasad filozofii oraz złych nawyknień, nie znosi jakiejkolwiek zależności i nie uznaje potrzeby posłuszeństwa; ci ludzie pracują zawzięcie nad tym, aby nie tylko jednostki, ale i rodziny oraz całe społeczeństwo ludzkie odrzuciło z pogardą panowanie Boga.

 17.  Że zaś źródłem i początkiem rodziny, a zatem całej społeczności ludzkiej jest małżeństwo, przeto nie mogą ścierpieć, aby ono zależne było od jurysdykcji kościelnej: natomiast chcą je obedrzeć z wszelkiej świętości i wtłoczyć w niewielki zresztą krąg tych rzeczy, które są tworami ludzkimi, a więc rządzone są i prowadzone przez ustawy cywilne. Ludzie ci uważali za konieczne nadanie władzom państwowym wszelkich kompetencji, odnośnie do małżeństw, z jednoczesnym zaprzeczeniem władzy Kościoła, który ich zdaniem, pewne posiadał pod tym względem prawa jedynie na skutek zgody panujących albo drogą bezprawnego zagarnięcia odpowiednich kompetencji. Lecz czas jest już wielki, powiadają, aby władze państwowe twardo swych praw broniły i zaczęły całą dziedzinę małżeństw urządzać według swego uznania.

 18.  Stąd wyniknęły tak zwane śluby cywilne; stąd ustawy o przyczynach, tamujących małżeństwo; stąd sądy cywilne o kontraktach małżeńskich, mające decydować, czy mianowicie te kontakty legalnie zostały zawarte, czy też nie. Wreszcie widzieliśmy, że Kościołowi katolickiemu odebrano wszelką władzę stanowienia lub sądzenia o małżeństwach i to z taką zaciekłością, że nie miano już względu ani na jego prawa, od Boga pochodzące, ani na zbawienne prawodawstwo kościelne, którym przez długie wieki żyły narody, oświecone światłem nauki chrześcijańskiej i jej kulturą wzbogacone.

MAŁŻEŃSTWO JEST RZECZĄ KOŚCIOŁA

 19.  Wszakże naturaliści i wszyscy, którzy czczą państwo nieledwie jako bóstwo, a swymi doktrynami pragną przepoić wszystkie kraje, niezaprzeczalnie błądzą. Małżeństwo bowiem nosi na sobie cechę świętości, zawiera pewien pierwiastek religii, nie pochodny, lecz wrodzony, nie nadany przez ludzi, lecz od natury wszczepiony, gdy jest ono przez Boga utworzone i od początku służyło, jako pewien obraz wcielenia Słowa Bożego. Dlatego też Innocenty III17 i Honoriusz III18 , Nasi poprzednicy, mogli nie bez słuszności i nie bez podstawy twierdzić, że „Sakrament małżeństwa istnieje u wiernych i u niewiernych”. Powołać się możemy na świadectwa starożytności, na zwyczaje i urządzenia ludów, które posiadały wyższy zasób kultury i przodowały znajomością podstaw prawnych i zasad słuszności; jest rzeczą stwierdzoną, że wszystkie te narody, ponad wszelką dyskusję, widziały w małżeństwie przedmiot najściślej związany z religią i nacechowany świętością. Dla tych dusz, pozbawionych światła Bożego, zrozumiały był głos natury, pamięć swego początku, przeświadczenie powszechne rodu ludzkiego. Skoro zaś małżeństwo jest samo przez się z natury swej – święte, oczywiście więc winno ono być rządzone i normowane nie przez władze państwowe, lecz powagą, daną przez Boga Kościołowi, do którego jedynie należy piecza o rzeczy święte.

 20.  Zważyć, też należy charakter Sakramentu, przez który małżeństwo chrześcijańskie wyniesione zostało do niezrównanej godności. Stanowienie zaś o Sakramentach i normowanie rzeczy, które ich dotyczą, tak dalece z woli Chrystusa Pana należy wyłącznie do zadań Kościoła, że nawet pomyśleć się nie da, aby ta władza albo jej część, choćby najmniejsza, była przeniesiona na organy państwowe.

MAŁŻEŃSTWO A KOŚCIÓŁ W HISTORII

 21.  Na koniec, wielkiej wagi jest świadectwo historii, która z całą oczywistością wskazuje, że Kościół zawsze niezależnie używał tak prawodawczej jako też sądowej władzy w danym zakresie, wówczas nawet, gdy szerzono bezmyślne i bezsensowne teorie, iż ta władza płynie ze zgody i zezwolenia panujących. Któż by temu uwierzył i jakiż to byłby absurd, gdyby ktoś twierdził, że Chrystus potępił wielożeństwo i zastarzały zwyczaj udzielania listów rozwodowych na mocy delegacji, udzielonej Jemu przez prokuratora prowincji albo też przez księcia żydowskiego; niemniej, że św. Paweł Apostoł uznawał rozwody oraz małżeństwa kazirodcze za niedozwolone, na mocy zezwolenia lub domyślnego upoważnienia Tyberiusza, Kaliguli, Nerona! O tym przecież również niepodobna przekonać nikogo, będącego przy zdrowych zmysłach, że Kościół stanowił cały szereg praw o nierozerwalności i świętości małżeństw, o ślubach niewolników z wolnymi, nie inaczej, jak na mocy zgody, uzyskanej od cesarzy rzymskich, zaciętych wrogów chrześcijaństwa, dla których najwyższą troskę stanowiło dążenie do wytępienia przemocą i mordem początkującej religii chrześcijańskiej: wszak wydawane wówczas przez Kościół prawa o małżeństwie stały w wyraźnej sprzeczności z ustawami państwowymi; św. Ignacy męczennik19 , Justyn20 , Atenagoras i Tertulian22 , publicznie wskazywali na niektóre związki małżeńskie, jako na cudzołożne i niesprawiedliwe, jakkolwiek cesarskie prawa najzupełniej im sprzyjały.

 22.  Gdy rządy państwa przeszły w ręce chrześcijańskich monarchów, Papieże i biskupi, zgromadzeni na soborach, z tą samą zawsze niezależnością i poczuciem swego prawa wydawali o małżeństwach nakazy lub zakazy, o ile to było przydatne i na czasie, jakkolwiekby bardzo odbiegły od ustaw państwowych. Nikomu nie jest tajne, jak wiele wydano przepisów o przeszkodach: węzła małżeńskiego, ślubu, różnicy wiary, pokrewieństwa, występku, czci publicznej na synodach: illiberytańskim23 , arelateńskim24 , chalcedońskim25 , milewitańskim26 i in., chociaż były one bardzo dalekie od przepisów, stanowionych przez rządy państwowe. Panujący chrześcijańscy, nie tylko nie zagarniali władzy w zakresie małżeństw chrześcijańskich, lecz nawet wprost przyznawali i oświadczyli, że jakakolwiek w tym zakresie władza należy całkowicie do Kościoła. Tak więc Honoriusz, Teodozjusz młodszy, Justynian27 , nie wahali się stwierdzić, że w tych sprawach, które dotyczą małżeństw, do nich nie należy nic więcej, jak spełniać obowiązki protektorów i obrońców prawa kanonicznego. Jeżeli coś stanowili o przeszkodach małżeńskich, chętnie zastrzegali, że to czynią na skutek wezwania i zgody Kościoła28 ; panujący chrześcijańscy zwykli byli prosić o zdanie Kościoła i przyjmować je z największą czcią w wątpliwościach co do prawości pochodzenia29 , o rozłączeniu małżonków30 , wreszcie o wszystkim, co dotyczyło małżonków31 . Najsłuszniej przeto Sobór Trydencki orzekł, że do władzy kościelnej należy: ustanowienie przeszkód unieważniających małżeństwa32 oraz sądzenie spraw małżeńskich33 .

 23.  Niechaj nikogo nie uwodzi sławione to przez regalistów rozróżnienie kontraktu małżeńskiego i Sakramentu, wynalezione w tym celu, aby stronę sakramentalną małżeństw rozpatrywał Kościół, co zaś w małżeństwie miało cechę kontraktu, aby należało do władzy i uznania władz świeckich. Taki podział, a raczej rozdarcie, nie da się uzasadnić; w małżeństwie chrześcijańskim Sakrament i kontrakt stanowią jedno; nie może istnieć prawdziwy i legalny kontrakt związku małżeńskiego, który by nie był jednocześnie Sakramentem; Chrystus Pan nadał małżeństwu godność Sakramentu; małżeństwem zaś jest ten właśnie kontrakt, jeżeli jest zawarty legalnie.

 24.  Nadto, małżeństwo dlatego jest Sakramentem, że jest znakiem świętym, sprowadzającym łaskę; jest obrazem mistycznego związku Chrystusa z Kościołem. Obraz ten tworzy się przez tę najściślejszą jedność, jaka powstaje w połączeniu mężczyzny i niewiasty, a to połączenie jest właśnie małżeństwem. Tak więc każde uczciwie zawarte przez chrześcijan małżeństwo jest już samo przez się Sakramentem; nic zatem nie jest tak dalekie od prawdy, jak twierdzenie, że Sakrament jest jakąś ozdobą albo nadaną z zewnątrz częścią, która może być odłączona od kontraktu według uznania ludzkiego.

Nie ma zatem ani żadnej podstawy rozumowej, ani historia nie podaje żadnych faktów, które by usprawiedliwiały poddanie małżeństw chrześcijańskich pod kompetencję władz państwowych. Jeżeli czyjeś prawa są naruszane, to nikt nie powie, żeby Kościół cudze prawa naruszał.

NIEBEZPIECZEŃSTWO ZEŚWIECCZENIA MAŁŻEŃSTWA

Oby jednak doktryny naturalistów nie stały się źródłem wielu szkód i nieszczęść, jak są pełne niesprawiedliwości i fałszu. Łatwo jest spostrzec, jakie spustoszenie przyniosły zeświecczone małżeństwa; jaką dewastację mają jeszcze sprawić ogółowi ludzkiemu.

 25.  Takie jest prawo odwieczne, że co Bóg w naturze założył, przynosi nieocenione pożytki i zbawienne owoce w tej mierze, w jakiej utrzymany został bez naruszenia i zmiany jego stan wrodzony; Twórca bowiem wszechrzeczy dobrze wiedział, co może być przydatne dla ustroju i zachowania każdej rzeczy; tak urządził wszystkie twory według planu swego i myśli, aby każdy z nich jak najlepiej celowi swemu odpowiedział. Jeżeli zaś zarozumiałość i nieuczciwość ludzka chce zmienić i wywrócić ten porządek, ustanowiony przez Opatrzność Bożą, wówczas najmądrzej nawet ułożone rzeczy zaczynają przynosić szkodę albo przestają być użyteczne, tracą bowiem wskutek owej zmiany swą użyteczność, albo też Pan Bóg sprawia, że te rzeczy stają się źródłem kary dla pychy i zuchwałości ludzkiej. Właściwie ci, którzy zaprzeczają świętości małżeństwa, a po odarciu go ze wszystkich cech tej świętości rzucają je do szeregu przedmiotów świeckich, ci wywracają fundamenty natury, sprzeciwiają się zamiarom rządów Bożych i burzą dzieła Boże, o ile to jest możliwe. Nie trzeba się dziwić, że tego rodzaju bezbożne i bezsensowne usiłowania dają takie bogate żniwo zła, iż nic nie może być równie szkodliwe dla zbawienia dusz i zgubne dla bezpieczeństwa państwa.

CELE MAŁŻEŃSTWA

 26.  Jeżeli zważymy dla jakiego celu ustanowione zostały małżeństwa, to z całą oczywistością staje przed nami ta prawda, że w nich Pan Bóg zawarł przebogate źródła pożytku i dobra ogólnego. Nie tylko bowiem służą one do utrzymania rodu ludzkiego, lecz nadto zapewniają małżonkom byt spokojny i możliwe na ziemi szczęście; a to w wieloraki sposób, mianowicie: przez wzajemną pomoc w potrzebach, przez stałą i wierną miłość, przez wspólność dóbr wszystkich, przez łaskę Boską, która płynie z Sakramentu. Małżeństwa przy tym służą dobru rodzin – o ile bowiem odpowiadają swemu naturalnemu założeniu i odpowiadają zamiarom Bożym, zdolne są utrwalić zgodne pożycie rodziców, zapewniają dobre wychowanie dzieci, miarkują wykonywanie władzy ojcowskiej przez przykład Bożej władzy – zapewniają uległość dzieci względem rodziców i sług względem swych panów. Państwa słusznie oczekiwać mogą od chrześcijańskich małżeństw obywateli tak urobionych, takim duchem przejętych, tak w bojaźni i miłości Bożej zaprawionych, że za obowiązek poczytywać sobie będą uczciwą i należytą uległość panującym, miłość względem wszystkich, poszanowanie praw innych.

ZEŚWIECCZENIE GODZI W MAŁŻEŃSTWO

 27.  Tego rodzaju i tak pożądane owoce małżeństwo o tyle tylko przynosi, o ile zachowuje cechy świętości, jedności i nierozerwalności, bo z nich tylko płynie ta jego zbawcza i dobroczynna skuteczność; ani też wątpić nie można, że wpływ ten wywierać będzie małżeństwo, jeżeli pozostanie zawsze i wszędzie zależne od Kościoła, który jest najwierniejszym stróżem i obrońcą jego charakteru. Ponieważ jednak obecnie po wielokroć ludzie usiłują swoimi prawami zastąpić prawo naturalne i Boskie, zacierać się zaczęła w pojęciach ogółu nie tylko świadomość o dostojeństwie małżeństwa, zaszczepiona w sercach ludzi przez samą przyrodę, lecz nawet w małżeństwach chrześcijańskich bardzo zachwiany został i zmalał, z winy ludzi, ich wpływ dobroczynny. Cóż dobrego zaiste przynieść może małżeństwo, z którego usuwają ducha religii chrześcijańskiej, gdy ten duch właśnie rodzi wszelkie dobra, pielęgnuje najwznioślejsze cnoty, wzbudza i potęguje wszystko, co może być wzniosłego w duszach szlachetnych i szczytnych? Z chwilą usunięcia i odrzucenia religii, muszą małżeństwa zejść na poziom służenia wyłącznie skażonej naturze człowieka i najgorszych władczyń – żądz ludzkich; względy bowiem naturalnej uczciwości są zbyt słabe, aby mogły obronić małżeństwo od tego upadku. Niezliczone stąd wynikły szkody nie tylko dla rodziny, ale i dla państwa. Po odrzuceniu zbawiennej bojaźni Bożej, po utracie tego źródła ulgi we wszystkich ciężarach życia doczesnego, której to ulgi na próżno szukano by poza religią chrześcijańską, występuje na widownię życia w bardzo wielu wypadkach to, co jest tak właściwym, naturalnym popędem skażonej natury, że ciężary i zadania życia małżeńskiego przedstawiają się jako nieznośne; toteż bardzo wielu chciałoby rozluźnić węzły, które ich zdaniem oparte są tylko na ustanowieniu ludzkim, od niego tylko są zależne, a więc i rozwiązane być mogą, gdy zachodzi różnica charakterów, nieporozumienia, złamanie wiary przez jednego z małżonków lub inne powody, wreszcie zgoda wzajemna na rozwiązanie węzła małżeńskiego. Jeżeli ustawy nie czynią zadość rozpasaniu żądz ludzkich, podnoszą się wołania, że te ustawy są niesprawiedliwe, nieludzkie, niezgodne z prawami wolnych obywateli, a zatem konieczną jest rzeczą, aby po skasowaniu tych ustaw wprowadzono nowe, które by dawały możność rozwodów.

ROZWODY

 28.  Jakkolwiek współcześni prawodawcy twierdzą, że uznają słuszne zasady, na których opierać się winny małżeństwa, jednak sądzą, że wobec upadku obyczajów, o którym mówiliśmy, zasad tych obronić się nie da i że uwzględnić należy dzisiejsze warunki życia, a więc uznać możność rozwodów. Powołując się w tym na przykłady przeszłości. Pomijając inne dane historyczne, Francja jakoby daje przykład, z czasów rewolucji, gdy całe społeczeństwo zdawało się odrzucić Boga, a w następstwie tego wprowadziło ustawy, które uznały rozwody małżeństw. Pragnąc zatem wznowić te ustawy, w rzeczy samej, aby nade wszystko usunąć z życia społeczeństw wszelki związek z Bogiem i z Kościołem; sądzą niemądrze, iż najskuteczniejszym lekarstwem na dzisiejsze rozpasanie niemoralności jest zastosowanie owych ustaw o rozwodach.

 29.  Ile złego sprawiają rozwody, zbyteczne byłoby dowodzić. Przy ich istnieniu i z ich powodu słabnie węzeł małżeński, zanika wzajemna życzliwość, staje otworem droga do niewierności; wychowanie dzieci ulega zaniedbaniu; rodziny całe narażone są na rozbicie; powstają nieporozumienia między rodzinami; zatraca się godność kobiet, które narażone są na niebezpieczeństwo porzucenia przez mężczyzn, odkąd służyć poczynają za narzędzie zaspokojenia ich rozwiązłych popędów. Ponieważ zaś zepsucie obyczajów najbardziej wpływa na zniszczenie rodzin i poderwanie dobrobytu państw, stąd staje się oczywiste, że rodzinom i państwom niezmiernie szkodzą rozwody; same przez się one są wynikiem upadku moralności wśród społeczeństw i w dalszym ciągu, jak stwierdza doświadczenie, torują drogę do głębszego jeszcze upadku.

 30.  Jeżeli zważymy, że przy uznaniu możności rozwodów, nie znajdą się żadne hamulce, które by utrzymały stosowanie tego prawa w pewnych przewidzianych i zamierzonych granicach, to musimy uznać, że grożące z rozwodów niebezpieczeństwo jest niezmiernej wagi. Wielką siłę posiadają przykłady, ale większą – namiętności: muszą one doprowadzić do tego, że pasja rozwodów z dnia na dzień opanowywać będzie coraz większą ilość dusz, jak zaraźliwa choroba albo potoki wezbrane wód, które wszelkie łamią tamy.

Wszystkie te rzeczy są same przez się jasne; wszakże jaśniejszymi się stają przez wskazanie przebytych doświadczeń. Z chwilą, gdy ustawowo zaczęto dopuszczać rozwody, wzrosły nadzwyczajnie niesnaski, nieprzyjaźń wielu, zrywanie stosunków; taka nastała niemoralność, że ci sami, którzy byli obrońcami rozwodów, musieli bardzo tego żałować; bać się można było, że ulegną naprężeniu wszystkie spójnie społeczne, gdyby w czas nie pospieszono z przeciwnymi ustawami, które rozwodom kładły tamę. Starożytni Rzymianie bezwzględnie potępiali pierwsze usiłowania wprowadzenia rozwodów; wkrótce jednak poczucie uczciwości zaczęło ulegać przyćmieniu, zaczął zanikać wstyd – ten ujarzmiciel namiętności, wiarę małżeńską z taką swobodą łamać poczęto, że za wielce prawdopodobne poczytywać należy, co podają niektórzy pisarze, iż niewiasty zwykły były liczyć lata życia swego nie według liczby zmieniających się konsulów, lecz według liczby swych mężów. Podobnież u protestantów pierwotnie prawa dozwalały na rozwody dla pewnych, bardzo nielicznych przyczyn: wiadomo jednak, że drogą ewolucji, liczba tych przyczyn tak dalece wzrosła u Niemców, Amerykanów i u innych, że ludzie poważnie myślący musieli bardzo opłakiwać i zepsucie obyczajów, i niedopuszczalną lekkomyślność ustaw.

 31.  Nie lepiej działo się w krajach katolickich, gdzie, o ile dopuszczono zasadę rozwodów, ogrom fatalnych stąd następstw przeszedł wszelkie przewidywania prawodawców. Widziano wówczas tę niezgodność wielu, że dopuszczali się wszelkich podstępów, nawet wykroczeń, stosowali okrucieństwo i zniewagi, dopuszczali się cudzołóstwa, aby sztucznie stworzyć powody do rozerwania związku małżeńskiego, który dla nich stał się tak obmierzłym: działo się to z takim zgorszeniem, iż musiano jak najspieszniej przystąpić do reformy ustawodawstwa małżeńskiego.

 32.  Czy można wątpić, że równie fatalne następstwa mieć będą ustawy sprzyjające rozwodom, gdziekolwiek byłyby wprowadzone. Nie leży to w mocy ludzkiej, nie mają tej siły dekrety, przez ludzi wydawane, aby mogły one zmienić wrodzone własności rzeczy i bieg ich naturalny; stąd też wcale niemądrze pojmują troskę o dobro publiczne ci, którzy sądzą, że można bezkarnie wywrócić właściwy ustrój małżeństwa; usuwając wszelką cechę świętości, czy to pod względem pierwiastka religijnego w małżeństwie, czy pod względem jego natury, jako Sakramentu; ludzie ci zdają się dążyć do większego jeszcze zniekształcenia i zohydzenia małżeństw niż to zdołali uczynić poganie. O ile przeto nie zmienią się nastroje, muszą rodziny i cała społeczność ludzka bać się, aby nie były wtrącone w ten wir walk i wszelkich niebezpieczeństw, które cechują od dawna środowiska socjalistów i komunistów. Zaiste oczekiwania ratunku i dobra ogólnego od wprowadzenia rozwodów, które dostateczną raczej gotują klęskę, jest wprost bezmyślne i bezsensowne.

 33.  Wyznać należy, iż Kościół katolicki oddał największe usługi dobru ogólnemu narodów, gdy ustawicznie dąży do zachowania świętości i nierozerwalności węzła małżeńskiego; nie mała też należy się jemu wdzięczność, że jawnie protestuje przeciwko ustawom, grzeszącym bardzo w danym zakresie przez ciąg ostatnich stuleci34 , że herezję protestancką co do nauki o rozwodach obłożył klątwą35 ; że wielokrotnie potępił stosowaną przez Greków praktykę rozwiązywania małżeństw36 ; że za nieważne uznał małżeństwa, zawierane z tym warunkiem, że z czasem mogą być rozwiązane37 ; że wreszcie od pierwszych wieków chrześcijaństwa odrzucał cesarskie prawa o rozwodach i zerwaniu zaręczyn38 .

 34.  Ilekolwiek razy Papieże przeciwstawili się najpotężniejszym monarchom, którzy przy użyciu nawet gróźb usiłowali osiągnąć potwierdzenie ze strony Kościoła dokonanych przez siebie rozwodów, zawsze walczyli nie tylko o nienaruszalność zasad religii, lecz także o kulturę ludów. Przykłady niezłomności ducha w tym zakresie pozostawili dla wszystkich pokoleń Papieże tacy, jak Mikołaj I swym dekretem przeciwko Lotariuszowi; Urban II i Paschalis II – przeciwko Filipowi I, królowi francuskiemu; Celestyn III i Innocenty III przeciwko Filipowi II księciu francuskiemu; Klemens VII i Paweł III przeciwko Henrykowi VIII; wreszcie Pius VII, mężny i święty w swych dekretach przeciwko Napoleonowi I, gdy stał na szczycie powodzenia i potęgi.

W takim położeniu rzeczy winni by wszyscy, którzy dzierżą ster państw, a idą za wskazaniami rozumu i roztropności i dbają o dobro ludów, zachować nienaruszonymi święte prawa małżeństwa, korzystać z pomocy Kościoła dla obrony moralności i pomyślności rodzin, a nie rzucać na ten Kościół podejrzeń o nieprzyjaznych jakoby jego zamiarach oraz krzywdzących i niecnych oskarżeń o naruszanie praw cywilnych.

KOŚCIÓŁ OPIEKUNEM MAŁŻEŃSTWA

 35.  Kościół katolicki nie może w żadnej rzeczy uchylić się od obrony praw swoich i zaniedbać świętych obowiązków; jednocześnie wszakże zawsze i we wszystkim kieruje się zasadą ustępliwości i zgodności, ile tylko da się pogodzić z utrzymaniem praw i spełnieniem obowiązków. I dlatego nigdy nie wydawał jakichkolwiek przepisów o małżeństwach bez uwzględnienia stanu położenia społeczeństwa oraz warunków istnienia poszczególnych narodów: niejednokrotnie nawet łagodził przepisy swoich praw, gdy ważne przyczyny do tego skłaniały. Wie również dobrze Kościół i temu nie przeczy, że skoro Sakrament małżeństwa służy także do zachowania i rozwoju rodu ludzkiego, pozostaje w ścisłym związku z rzeczami doczesnymi, które są wprawdzie następstwem małżeństwa, ale wchodzą w zakres spraw cywilnych: te skutki małżeństw słusznie zaliczają się do sfery władzy kierowników nawy państwowej.

 36.  Nikt zaś nie wątpi, że założyciel Kościoła, Jezus Chrystus, oddzielił władzę kościelną od świeckiej, zostawiając każdej z nich niezależny teren działania; to jednak zastrzegł, że łączność między niemi i zgoda panować winny w tych sprawach, które do wszystkich ludzi się odnoszą i obydwom władzom są przydatne. Gdzie są wspólne prawa i moc rozrządzania, jakkolwiek pod odmiennymi względami, tam władza, której są powierzone sprawy ziemskie, uwzględniać winna w sposób odpowiedni i właściwy drugą władzę, mającą na celu rzeczy niebieskie. Od tej harmonii i godziwego zespołu nie tylko zależy prawidłowe i pomyślne działanie obydwóch władz, lecz także najskuteczniejszy i najwłaściwszy sposób wspierania ludzi w ich dążeniu do zabezpieczenia życia doczesnego i w trosce o życie wiekuiste.

W poprzednich już encyklikach zaznaczyliśmy, że inteligencja człowieka osiąga wysoki stopień uszlachetnienia i uodpornia się przeciwko jakimkolwiek zboczeniom, gdy w zgodzie pozostaje z religią chrześcijańską, nawzajem wiara niemało dla swej dzielności czerpie z rozumu; podobnież zgodne pożycie świętej władzy Kościoła i władzy świeckiej, musi doprowadzić do obustronnego pożytku. Jedna z nich wzrasta w swym dostojeństwie, a za przewodem religii rządy jej nigdy nie będą niesprawiedliwe: druga zaś korzysta z opieki i obrony dla dobra ogólnego wiernych.

DO WŁADZ ŚWIECKICH

 37.  Zważywszy powyższe okoliczności wzywamy, szczególniej w dobie obecnej, cośmy już zresztą innym listem uczynili, do jedności, do zespolenia sił; pierwsi prawicę swą podajemy w gotowości wszelkiej pomocy, co jest w naszych czasach tym potrzebniejsze, że władza rządów jest bardzo w opinii ludzkiej zachwianą i jakoby od ciężkiej rany słabnie. Dobro publiczne wymaga, aby wobec rozognienia namiętności, dążenia do wolności, niczym nie skrępowanej, wobec usiłowań obalenia wszelkiej władzy, najbardziej legalnej, zjednoczyły się siły obydwóch władz dla odwrócenia nieszczęść, które grożą nie tylko Kościołowi, lecz i społeczeństwu cywilnemu.

DO BISKUPÓW

 38.  Zalecając zgodne zespolenie serc, prosząc Boga, tego Księcia pokoju, ażeby tę jedność w duszach wszystkich zaszczepił, nie możemy sobie tego odmówić, abyśmy pobudzili także do tego Waszą, Czcigodni Bracia, gorliwość, Waszą czujność i pracę, która jest, jak wiemy, wybitną. Ile tylko przez usilność swoją osiągnąć możecie, ile zdziałać może powaga Wasza, dołóżcie starań, aby w ludzie, Wam powierzonym, zachowaną była bez uszczerbku ta nauka, którą dał Chrystus Pan i którą przekazali tłumacze woli Bożej, Apostołowie, którą też Kościół katolicki wiernie zachował i rozkazał wszystkim wiernym niezachwianie jej się trzymać.

 39.  Szczególną troskę skierujcie do tego, aby lud posiadał bogaty zasób znajomości zasad wiary chrześcijańskiej, aby też pamiętał, że małżeństwo nie pochodzi z ustanowienia ludzkiego, lecz przez Boga zostało wprowadzone i to tak, aby bezwzględnie tworzył się związek jednego z jednym: że Chrystus Pan, Twórca Nowego Zakonu, przeniósł związek małżeński ze stanu obowiązku naturalnego do godności Sakramentu i że Kościołowi swemu nadał co do węzła małżeńskiego prawodawczą i sądową władzę. Szczególniej czuwać należy, aby nie opanowywały umysłów błędy przeciwników, którzy by bardzo pragnęli pozbawić Kościół tej władzy.

 40.  Wszyscy wiedzieć powinni, że małżeństwo zawarte przez chrześcijan, z wykluczeniem Sakramentu, nie posiada mocy i charakteru rzeczywistego małżeństwa; a choćby zawarte było zgodnie z ustawami cywilnymi, nie może mieć innego znaczenia, jak prosty obrzęd, wprowadzony przez prawo cywilne; prawo zaś cywilne może normować i urządzać tylko skutki cywilne, które wynikają z małżeństwa, a których oczywiście nie może spowodować, o ile nie istnieje prawdziwa i legalna ich przyczyna, to jest małżeństwo. W interesie małżonków leży to, żeby o wszystkim, cośmy wyłożyli, dobrze wiedzieli, a i o tym pamiętali, co w zakresie ustaw cywilnych obowiązuje i przestrzegać należy; chce bowiem Kościół aby skutki małżeństw pod każdym względem były zabezpieczone i aby dzieci nie były narażone na jakiekolwiek szkody.

 41.  Przy obecnym zamęcie opinii, które coraz bardziej się szerzą i o tym wiedzieć koniecznie potrzeba, że nikt nie może rozwiązać małżeństwa, które prawnie zawarte i spełnione zostało; małżonkowie przeto stają się winnymi przestępstwa, jeżeli w nowe związki małżeńskie wstępują dla jakiejkolwiek przyczyny, zanim by poprzednie małżeństwo przez naturalną śmierć jednego z małżonków ustało. Jeżeli doszło do tego, że dalsze współżycie stało się nieznośne, Kościół pozwala wówczas, aby małżonkowie pozostawali w rozłące, przy czym stara się łagodzić niedogodności tej rozłąki, zarządzając, tak jak tego słuszność wymaga, dostarczenie środków odpowiednich egzystencji i opieki; a nie zaniedbuje usiłowań, aby doprowadzić do pojednania. To są ostateczności; łatwo byłoby ich uniknąć, jeżeliby małżonkowie wstępowali w te związki nie dla chciwości, lecz z pełną świadomością obowiązków i wszelkich zadań małżeństwa oraz z takim przygotowaniem duszy, jakiego stan ten wymaga; a nie uprzedzali go przez szeregi czynów, które przed zawarciem małżeństwa są występkami i sprowadzają gniew Boży.

 42.  Pokrótce wskazać można, że małżeństwa o tyle nacechowane są spokojem i trwałością, o ile małżonkowie przepojeni są duchem religii i z niej czerpią natchnienia dla życia swego; religia daje wytrwałość i męstwo; ona sprawia, że znosi się nie tylko spokojnie, lecz nawet ochoczo wady, jeżeli jakie są w osobach, że się znosi różnice obyczajów i temperamentów, że się dźwiga odważnie ciężar trosk macierzyńskich, żmudne zabiegi o wychowanie dziatek i inne nie odłączone od życia trudy a nawet utrapienia.

 43.  Czuwać należy, aby zbyt pochopnie nie zawierano związków małżeńskich z osobami, nie wyznającymi wiary katolickiej; wątpić bowiem można, aby panowała zgodność poglądów wśród tych, którzy różnią się w wyznawaniu wiary. I z tego względu od takich związków odwodzić należy, że one dają okazję do uczestnictwa w kulcie Bożym akatolickim, co katolikom nie jest dozwolone, że one stanowią poważną przeszkodę w dobrem wychowaniu dzieci, a prowadzą do przyjęcia zasady, że zarówno cenić należy wszelką religię, usuwając wszelką różnicę złego i dobrego.

 44.  Na koniec, gdy doskonale rozumiemy, że wszystkich miłością swoją obejmować winniśmy, powadze wiary Waszej i pobożności, Czcigodni Bracia, polecamy tych, zresztą bardzo nieszczęśliwych, którzy porwani przez płomień namiętności i niepomni na swe zbawienie, nieprawnie żyją, w związkach małżeńskich, które nie są legalne. Usiłowania Wasze żarliwe zmierzać winny do przywołania tych ludzi do obowiązku; starając się wszelkimi sposobami i sami bezpośrednio i przez ludzi dobrych, aby zrozumieli, że źle postąpili; aby pokutowali i aby doprowadzeni zostali do zawarcia małżeństwa zgodnie z zasadami katolickimi.

ZAKOŃCZENIE

 45.  Wskazania i przepisy o małżeństwie chrześcijańskim, które niniejszym listem Naszym uznaliśmy za konieczne przypomnieć Wam, Czcigodni Bracia, służą, jak łatwo to spostrzec, zarówno do utrzymania społeczności ludzkiej świeckiej, jak i do wiekuistego zbawienia ludzi. Niech sprawi to Pan Bóg, aby według miary ich znaczenia znalazły one łatwy dostęp do dusz i gotowość jak największą do ich stosowania. Dla tego celu w żarliwej i pokornej modlitwie błagajmy Niepokalanie Poczętą Najświętszą Pannę Marię, aby macierzyńską okazała ludziom opiekę, budząc w umysłach gotowość do posłuszeństwa nakazom wiary. Z nie mniejszą żarliwością błagamy świętych Piotra i Pawła, książąt Apostołów, pogromców błędu, siewców prawdy, aby bronili rodzaj ludzki od wylewu odradzających się błędów.

Jako znak Boskiej łaski i znak szczególniejszej Naszej życzliwości udzielamy Błogosławieństwo Apostolskie Wam wszystkim, Czcigodni Bracia i ludom, pieczy Waszej powierzonym.

PRZYPISY:

  1. [«] Hieron. Opera, t. 1, kol. 455.
  2. [«] Arnob. Adv. Gent. 4.
  3. [«] Dioniz. Halik. Ks. II, r. 26, 27.
  4. [«] Sobór Tryd. SS. XXIV na pocz.
  5. [«] Tamże, r. I De reform. Matr.
  6. [«] Katech. Rzym. t. VIII.
  7. [«] Akta Ap. XV. 29.
  8. [«] Rozdz. I o małż. niewol.
  9. [«] Dzieła t. I. kol. 4.
  10. [«] Can. Interfectores i can. Admonere, quest. 2.
  11. [«] Cap. 30, quest. 3, cap. 3 de cogn. Spirit.
  12. [«] Cap. 8 de Consang. et affin: cap. 1 de cong. leg.
  13. [«] Cap. 26 de sponsal.; cap. 13. 15. 29 de sponsal. et matrim. i w in. miejsc.
  14. [«] Cap 1 de convers. infid.; cap 5 i 6 de eo qui duxit in matrim.
  15. [«] Cap. 3, 5 i 8 de spons. et matrim. Trid. SS. XXIV. c. de ref. matr.
  16. [«] c. 7 de divortio.
  17. [«] Cap. 8 de div.
  18. [«] Cap. II de tran.
  19. [«] List do Polikarpa c. 5.
  20. [«] Apol. większa; n. 15.
  21. [«] Legatio pro Christian. nn. 32. 33.
  22. [«] De coron. milit. c. 13.
  23. [«] De Aquiire; Conc. Hispan. t. I, can. 13. 15. 16. 17.
  24. [«] Harduin; Acta Conc. t.1. can. II.
  25. [«] Tamże c. 16.
  26. [«] Harduin, Acta Conc. t.1. can. II.
  27. [«] Novell. 137.
  28. [«] Feier. Matrimon. ex inst. Christ. Pesl. 1835.
  29. [«] Cap. 3 de ordin. cognit.
  30. [«] C. 3, de divort.
  31. [«] Cap. 13 qui filii sint legitimi.
  32. [«] Trid. sess. XXIV can. 4.
  33. [«] Tamże can. 12.
  34. [«] Pius VI epist. ad episc. Lucion, 28 Maii. 1793, Pius VII, litt. encycl. die 17 Februarii, 1809 i Const. dat. die 19 Iul. 1817, Pius VIII. litt. encycl. die 29 Maii 1829, Gregorius XVI, Const. dat. d. 15 Augusti, 1832, Pius IX alloc. hab. die 22 Sept. 1852.
  35. [«] Trid. Sess. XXIV can. 5 i 7
  36. [«] Conc., Flor. i Instr. Eug. IV ad Armen. Bened. XVI; Const. „Etsi pastoralis” 6 Mai, 1742.
  37. [«] Cap. 7. de cond. Appos.
  38. [«] Hieron. epist. 79 ad Ocean. Ambros.; lib. VIII in cap. 16. Lucae, n. 5. August, de nuptiis cap. 10.

Pius XII Przemówienie do uczestniczek Kongresu Włoskiej Katolickiej Unii Położnych – 29 X 1951

Taki oto jest przedmiot waszego zawodu; taka tajemnica jego wielkości: czuwać troskliwie nad ową przedziwną i milczącą kołyską, w której zarodkom złożonym przez rodziców Bóg daje duszę nieśmiertelną, udzielać waszej opieki matce i przygotowywać szczęśliwe urodzenie się dziecka, które matka w sobie nosi. Skoro się rozważy tę przedziwną współpracę rodziców, Boga i przyrody, dzięki której na świat przychodzi nowa istota ludzika, stworzona na obraz i podobieństwo Boże (Gen. 1, 26 – 27), jakże można by nie doceniać tej wielkiej współpracy, jaką wy, położne, dodajecie do tego dzieła? Heroiczna matka Machabeuszów mówiła do swoich dzieci: „Nie wiem, jak się ukazaliście w żywocie moim, bo nie ja ducha i duszę wam darowałam i życie i każdego członki nie ja spoiłam; ale Stworzyciel świata, który sprawił człowiecze narodzenie i który wynalazł poczęcie wszystkich rzeczy”. (2 Mach. 7, 22). Dlatego każdy, kto się zbliża do kołyski rodzącego się życia i przy niej w ten, czy inny sposób pracuje, powinien poznać ten porządek, który z woli Bożej ma tam być zachowany; powinien poznać prawa, które rządzą tym porządkiem. Nie myślimy tu o prawach wyłącznie fizycznych, biologicznych, którym z konieczności podlegają czynniki bezrozumne i ślepe siły, ale mówimy o prawach, których wykonanie i skutki powierzone są wolnej i dobrowolnej współpracy człowieka. Ten porządek sprawny, ustanowiony przez najwyższy Rozum, prowadzi do celów zamierzonych przez Stwórcę. Obejmuje on pewne zewnętrzne czynności człowieka oraz wewnętrzną decyzję wolnej woli; obejmuje wykonanie i zaniedbanie tych praw. Przyroda oddaje na usługi człowieka cały łańcuch związanych ze sobą przyczyn, z których łącznego działania ma powstać nowe życie ludzkie. Jest obowiązkiem człowieka uruchomić działanie tych sił i przyczyn, a do przyrody należy całe dalsze działanie i doprowadzenie do zamierzonego celu. Skoro człowiek spełnił swoje zadania i wprawił w ruch cały cudowny rozwój życia, jest jego obowiązkiem uszanować bieg tego rozwoju. Nie wolno mu więc wstrzymywać tego biegu przyrody i przeszkadzać naturalnemu rozwojowi życia.

Udział natury i udział człowieka są więc wyraźnie określone. Wasze wykształcenie zawodowe i doświadczenie umożliwiają wam rozpoznanie tego co działa przyroda, oraz tego co działa człowiek. Wy znacie prawa i normy, które rządzą przyrodą i człowiekiem. Sumienie wasze, oświetlone światłem rozumu i światłem wiary, pod kierunkiem władzy, ustanowionej przez Boga, uczy was, jak daleko sięga działanie dozwolone a gdzie zaczyna się ścisły obowiązek niedopełnienia czynów zakazanych.

W świetle tych właśnie zasad – zamierzamy teraz podać wam niektóre uwagi o apostolstwie, do którego zobowiązuje was zawód. Każdy zawód, z woli Bożej spełniany, zawiera jakąś misję, ma w sobie jakieś posłannictwo, które trzeba spełniać w wykonaniu praw zawodowych wedle myśli i zamierzeń samego Stwórcy. Czasem trzeba ludziom pomóc, by zrozumieli swój zawód, to jest zawarte w nim sprawiedliwe i święte plany Boga i dobro, jakie dla nich samych wyniknie z wykonania woli Stwórcy.

I. Apostolstwo zawodowe położnych to najpierw działanie ich osobowości

Dlaczego ludzie używają waszej pomocy? Dlatego, bo są przekonani, że znacie swoją sztukę, wiecie, czego potrzebują matki i dziecko, na jakie oboje są narażeni niebezpieczeństwa, jak te niebezpieczeństwa usunąć lub przezwyciężyć. Oczekuje się od was rady i pomocy, naturalnie nie absolutnej, ale w granicach ludzkiego rozumu i ludzkiej możliwości, odpowiednio do postępu i stanu obecnej nauki i praktyki położniczej.

To wszystko, czego ludzie spodziewają się po was. Ponieważ ludzie mają do was zaufanie, więc wszystko, co możecie dać ze siebie, to sprawa zaufania do waszej osoby. Wasza osoba zresztą musi budzić zaufanie i to, żeby pokładane w was zaufanie nie było zawiedzione, jest nie tylko waszym żywym pragnieniem, ale także postulatem waszego urzędu, a stąd obowiązkiem sumienia. Dlatego to macie obowiązek uczyć się jak najwięcej i wejść aż na szczyt specjalnej nauki położniczej.

Wysoka wiedza zawodowa jest postulatem i formą waszego apostolstwa. Jeśli w waszym wykształceniu zawodowym okażą się braki, to jakże wasze wypowiedzi w sprawach moralnych i religijnych, związanych z pracą zawodową, będą mogły budzić zaufanie u ludzi? Wasze wystąpienia w dziedzinie moralnej i religijnej będą miały większą wagę, jeśli wy będziecie umiały dla nich nakazać szacunek przez swoją wyższość w pracy zawodowej. Do przychylnej opinii, którą zdobędziecie swoimi zasługami, dołączy się przekonanie, że chrześcijaństwo nie jest wcale przeszkodą w wartościowym wykonaniu zawodu, ale owszem, jest podnietą do pracy i gwarancją jej doskonałości. Ludzie zobaczą wyraźnie, że w wykonywaniu zawodu macie świadomość odpowiedzialności wobec Boga, że w waszej wierze w Boga znajdujecie najsilniejszą pobudkę do pracy z tym większym poświęceniem, im większe są potrzeby – że wasz stanowczy opór przeciw nierozumnym i niemoralnym żądaniom (skądkolwiekby one pochodziły), opiera się na solidnym fundamencie religijnym. Waszą odpowiedzią w tych wypadkach będzie spokojne, niezachwiane „n i e”.

Starajcie się poznać siebie, jakimi jesteście co do waszego osobistego życia, czym jesteście w dziedzinie nauki i doświadczenia. Zobaczycie jak ludzie, ot tak z dobrego serca, będą wam powierzać opiekę nad matką i dzieckiem, jak następnie spełniać będziecie głębokie, milczące apostolstwo, niezwykle skuteczne apostolstwo chrześcijaństwa przeżywanego w pracy i w życiu. Jakże wielki, zaiste, może być wpływ moralny czynności zawodowych, wpływ przy tym człowieka na człowieka, jeśli praca zawodowa opiera się przede wszystkim na dwóch podstawach, którymi są: prawdziwy humanizm i prawdziwe chrześcijaństwo!

II. Drugą cechą waszego apostolstwa będzie: gorliwość w zachowaniu wartości ludzkiego życia i jego obrona.

Trzeba koniecznie świat współczesny pozyskać dla naszej sprawy potrójnym świadectwem: rozumu, faktów, serca. Wasz właśnie zawód stwarza możliwości dania światu tego potrójnego świadectwa. Jest to nawet obowiązkiem waszego zawodu. Czasem jedno wprost słowo, powiedziane w odpowiedniej chwili, z taktem do ojca lub matki, osiągnie już ten cel. Lepiej i jeszcze skuteczniej będzie wpływać na drugich całe wasze zachowanie się i postępowanie, ciche, dyskretne, nacechowane poczuciem odpowiedzialności. Wy, lepiej, niż inni, poznacie i ocenicie, czym jest samo w sobie życie ludzkie, co jest warte w świetle zdrowego rozumu, wobec sumienia, wobec społeczeństwa, Kościoła a zwłaszcza wobec Boga! Wszystkie rzeczy na ziemi Bóg stworzył dla człowieka. Człowiek zaś, w tym, co się tyczy jego istoty i istnienia, stworzony jest dla Boga, a nie dla jakiegoś stworzenia, chociaż jeśli chodzi o jego działania, ma obowiązki wobec społeczności. Otóż „człowiekiem” jest także dziecko, nawet nienarodzone! Jest człowiekiem w tym samym stopniu, z tego samego tytułu, co matka!

Dalej, każda istota ludzka, także dziecko w łonie matki, ma do życia prawo bezpośrednie od Boga, nie od rodziców, ani nie od jakiejś społeczności ludzkiej czy ludzkiego autorytetu. Wobec tego żaden człowiek, żadna ludzka władza, żadna nauka, żadne względy lekarskie, eugeniczne, socjalne, moralne, ekonomiczne nie mogą stanowić jakiegoś ważnego tytułu prawnego do bezpośredniej ingerencji w sprawie innego życia ludzkiego, czyli nikt i nic nie może uprawnić decyzji zmierzającej do zniszczenia życia wprost jako celu, albo jako środka do innego celu, który sam przez się byłby może nawet niezakazany.

Na przykład, ratować i zachować życie matki to cel bardzo szlachetny. Ale zabicie wprost dziecka jako środek do tego celu nie jest dozwolone. Bezpośrednie zniszczenie życia, tzw. życia „bez wartości”, narodzonego lub nienarodzonego, od niedawna masowo praktykowane, nie może być w żaden sposób usprawiedliwione. Dlatego też Kościół zaraz oświadczył zupełnie formalnie, że zabijanie niewinnych ludzkich istot, chocieżby obciążonych jakimiś brakami fizycznymi czy psychicznymi i z tego względu „nieużytecznymi” dla społeczeństwa, a nawet stanowiącymi dlań ciężar, jest przeciwne prawu naturalnemu i pozytywnemu prawu Bożemu i jako takie niedozwolone, chociażby było polecone przez jakiś publiczny autorytet. (Św. Officium, 2 XII 1940 : AAS 32 (1940) 553 – 554). Życie niewinnego dziecięcia jest nietykalne!

Jakikolwiek nań bezpośredni atak, każda usiłowana agresja przeciw życiu dziecka jest pogwałceniem jednego z praw fundamentalnych, bez których niemożliwe jest bezpieczne współżycie pomiędzy ludźmi. Nie potrzebujemy chyba uczyć was szczegółowo o wielkim znaczeniu i doniosłości tego prawa w waszym zawodzie. Zapamiętajcie to dobrze: ponad wszelkimi „prawami” ludzkimi, ponad wszelkimi „wskazaniami” wznosi się nienaruszalne prawo Boże!

Apostolstwo waszego zawodu nakłada na was obowiązek uczenia innych o wartości życia ludzkiego, szacunku dla tego życia, takiego szacunku, jak wy same macie na podstawie waszych zasad chrześcijańskich. Do obowiązków waszego apostolstwa należy brać to życie w razie potrzeby w obronę, chronić bezbronne, jeszcze nienarodzone niemowlę, gdy to okaże się konieczne i będzie w waszej mocy, a tę obronę prowadzić będziecie w oparciu o silę i moc Bożego prawa: „Nie zabijaj!” (Ex. 20, 13). To zadanie obrony stanie nieraz przed wami jako sprawa pilna i najkonieczniejsza. Nie będzie to część najszlachetniejsza i najważniejsza waszego posłannictwa. Bo wasza misja nie jest tylko negatywna, bierna! To praca przede wszystkim konstruktywna, to dążenie do rozwoju życia, budowanie życia i wzmacnianie życia! Dla życia jesteście!

Wlewajcie więc do dusz i serc matki i ojca cześć i szacunek dla niemowlęcia od jego pierwszego kwilenia. Uczcie ich pragnienia posiadania dzieci, uczcie radości, jaką daje dziecko, uczcie przyjmowania dzieci z radością i miłością! Dziecię powstałe w łonie matczynym, to dar Boga! (Ps. 126, 3). To Bóg powierza je opiece rodziców. Z jaką subtelnością, w jaki czarujący sposób opisuje Pismo św. uroczy wieniec dzieci zebranych przy stole u boku ojca. Dzieci to nagroda dla sprawiedliwych. Niepłodność to często kara za grzechy. Słuchajmy, jak poetycznie mówi o tych sprawach natchnione słowo Psalmu (127, 3 – 4): „Żona twoja będzie jako płodny krzew winny – we wnętrzu domu twego. Synowie twoi jako latorośle oliwne wokoło stołu twego”. O złych zaś napisano: „Dzieci jego niech poginą, w jednym pokoleniu niech wygaśnie imię jego”. (Ps. 108, 13).

Skoro tylko dziecię urodzi się, zaraz, jak to czynili dawni Rzymianie, złóżcie je w ręce matki i w ramiona ojca, uczyńcie to z jeszcze większą niż tamci, wzniosłością ducha! Niechże rodzice uświadomią sobie godność i wielkość swego rodzicielstwa, dostojność i powagę władzy, jaka stąd wynika. Niech ten akt będzie aktem wdzięczności dla Stwórcy, wezwaniem błogosławieństwa Bożego, zobowiązaniem do godnego spełnienia zadań, które im Bóg zwierzył. Jeśli Chrystus chwali i nagradza wiernego sługę za to, że powierzone mu talenty przyniosły owoc (Mt. 25, 21), to jakie pochwały, jakie nagrody przeznaczył dla ojca, który zachował i wychował powierzone mu życie ludzkie, a więc wartość wyższą ponad wszelkie złoto całego świata?

Apostolstwo wasze kieruje się głównie ku matce. W matce przemawia silnie głos przyrody, budzi w jej sercu pragnienie dziecka, radość i miłość ku dziecku, wolę i odwagę do rodzenia dziecka i zajęcie się nim później. Matkę atakują jednak z różnych stron sugestie małoduszności i dlatego trzeba wzmocnić głos przyrody i dodać mu akcentu nadprzyrodzonego. I to właśnie wy macie sprawić mniej słowami, ale więcej całym waszym zachowaniem, tak, by młoda matka zasmakowała w pełnieniu swego wielkiego zadania, w wielkości, piękności, wzniosłości dawania życia, które się w niej poczęło, które nosi w swym łonie, piastuje w swoich ramionach. To wy macie sprawić, żeby w jej oczach i w jej sercu pięknością i wzniosłością zajaśniał dar Boga dla niej i jej dziecięcia. Pismo św. podaje rozliczne przykłady błagalnych próśb matek o potomstwo i radosne śpiewy matek wysłuchanych po długim okresie błagania wśród łez o dar macierzyństwa. Boleści, które jako następstwo grzechu pierworodnego wycierpieć musi matka przy wydawaniu dziecka na świat, nawiązują jeszcze silniejsze węzły jedności pomiędzy nią a dzieckiem. Matka miłuje dziecko tym więcej, im więcej kosztowało ją boleści. Z głęboką prostotą i w sposób wzruszający mówi o tym Ten, który stworzył serce matki, Jezus: „Niewiasta, gdy rodzi, boleje, bo nadeszła jej godzina, ale, gdy porodzi dziecię, już nie pamięta swego ucisku z radości, że się człowiek na świat narodził”. (Jan 16, 21). Duch Święty słowami Pawła Apostoła wykazuje wielkość matki i radości macierzyństwa. Bóg obdarza matkę dziecięciem, ale już w tym obdarzeniu powołuje ją do współpracy w rozwinięciu tego kwiatu, którego zarodek złożył w jej łonie. To współdziałanie matki stanie się dla nie drogą do wiecznej szczęśliwości: „zbawiona będzie przez rodzenie dzieci”, (l Tym. 2, 15). Doskonała zgodność rozumu i wiary w tych sprawach daje wam gwarancję, że posiadacie pełną prawdę, że możecie dalej pełnić wasze apostolstwo i zabezpieczać rodzące się życie. Jeśli uda się wam pomyślnie spełnić to wasze apostolstwo przy kołysce noworodka, to nie będzie zbyt trudno w innych sprawach osiągnąć to, co w nich zaleca wasze sumienie, zgodne z prawami Boga i prawami natury, dla dobra matki i dziecka.

Sądzimy, że wam, doświadczonym w tych sprawach nie trzeba już wykazywać, jak konieczne jest to apostolstwo szacunku i miłości dla nowego życia. Dzisiaj bardzo brak właśnie szacunku i miłości dla dziecka. Dzisiaj nierzadkie są, niestety, wypadki, w których nawet ostrożne powiedzenie o tym, że „dzieci są błogosławieństwem”, wywołuje u ludzi sprzeciwy, a nawet kpiny. Więcej mówi się o tym, że „dzieci to ciężar, kłopot wielki”. Jakże bardzo taka mentalność, takie wypowiedzi sprzeciwiają się myśli Bożej, Pisma św., zdrowemu rozsądkowi i przyrodzonym uczuciom?! Jeśli czasem zdarzą się takie okoliczności, w których rodzice, bez naruszenia prawa Bożego, mogą uniknąć tego „błogosławieństwa”, jakim są dzieci, to te rzadkie wypadki siły wyższej nie upoważniają nikogo do wypaczania zasad, do pogardzania matką, która miała odwagę i ambicję dać życie dziecku! Jeśli to, cośmy dotąd mówili, odnosi się do zachowania życia przyrodzonego dziecięcia, to tym bardziej to wszystko domaga się zachowania życia nadprzyrodzonego, które noworodek otrzymuje podczas Chrztu św. Nie mamy bowiem teraz innego sposobu udzielaniu tego życia dziecku, które jeszcze nie doszło do używania rozumu. Posiadanie przez człowieka stanu łaski w chwili śmierci jest bezwzględnie konieczne do zbawienia. Bez łaski nie można osiągnąć szczęśliwości wiecznej, nadprzyrodzonej, dojść do błogosławionego widzenia Boga. Dorosłemu wystarcza w chwili śmierci (gdy nie ma możności otrzymania sakramentów świętych) jeden akt miłości dla zdobycia łaski uświęcającej i uzupełnienia braku Chrztu świętego. Dla dziecka nienarodzonego lub dla noworodka ta droga nie jest możliwa. Jeśli się zważy, że miłość bliźniego nakazuje udzielić pomocy bliźniemu w razie koniecznej potrzeby, i że ten obowiązek jest tym większy i pilniejszy, im większe jest dobro do zdobycia lub zło do uniknięcia, oraz im mniej potrzebujący sam jest zdolny do pomagania sobie lub do ratowania siebie to łatwo zrozumieć wielkie znaczenie Chrztu świętego dla dziecka znajdującego się w obliczu śmierci. Obowiązek zajęcia się tą sprawą spoczywa najpierw na rodzicach dziecka. Będą jednak wypadki nagłe, gdzie nie można ani chwili zwlekać, gdy nie można natychmiast sprowadzić kapłana. Wtedy i do was należy wzniosły obowiązek udzielania Chrztu świętego. Nie zaniechajcie więc tej sprawy i z wielką ochotą i miłością udzielajcie Chrztu świętego i w ten sposób czynnie wykonujcie wasze apostolstwo zawodu. Pociechą i zachętą niech będą słowa Pana Jezusa: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. (Mat. 5, 7). Czyż może być miłosierdzie większe i piękniejsze nad zabezpieczenie dziecku możliwości wejścia do wiecznej szczęśliwości w chwili przekroczenia progu śmierci?!

III. Trzecie oblicze waszego apostolstwa to opieka nad matką przez ochotną i wielkoduszną pomoc w pełnieniu jej funkcji macierzyńskich.

Gdy tylko przebrzmiały słowa Archanioła Gabriela, Najświętsza Maryja Panna, odpowiedziała: „Otom ja służebnica Pańska, niechaj mi się stanie według słowa twego”. (Łk. 1, 38). Oto wspaniałe słowo „Fiat”, jedno „tak” w odpowiedzi na powołanie do macierzyństwa! A było to macierzyństwo dziewicze, wyższe niż wszelkie inne, jednak macierzyństwo rzeczywiste, w pełnym i właściwym tego słowa znaczeniu, (cfr. Gal. 4, 4). Dlatego przy odmawianiu modlitwy „Anioł Pański” po wspomnieniu zgody Maryi, wierni zaraz głoszą: „A Słowo stało się ciałem!” (Jan 1, 14).

Jedną z podstawowych zasad porządku moralnego jest ta, że używaniu praw małżeńskich odpowiada szczere, wewnętrzne przyjęcie czynności i obowiązków macierzyństwa. Kobieta idzie drogą wyznaczoną jej przez Stwórcę, do celu, który sam Stwórca wyznaczył stworzeniu. Do wykonania tych czynności Bóg udziela kobiecie uczestnictwa w swojej dobroci, mądrości i wszechpotędze, wedle zapowiedzi Archanioła: „Poczniesz w łonie i porodzisz”. (Łk. 1, 31).

Jeśli więc taki jest fundament biologiczny waszej działalności, to przedmiotem najważniejszym waszego apostolstwa będzie tak działać, żeby utrzymać, rozwinąć, pobudzić u kobiet zmysł macierzyństwa i umiłowania do spełnienia macierzyństwa.

Gdy małżonkowie wysoko sobie cenią zaszczyt budzenia nowego życia i rozwoju jego troskliwie oczekują, wtedy praca wasza będzie łatwa. Wystarczy pielęgnować w nich te uczucia, a skłonności do przyjęcia i opiekowania się noworodkiem wynikną już same przez się. Niestety, często bywa całkiem inaczej. Dziecko nie jest pożądane. Co gorzej, ludzie boją się dziecka; Jakże w takich warunkach może zaistnieć gotowość przyjęcia macierzyństwa? Tu właśnie wasze apostolstwo ma rozwinąć skuteczną akcję. Zacznie się ona od tego, że nie udzielicie współpracy do żadnego czynu niemoralnego. Następnie, działać będziecie pozytywnie, a więc postaracie się, żeby w sposób umiejętny, delikatny, wytrwały usunąć uprzedzenia, mylne pojęcia, małoduszne, pozorne względy. O ile to będzie w waszej możliwości, pomóżcie do usunięcia przeszkód zewnętrznych, jakimi mogą być różne kłopoty, ciężary materialne związane z macierzyństwem. Jeśli więc będzie ktoś u was szukał rady i pomocy, by doprowadzić do urodzenia dziecka i by jego życie bronić, to bez zastrzeżeń będziecie współdziałać! Ale jakże w wielu wypadkach udadzą się do was ludzie, byście im pomogły w przeszkodzeniu urodzenia się dziecka, byście zahamowały rozwój płodu, nie zważając wcale na prawa wynikające z porządku moralnego? Spełnienie tych żądań byłoby poniżeniem waszej nauki i umiejętności zawodowej, stałybyście się współwinnymi czynów niemoralnych! Byłoby to przekreślenie całkowite waszego apostolstwa! W takich wypadkach wymaga się od was, byście się zdobyły na spokojne, ale kategoryczne „N i e”, które nie pozwala na przekraczanie praw Bożych i nakazów sumienia. Wasz zawód zobowiązuje was do jasnego poznania tych praw Bożych, byście innych uczyły poszanowania praw i przykazań Bożych.

Nasz wielkiej pamięci Poprzednik, Pius XI, w swej encyklice Casti Connubii (O Małżeństwie), wydanej 31. XII. 1930 r., ogłosił na nowo uroczyste fundamentalne prawa współżycia małżeńskiego. Wszelki zamach małżonków na sam akt małżeński, na konsekwencje naturalne tegoż aktu, wszelki zamach w kierunku pozbawienia aktu współżycia jego naturalnej mocy przyrodzonej, przeszkodzenie w powstawaniu życia, jest niemoralny! Żadne zalecenia, żadna konieczność nie może zmienić czynności wewnętrznie niemoralnej w czynność moralna dozwolona. (AAS 22 (1930) 259n.).

Zasady te zachowują swoją pełną wartość tak samo dzisiaj, jak ją miały wczoraj i jak ją będą miały jutro i na zawsze, bo to nie jest jakiś nakaz ludzki, ale to jest wyrażenie prawa natury, prawa Bożego!

Te nasze słowa niechże więc będą zupełnie pewną normą w tych wszystkich wypadkach, w których wasz zawód i wasze apostolstwo wymagać będą od was postanowień jasnych i pewnych.

Czymś o wiele gorszym, niż zaniedbanie gotowości w służbie życia, byłby zamach człowieka nie na jeden tylko akt współżycia małżeńskiego, ale na sam organizm ludzki, by przez sterylizację pozbawić go zdolności płodzenia nowego życia. Nauka Kościoła i w tej sprawie podaje jasne i wyraźne normy postępowania. Sterylizacja umyślna, bezpośrednia, zmierzająca do uniemożliwienia płodzenia, jako do środka, albo do celu, jest ciężkim naruszeniem praw moralnych i dlatego jest niedozwolona. Żaden autorytet publiczny nie ma prawa, nawet pod pozorem jakichkolwiek zaleceń pozwalać na ten zamach na organizm ludzki, a tym mniej ma prawo nakazywać sterylizację lub wykonywać ją ze szkodą dla niewinnych. Zasadę tę ogłasza już encyklika Piusa XI o „Małżeństwie” (str. 564 – 565 tamże). Gdy w ostatnich latach coraz częściej stosowano sterylizację, Stolica Apostolska była zmuszoną do ogłoszenia ponownie, wyraźnie, publicznie zasady, że sterylizacja bezpośrednia, czy to na zawsze, czy okresowo, mężczyzny, czy kobiety, jest niedozwolona na mocy praw naturalnych, od których jak wiadomo, Kościół nie ma władzy dyspensowania (Dekret Św. Officium 22 luty 1940 – AAS 32 (1940) 73).

Przez wasze apostolstwo sprzeciwiajcie się, w granicach waszych możliwości tym zgubnym i przewrotnym dążnościom i odmawiajcie w nich waszego udziału!

Staje przed nami inny znowu problem, bardzo poważny: czy i o ile obowiązek gotowości do macierzyństwa da się pogodzić z coraz częstszym w naszych czasach uciekaniem się do okresów naturalnej niepłodności u kobiety, co byłoby niedwuznacznym wyrażeniem woli przeciwnej tej dyspozycji natury.

Słusznie oczekuje się od was, że jesteście dobrze uświadomione co do strony medycznej tej nowej teorii i co do postępów, jakich w tej dziedzinie może jeszcze poczynić nauka. Oczekuje się także od was, że wasze w tej sprawie porady i czynności nie będą opierać się na jakichś popularnych broszurach, ale na obiektywnym naukowym sądzie poważnych i sumiennych specjalistów w dziedzinie medycyny i biologii. Jest obowiązkiem waszym, nie kapłana, pouczać o tych sprawach małżonków, albo prywatnie, albo przez publikacje, mówić im o stronie biologicznej i technicznej tej teorii. Nie dajcie się jednak wciągnąć w propagandę, która nie będzie and sprawiedliwa, ani godziwa. Ale także w tej sprawie wasze apostolstwo domaga się od was, jako kobiet i chrześcijanek, byście poznały zasady moralne, odnoszące się do stosowania tej teorii i byście umiały tych zasad bronić. A tu kompetentny jest jedynie Kościół.

Należy rozważyć dwie możliwości. Jeżeli stosowanie tej teorii oznacza tylko tyle, że małżonkowie mogą używać praw swoich w dniach niepłodności naturalnej, to nie zgłaszamy żadnego sprzeciwu. Bo wtedy małżonkowie ani nie przeszkadzają, ani nie przesądzają wypełnienia aktu naturalnego i jego dalszych, naturalnych konsekwencji. Stosowanie teorii różni się istotnie od wyżej omówionego nadużycia samego aktu. Jeżeli jednak ktoś idzie dalej, tj. dozwala na akt tylko wyłącznie w dniach niepłodności, wtedy takie zachowanie się małżonków musi być dokładniej zbadane.

Tu znowu mamy dwie możliwości. Jeśliby już przy zawieraniu małżeństwa jedno przynajmniej z małżonków miało intencję ograniczyć prawo małżeńskie do samych tylko dni bezpłodnych, tak, że w innych dniach druga strona nie miałaby nawet prawa domagać się tego aktu, to stanowiłoby to brak istotny w konsensie małżeńskim. Pociągałaby to nieważność samego małżeństwa, ponieważ prawo, wynikające z kontraktu małżeńskiego jest prawem stałym, nieprzerwanym, nie mogącym być udaremnionym przez żadną ze stron małżeństwa.

Jeśli zaś to ograniczenie aktu małżeńskiego tylko do dni naturalnej bezpłodności nie odnosi się do samego prawa, ale tylko do używania tego prawa, to ważność małżeństwa nie ulega wątpliwości. Moralna dozwoloność takiego postępowania może być potwierdzona, lub zaprzeczona, zależnie od tego, czy zachowanie trwałe okresów niepłodności opiera się lub nie opiera na motywach moralnych wystarczających i pewnych. Sam fakt, że małżonkowie nie naruszają natury samego aktu i gotowi są przyjąć i wychować dziecko, które mimo ich „ostrożności” przyszłoby na świat, sam przez się nie wystarcza, by zagwarantować uczciwość ich intencji i moralność motywów.

Dlatego tak sądzimy, bo małżeństwo zobowiązuje się do takiego stanu życia, które nadaje pewne prawa, ale każe także wykonywać zadania pozytywne, odnoszące się do samego stanu małżeńskiego. Możemy tu zastosować taką ogólną zasadę: jakiś czyn pozytywny może być opuszczony jeśli poważne motywy, niezależne od dobrej woli tych, którzy są do tego czynu obowiązani, okazują, że ten czyn nie jest na czasie, że nie jest pożądany teraz, – albo motywy te dowodzą, że domagający się czynu pozytywnego (w tym wypadku: rodzaj ludzki, nie może ich słusznie się domagać).

Kontrakt małżeński daje małżonkom prawo do zaspokajania ich naturalnych skłonności, ale również stawia ich w nowym stanie życia, w stanie małżeńskim. Natura sama i jej Stwórca, nakładają na małżonków, czyniących użytek z aktu specyficznego tego stanu, obowiązkowe czynności dbania o zachowanie rodzaju ludzkiego. Jest to czynność charakterystyczna dla stanu małżeńskiego, jego specjalny wkład dla ludzkości, stanowi to wartość właściwą tylko temu stanowi, określa się to słowami: bonum prolis – potomstwo – życie potomstwa. Jednostka i społeczeństwo, naród i państwo, wreszcie sam Kościół, wszyscy w swoim istnieniu zależą od porządku ustanowionego przez Boga, od płodności małżeństwa. Dlatego wejście w stan małżeński, używanie małżeństwa w sposób jemu właściwy i w małżeństwie tylko dozwolony to spełnienie idei małżeństwa, danie potomstwa. Stałe i rozmyślne unikanie spełnienia aktu małżeństwa bez pełnienia jego celu właściwego, wykonywane bez poważnych motywów, byłoby grzechem przeciw samej idei małżeństwa, przeciw samemu celowi małżeństwa.

Od czynu pozytywnego, obowiązującego w małżeństwie, mogą kogoś zwolnić na dłuższy czas a nawet, na cały czas trwania małżeństwa tylko motywy bardzo poważne, ale nie te, które podają tzw. zalecenia, racje medyczne, eugeniczne, ekonomiczne, socjalne. Z tego cośmy wyżej powiedzieli, wynika, że zachowanie okresów bezpłodnych moralnie może być dozwolone w warunkach wyżej wspomnianych i rzeczywiście zachodzących u danych osób. Jeśli zaś wedle rozumnego i słusznego sądu, tych warunków nie ma, albo brak podobnych poważnych warunków osobistych lub wynikających z okoliczności zewnętrznych, wola unikania stale dni płodnych, by nasycić tylko zmysłowość, może pochodzić jedynie z fałszywego poglądu na świat, i życie, z motywów dalekich od prawowitych norm etycznych.

Może ktoś z was zauważy, że w waszej pracy zawodowej spotykacie jednak tak delikatne wypadki, „w których nie można wymagać narażania się na ryzyko macierzyństwa, że raczej należałoby go w ogóle unikać”. „Zachowanie dni bezpłodnych nie daje zresztą dostatecznej gwarancji, albo też z innych względów nie można go zastosować”. W takim wypadku powstaje pytanie: czy w ogóle można wtedy mówić o apostolstwie w służbie macierzyństwa?

Jeżeli zaś, wedle waszego pewnego sądu opartego na doświadczeniu, dane warunki wymagają absolutnie powiedzenia „nie”, czyli wykluczenia macierzyństwa, to wtedy byłoby błędem przymuszać kogoś lub doradzać „tak”. Będzie wtedy chodzić o wypadki pojedyncze, konkretne, nie o kwestię teologiczną, lecz o kwestię medyczną, a ta sprawa należy do waszej kompetencji. W takich wypadkach małżonkowie pytają was nie o stanowisko medycyny z konieczności negatywne, ale szukają u was uznania dla pewnej „techniki” współżycia małżeńskiego, zabezpieczającej przeciw ryzyku macierzyństwa. I tak znowu jesteście wezwane do pełnienia apostolstwa. Nie zostawiajcie więc pytającym nawet cienia wątpliwości co do tego, że nawet w tych ostatecznościach wszelkie sposoby zapobiegające poczęciu, wszelki zamach na życie i rozwój płodu są zakazane i wykluczone przez samo sumienie. Zostaje tylko jedna możliwa droga, to jest zupełna wstrzemięźliwość od pełnienia aktu małżeńskiego. Wasze apostolstwo obowiązuje was, żebyście w tych sprawach miały sądy zupełnie jasne a w ich wypowiedzeniu zachowały spokój i stanowczość.

Zarzuci ktoś może, że taka wstrzemięźliwość jest niewykonalna, że to heroizm niemożliwy do praktykowania. Usłyszycie tego rodzaju zarzuty, będziecie je wszędzie czytać, może nawet będą one głoszone przez takich, którzy z obowiązku i kompetencji, inaczej powinni by mówić.

Podaje się często na to taki dowód: „Nikt nie jest obowiązany do rzeczy niemożliwych. Nie można przypuścić, żeby jakiś rozumny prawodawca chciał swoimi prawami zobowiązywać do rzeczy niemożliwych. Dla małżonków abstynencja na dłuższą metę jest niemożliwa. A więc nie są do niej obowiązani. Prawo Boże nie może nakładać takich zobowiązań”.

Otóż z przesłanek częściowo prawdziwych wyprowadza się tu wniosek całkowicie fałszywy. Wystarczy przestawić człony argumentacji, by się o tym przekonać. „Bóg nie nakazuje rzeczy niemożliwych. Ale Bóg zobowiązuje małżonków do wstrzemięźliwości, jeśli ich współżycie nie może być spełnione wedle praw natury. A więc w tych wypadkach wstrzemięźliwość jest możliwa. Na poparcie tego dowodu mamy naukę Soboru Trydenckiego. Powołując się na św. Augustyna uczy nas Sobór w rozdziale o koniecznym i możliwym zachowaniu praw Bożych: „Bóg nie nakazuje rzeczy niemożliwych, ale gdy nakazuje, poleca uczynić to, co możliwe, i Bóg pomaga, ażeby mógł to spełnić”. (Conc. Trid. Ses. 6, c. 11 – Denz. 804; – Św. Aug. De natura et gratia, c. 43, n. 50 – Migne P. L. v. 44. col. 271). W praktykowaniu waszego zawodu i apostolstwa nie dajcie się więc nigdy sprowadzić na błędne drogi, ani jeśli chodzi o wasze zewnętrzne zachowanie się w tych sprawach, ani jeśli chodzi o wasze wewnętrzne przekonanie. Nie pozwólcie użyć się do jakiejś sprawy przeciwnej prawu Bożemu i waszemu chrześcijańskiemu sumieniu. Byłoby to wielką krzywdą dla współczesnych mężczyzn i kobiet, gdybyśmy ich uważali za niezdolnych do dłuższego trwania w heroizmie. W naszych czasach ludzie dla innych motywów, pod naciskiem twardej konieczności, może w służbie niesprawiedliwości – spełniają heroizmy w stopniu i w zakresie, o których dawniej mówiono by, że są niemożliwe. Dlaczegóż by heroizm w małżeństwie, jeśli naprawdę warunki go wymagają, miałby zatrzymać się u granic namiętności? Przecież to jest jasne, jeśli ktoś nie chce się opanować, że on mógłby się opanować! Kto zaś sądzi, że opanuje się tylko dzięki własnym siłom, bez szukania wytrwale i szczerze pomocy Bożej, ten będzie srodze zawiedziony.

Oto sprawy waszego apostolstwa, mającego prowadzić małżonków w służbie macierzyństwa, nie w sensie ślepej niewoli pod wpływem popędów natury, ale w wykonywaniu praw i obowiązków małżeńskich wedle zasad rozumu i wiary.

IV. Ostatnie wreszcie zadanie waszego apostolstwa to obrona słusznego porządku wartości jak i obrona osoby ludzkiej.

Tak zwane „wartości ludzkiej osoby”, konieczność ich poszanowania, to sprawa, którą od kilkunastu lat coraz więcej zajmują się różni autorzy. W pismach swoich wyznaczają oni nawet samemu aktowi płciowemu osobne miejsce, tak by mógł służyć osobom małżonków. Ich zdaniem, sens właściwy, najgłębszy wykonywania prawa małżeńskiego miałby polegać na tym, że zjednoczenie dwóch ciał jest wyrazem i wypełnieniem duchowego, uczuciowego zjednoczenia dwóch osób.

Rozszerzaniu tych idei zwłaszcza t. zw. „techniki miłości”, służą artykuły, broszury, całe dzieła, konferencje. Daje się w nich młodym matkom różne ostrzeżenia, narzuca się im „przewodników w małżeństwie” a wszystko w tym celu, żeby z bezmyślności, źle pojętej wstydliwości, wskutek nieuzasadnionych skrupułów, „źle nie użyli” tego, co im Bóg ofiaruje w małżeństwie, Bóg, który przecież stworzył także popędy naturalne. Jeśli z pełnego wzajemnego oddania się sobie małżonków powstaje nowe życie, to staje się ono wynikiem, który pozostaje poza, albo na peryferiach „wartości osoby”. Wyniku tego (życia dziecka) nie zaprzecza się, ale ludzie sobie nie życzą, żeby on był w samym ognisku pożycia małżeńskiego.

Według tych teorii, wasze poświęcenie dla dobra życia ukrytego w łonie matki i dla stworzenia warunków sprzyjających szczęśliwemu porodowi miałoby znaczenie podrzędne, drugorzędne.

Otóż, jeśliby taka względna ocena akcentowała wartość osoby małżonków, więcej niż wartość potomstwa, można by bardzo ściśle rzecz biorąc, ocenę tę zostawić na boku. Tak jednak nie jest, tu chodzi o poważne przewrócenie hierarchii wartości i celów, ustanowionych przez samego Stwórcę. Stajemy tu wobec propagandy pewnego kompleksu idei i uczuć, które są czymś wręcz przeciwnym w stosunku do jasnych, głębokich i poważnych idei katolickich. Tu musi nastąpić interwencja waszego apostolstwa. To właśnie wam matki i małżonki powierzają swoje zwierzenia, was pytają o najintymniejsze sprawy z dziedziny pożycia małżeńskiego. Jakże wtedy, świadome swojego posłannictwa, utrzymacie na poziomie znaczenie i wartość prawdy, znaczenie właściwej hierarchii w ocenie czynów małżeńskich, jeśli wy same nie będziecie miały ścisłych wiadomości, nie będziecie umocnione stałością charakteru, konieczną do bronienia tego, co poznacie jako prawdę i sprawiedliwość?!

Prawda zaś jest taka: Małżeństwo jako instytucja naturalna, na mocy woli Stwórcy ma jako cel pierwszorzędny i istotny nie doskonalenie osobiste małżonków, ale rodzenie i wychowywanie nowego życia. Inne cele, chociaż także zamierzone przez naturę, nie są na tym samym stopniu, co cel pierwszorzędny, a tym mniej są wyższe od tego celu, ale raczej są mu istotnie podporządkowane. Te ważne zasady odnoszą się do każdego małżeństwa niepłodnego. Podobnie można by powiedzieć o każdym oku, że jest ukształtowane do widzenia, chociażby w pewnych anormalnych wypadkach, wskutek warunków wewnętrznych lub zewnętrznych, oko nie mogło odbierać wrażeń wzrokowych.

Dlatego też, żeby krótko i wyraźnie przeciąć wszelkie wątpliwości i manowce, które groziły rozszerzeniem się błędnych pojąć co do skali wartości celów w małżeństwie, co do wzajemnego do siebie stosunku tych celów. My sami ułożyliśmy przed kilku laty (10.3.1940) deklarację o hierarchii tych celów, wskazywaliśmy porządek objawiony przez sarną naturę, uznany przez tradycję chrześcijańską, zgodny z tym, czego stale uczyli Papieże, ujęty wreszcie w kodeks prawa kościelnego (kan. 1013, § 1). Niedługo zaś potem, Stolica Apostolską, aby usunąć błędne i sprzeczne opinie, w publicznym dekrecie oświadczyła, że nie godzi się na zdanie pewnych nowszych autorów, którzy nie uznają, że celem pierwszorzędnym małżeństwa jest płodzenie i wychowywanie dzieci, i nauczają, że cele drugorzędne nie są istotnie podporządkowane celowi głównemu, ale są równe i od niego niezależne. (S.C.S. Officii, 1 IV 1944 – AAS 36 (1944) 103).

Czyż przez to chcemy może zaprzeczyć, albo pomniejszyć to, co jest dobrego i sprawiedliwego w wartościach osobistych, wynikających z małżeństwa i jego wykonywania? Na pewno tak nie myślimy. Przecież do płodzenia nowego życia Stwórca przeznacza w małżeństwie istoty ludzkie, mające ciało i krew, ducha i serce, przecież to ludzie, a nie bezrozumne zwierzęta. Ci ludzie mają stać się twórcami swego potomstwa. Stwórca pragnie, by w tym celu stanowili jedność. Pismo święte mówi, że Bóg stworzył człowieka na obraz swój i podobieństwo swoje (Rodz. 1, 27), stworzył mężczyznę i kobietę, postanowił, co często powtarza Pismo św., że „człowiek opuści ojca i matkę, a przyłączy się do żony swojej i tworzyć będą jedno ciało”. (Rodz. 2, 24, – Mat. 19, 5, – Efez. 5, 31).

Taka jest prawda, tak chciał Bóg, żeby było. Nie trzeba jednak spraw wtórnych odłączać od pierwszorzędnej funkcji małżeńskiej, to jest od służby dla nowego życia. Nie tylko wspólnota życia zewnętrznego, ale w ogóle całe ubogacenie osobiste, uposażenie duchowe i umysłowe, wszystko, co w małżeństwie jest tak wzniosłe i głębokie, wszystko z woli przyrody i z woli Boga ma służyć dobru potomstwa. Już z samej swej natury doskonałe życie małżeńskie to doskonałe pełne oddanie się rodziców dobru swoich dzieci. Miłość małżeńska w całej swej potędze i w całej subtelności jest sama w sobie postulatem ofiarnej troski o potomstwo, jest gwarancją wykonania tej troski. (Św. Tomasz, S. Th. 3 p. q. 29, a. 2 im c. Suppl. q. 49, a. 2 ad 1). Nie można jednak sprowadzać wspólnego mieszkania małżonków i spełnienia aktu małżeńskiego do samej tylko organicznej czynności zapłodnienia, gdyż byłoby to zburzeniem ogniska domowego, tej świątyni łaski Bożej, – przemianą w jakieś całkiem zwyczajne laboratorium biologiczne. Dlatego to w allokucji Naszej do Międzynarodowego Kongresu Lekarzy Katolickich (29 IX 1949) wykluczyliśmy z małżeństwa sztuczne zapłodnienie. Akt małżeński, tak jak go natura sformowała, jest czynnością dwóch osób, jest bezpośrednim, (równoczesnym współdziałaniem małżonków. To współdziałanie przez samą naturę działających osób oraz przez właściwość aktu samego, jest wyrazem wzajemnego oddania się, które, jak mówi Pismo św., sprawia jedność dwojga w „jednym ciele”.

To wszystko jest czymś o wiele większym, niż samo złączenie się dwóch zarodków, które mogłoby się dokonać sztucznie, bez naturalnej czynności małżonków. Akt małżeński, z ustanowienia i z woli natury jest współdziałaniem osobistym, do którego małżonkowie w kontrakcie małżeńskim udzielają sobie wzajemnie prawa.

Gdy to działanie w swej formie naturalnej, od początku małżeństwa jest trwale uniemożliwione, to wtedy przedmiot umowy małżeńskiej jest obciążony istotnym brakiem. Powiedzieliśmy w r. 1949: „Nie należy zapominać, że jedynie urodzenie nowego życia, wedle woli i planów Stwórcy zawiera w sobie w przedziwnym stopniu urzeczywistnienie zamierzonych celów. Jest ono równocześnie zgodne z naturą cielesną i duchową i z godnością małżonków oraz z normalnym rozwojem dziecka (AAS 41 (1949) 560).

Powiedzcie tedy narzeczonej lub młodej mężatce, gdy przyjdą na rozmowę o celach i wartościach życia małżeńskiego, że walory (wartości) osobowe, osobiste, czy to z dziedziny ciała i zmysłów, czy z dziedziny duchowej, są rzeczywiście właściwe małżeństwu, ale w skali wartości Stwórca umieścił je nie na pierwszym, ale na drugim miejscu. Dodawajcie i taką drugą uwagę, której niestety grozi zapomnienie. Wszystkie wartości wtórne z dziedziny rozrodczej wchodzą w zakres obowiązków małżonków, gdyż mają stać się twórcami i wychowawcami nowego życia. Obowiązki to wielkie i wzniosłe!, chociaż nie należą do samej istoty pełni życia ludzkiego. Bo gdy nie dochodzi u człowieka do urzeczywistnienia naturalnej czynności rozrodczej, to nie oznacza to w żaden sposób jakiegoś pomniejszenia osoby ludzkiej. Wyrzeczenie się tego urzeczywistnienia, uczynione zwłaszcza z motywów najszlachetniejszych, nie jest pozbawieniem wartości osobowych i duchowych. O takim swobodnym wyrzeczeniu się z miłości dla Królestwa Bożego, powiedział Jezus: „Nie wszyscy to słowo pojmują, ale ci, którym jest dano” (Mat. 19, 11).

Dzisiaj bardzo często ponad miarę wynosi się samą czynność rozrodczą, nawet tę praktykowaną w słusznych i moralnych granicach pożycia małżeńskiego. Jest to błąd, aberracja, przewrotność. Tak bowiem powstaje niebezpieczeństwo zejścia na manowce duchowe i uczuciowe, tak mogą powstać przeszkody niszczące uczucia dobre, szlachetne zwłaszcza u młodzieży nie mającej doświadczenia, nie znającej rozczarowań, które przynosi ze sobą dalsze życie. Jakiż człowiek normalny, zdrowy duchowo i cieleśnie, chciałby należeć do tych, którzy cierpią na niedorozwój charakteru i ducha?

Oby wasze apostolstwo mogło tam wszędzie, gdzie wykonujecie wasz zawód, oświecać umysły, wpajać im sprawiedliwy porządek wartości, by ludzie z tym porządkiem uzgadniali swoje przekonania i swoje postępowania.

Ten Nasz wykład o apostolstwie waszym byłby niezupełny, gdybyśmy nie dodali kilku słów o obronie godności ludzkiej, w sprawie używania popędu rozrodczego.

Ten sam Stwórca, który w swej dobroci i mądrości raczył dla zachowania rodzaju ludzkiego posłużyć się pomocą mężczyzny i kobiety, łącząc ich w małżeństwo, ten sam Stwórca sprawił także i to, że małżonkowie w tych czynnościach doznają przyjemności i szczęśliwości cielesnej i duchowej. Gdy więc małżonkowie szukają i używają tych przyjemności nie czynią niczego złego, korzystają tylko z tego, co im Stwórca przeznaczył.

I w tym jednak małżonkowie powinni umieć utrzymać się w granicach słusznego umiarkowania. Podobnie jak w używaniu jedzenia, i napojów, tak i w sprawach płciowych, nie powinni bez hamulców poddawać się popędom zmysłowym. Norma słuszności w tych sprawach niech będzie taka: Używanie naturalnej dyspozycji rozrodczej jest moralnie dozwolone tylko w małżeństwie, w służbie małżeństwa, wedle hierarchii celów małżeństwa. Wynika z tego, że tylko w małżeństwie i przy zachowaniu wyżej podanej normy dozwolone jest pragnienie i używanie przyjemności i ich zaspokajanie. Używanie rozkoszy podlega prawu działania, z którego to działania wynika rozkosz, a nie odwrotnie: działanie dla rozkoszy. To prawo, rozumnie tak wyraźnie uzasadnione, odnosi się nie tylko do samej substancji aktu, ale także do okoliczności działania. Czyli: zostając w granicach substancji aktu, można zgrzeszyć w sposobie dokonywania go.

Przekraczanie tej normy jest tak stare, jak sam grzech pierworodny. W naszych czasach grozi niebezpieczeństwo, że zatraci się sama norma! Nawet wśród katolików są tacy, którzy słowem lub pismem usiłują wykazać konieczność pewnej „autonomii”, wskazać jakiś osobny cel, jakąś osobną wartość popędów płciowych, zmysłowości i jej wykonywania, niezależnie od płodzenia nowego życia. Ci ludzie chcą poddać nowym badaniom całą tą sprawę, chcieliby ustalić nowe normy w miejsce porządku ustalonego przez Boga. Nie uznają innego hamulca dla sposobu zadowolenia instynktu płciowego, jak tylko zachowanie samej istoty aktu pochodzącego z instynktu. Zamiast moralnego obowiązku panowania nad namiętnościami nastąpiłaby swoboda używania popędów i kaprysów natury na ślepo, bez żadnych hamulców. To wszystko, prędzej czy później może spowodować wielkie szkody dla moralności, dla sumień ludzkich i dla godności człowieka.

Jeśliby natura zmierzała wyłącznie, albo na pierwszym miejscu, tylko do wzajemnego oddania się i posiadania małżonków w radości i w miłości, – gdyby ten akt przeznaczyła tylko na to, żeby ich uczynić w najwyższym stopniu szczęśliwym w ich osobistym życiu – a nie po to, by małżonków pobudzić do służby nowemu życiu, – to Stwórca byłby ustanowił inny plan formowania i używania aktu płciowego. Tymczasem widzimy, że w nim wszystko podporządkowane jest i skierowane do jednego celu: urodzenie i wychowanie potomstwa, czyli do pierwszorzędnego celu małżeństwa, jako źródła i początku życia!

Potworne fale hedonizmu, dążenie do nasycenia rozkoszy, do wygodnictwa, atakują świat współczesny, grożą potopem myśli, pragnień i celów małżeństwa, a stąd grożą poważne niebezpieczeństwa i ciężkie szkody dla głównego celu małżeństwa.

Ten antychrześcijański hedonizm nie wstydzi się przedstawiać siebie w formie doktryny i wpajać ludziom pragnienie coraz większego przeżywania rozkoszy w przygotowaniu i wykonywaniu aktu pożycia małżeńskiego. Postępują – uczą tak – jak gdyby w pożyciu małżeńskim całe prawo moralne zajmowało się tylko regularnym wykonywaniem samego aktu, jak gdyby wszystko inne, jakkolwiek czynione, było już usprawiedliwiane przez samo wynurzanie wzajemnych uczuć, uświęcone przez Sakrament Małżeństwa, zasługując na pochwałę i nagrodę w obliczu Boga i sumienia. Odrzuca się zupełnie troskę o godność człowieka, godność chrześcijanina, a właśnie poczucie tych godności nakłada hamulce przeciw ekscesom zmysłowości.

Otóż nie można takich poglądów przyjąć! Wielkość i świętość moralnych praw chrześcijańskich zakazują niepohamowanego zaspokajania popędu płciowego, używania tylko rozkoszy. Prawa te nie pozwalają człowiekowi jako istocie rozumnej tak dalece dać się opanować namiętnościom co do samej substancji aktu, jak też co do okoliczności.

Niektórzy usiłują wykazać, że szczęście w małżeństwie zależy wprost od wzajemnego używania rozkoszy w pożyciu małżeńskim. Tak nie jest! Szczęście w małżeństwie jest wprost zależne od wzajemnego szacunku pomiędzy małżonkami, szacunku obejmującego także ich sprawy intymne. I jest tak nie dlatego, że mieliby uważać za niemoralne i odrzucać to, co im powierzają natura i jej Stwórca, ale dlatego, że ten szacunek, że ich wzajemna dla siebie cześć jest jednym z najsilniejszych czynników miłości czystej i przez to właśnie tym bardziej czułej i bardziej subtelnej.

W waszej więc pracy zawodowej, o ile tylko możliwe, przeciwstawiajcie się temu atakowi wyrafinowanego hedonizmu, pozbawionego wszelkich wartości duchowych i dlatego niezgodnego małżonków chrześcijańskich. Wykazujcie, jak natura dała rzeczywiście człowiekowi instynktowne pożądanie rozkoszy, jak je potwierdza w prawowitym małżeństwie, nie jako cel sam w sobie, ale jako służbę dla życia! Oddalajcie od waszych dusz wszelki kult rozkoszy, czyńcie wszystko, co możliwe, by przeszkadzać rozszerzaniu się literatury, która uważa się za uprawnioną do opisywania szczególików z intymnych przeżyć małżeńskich pod pozorem nauczania, kierowania, zabezpieczania małżonków. Dla zabezpieczenia zaniepokojonych sumień małżonków wystarczy przeważnie sam ich zdrowy rozum, ich naturalny instynkt, krótkie pouczenie o jasnych i prostych zasadach moralności chrześcijańskiej. Jeśliby w jakichś wyjątkowych wypadkach narzeczona, czy młoda mężatka potrzebowała wyjaśnień obszerniejszych to do was będzie należało podać im delikatnie wyjaśnienia zgodne z prawem i zdrowym sumieniem chrześcijańskim.

Cała ta Nasza nauka nie ma nic wspólnego z manicheizmem, czy jansenizmem, jak to niektórzy usiłują przedstawić, by usprawiedliwić samych siebie. Nauka Nasza to tylko obrona godności małżeństwa chrześcijańskiego, obrona godności osobistej małżonków!

Służenie temu celowi jest w naszych czasach szczególnie wielkim obowiązkiem waszego zawodowego posłannictwa!

Tak doszliśmy do końca rozważań, które chcieliśmy wam podać. Zawód wasz otwiera przed wami szerokie pole apostolstwa w różnych dziedzinach. Przed wami – apostolstwo nie tylko słowa ale także apostolstwo działania i przewodnictwa! Apostolstwo to będziecie mogły sprawować skutecznie tylko wtedy, gdy same dokładnie będziecie znały cel waszego posłannictwa, środki do jego osiągnięcia, jeśli będziecie miały silną i zdecydowaną wolę, opartą na głębokich przekonaniach religijnych, natchnioną i wzmocnioną przez wiarę i miłość chrześcijańską!

Prosimy Boga, by udzielił wam wielkiej swej mocy, światłości i pociechy. Udzielamy wam z całego serca, jako zadatek obfitych łask niebiańskich Naszego Błogosławieństwa Apostolskiego.

Pius XI Encyklika Casti Connubi

Do Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszów, pokój i jedność z Stolicą Apostolską utrzymujących. O MAŁŻEŃSTWIE CHRZEŚCIJAŃSKIM NA TLE OBECNYCH STOSUNKÓW, POTRZEB, BŁĘDÓW I WYKROCZEŃ W RODZINIE I SPOŁECZEŃSTWIE.

 

CZCIGODNI BRACIA
POZDROWIENIE I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO APOSTOLSKIE.
Wstęp

Nieskalanego małżeństwa godność stąd zwłaszcza, Czcigodni Bracia, poznać można, że Chrystus Pan, Syn Ojca Przedwiecznego, przybrawszy ciało człowieka upadłego, umyślił małżeństwo, początek i podstawę społeczności domowej a nawet ogólnoludzkiej, nie tylko objąć w sposób szczególniejszy miłościwym swym planem zbawienia całej ludzkości, lecz, powoławszy je na nowo do nieskażonego stanu, w jakim znajdowało się z ustanowienia Bożego, wyniósł je do godności prawdziwego i „wielkiego”(1) Sakramentu Nowego Zakonu i oddał szafarstwo jego i pieczę o nim całą Kościołowi, Swej Oblubienicy.

Potrzeba nauki o małżeństwie.

Aby jednak z tego odnowienia małżeństwa zbierać można pośród wszystkich narodów całego świata pożądane owoce po wszystkie czasy, trzeba, aby umysły ludzkie przede wszystkim oświeciły się w prawdziwej nauce Chrystusowej o małżeństwie; trzeba dalej, by chrześcijańscy małżonkowie przy pomocy łaski Bożej, wspierającej słabą ich wolę, zestroili wszystkie myśli i wysiłki swe z owym czystym wielce prawem Chrystusowym, z którego uzyskać mogą dla siebie i rodzin swych szczęśliwość i pokój. Dzieje się niestety przeciwnie. Rozglądając się bowiem w Apostolskiej Naszej strażnicy razem z Wami, Czcigodni Bracia, z bólem serca stwierdzić musimy, że wielu bardzo ludzi, niepomnych odrodzenia tego dzieła Bożego, albo nie zna zupełnie przepotężnej świętości małżeństwa chrześcijańskiego albo bezczelnie jej przeczy albo też na podstawie zasad fałszywej i niecnej etyki powszechnie ją zwalcza. Ponieważ zgubne bardzo te błędy i przewrotne obyczaje wkradać się zaczynają także pomiędzy wiernych i coraz więcej zagnieżdżać w ich szeregach, uznaliśmy za obowiązek Swój, jako Zastępcy Chrystusa na ziemi, Pasterza i Nauczyciela najwyższego, podnieść głos Swój Apostolski, aby odstraszyć owieczki Nam poruczone od pastwisk zatrutych i, o ile w Naszej jest mocy, zachować je w zdrowiu.

Treść Encykliki.

Do Was więc, Czcigodni Bracia, a przez Was do całego Kościoła Chrystusowego i nawet do całej ludzkości, zwrócić się postanowiliśmy z allokucją o istocie małżeństwa chrześcijańskiego, o godności jego, o korzyściach i dobrodziejstwach spływających zeń na rodzinę i społeczeństwo ludzkie, o błędach sprzeciwiających się tej ważnej dziedzinie nauki ewangelicznej, o wykroczeniach przeciw pożyciu małżeńskiemu i o najważniejszych środkach leczniczych, idąc wtem śladem ś. p. Leona XIII, poprzednika Naszego, którego encyklikę o małżeństwie chrześcijańskim Arcanum(2), przed pięćdziesięciu laty ogłoszoną, niniejszym za swoją uznajemy i potwierdzamy, oświadczając, że encyklika ta, chociaż niektóre sprawy zgodnie z warunkami i potrzebami czasów obecnych przedstawiamy nieco szerzej, nie tylko nie jest przestarzałą, lecz całą swą moc zachowuje nadal.

Podstawa nauki o małżeństwie.

Rozpoczynając zatem od Encykliki tej, poświęconej prawie wyłącznie obronie Bożego ustanowienia małżeństwa, sakramentalnej jego godności i nieprzerwanej trwałości, uznajmy naprzód podstawę, która powinna pozostać niewzruszoną i nietykalną: Małżeństwo nie zostało ani ustanowione ani odrodzone przez ludzi, lecz przez Boga; nie przez ludzi, lecz przez Boga, twórcę samego stworzenia, i tegoż stworzenia odnowiciela Chrystusa Pana prawami zostało obwarowane, wzmocnione i wyniesione; prawa te nie mogą więc podlegać żadnym zapatrywaniom ludzkim, ani umowie wzajemnej małżonków. Taka jest nauka Pisma św.(3), takie niewzruszone ogólne ustne Podanie Kościoła, takie określenie uroczyste św. Soboru Trydenckiego, który głosi i potwierdza słowami Pisma św., że nieprzerwany i nierozerwalny węzeł małżeński oraz jedność i moc jego pochodzą od Boga jego twórcy(4).

Chociaż więc małżeństwo z istoty swej Bożego jest ustanowienia, jednak i wola ludzka bierze w nim udział, a udział bardzo wybitny. Poszczególne bowiem małżeństwo, o ile jest związkiem pomiędzy pewnym mężczyzną a pewną niewiastą, nie powstaje inaczej jak na podstawie wolnej zgody obu stron. Dobrowolny ten akt woli, którym obydwie strony oddają sobie i przyjmują nawzajem prawo właściwe małżeństwa(5), jest do zawarcia prawdziwego małżeństwa tak koniecznym, że nie może go zastąpić żadna ludzka władza(6). Wolność ta zmierza jedynie do stwierdzenia, czy kontrahenci mieli rzeczywiście zamiar zawarcia małżeństwa, a zawarcia go z tą osobą, czy też zamiaru tego nie mieli. Istota sama małżeństwa nie podlega wolności człowieka, tak, że kto raz zawarł małżeństwo, związany jest Bożymi jego prawami i istotnymi jego właściwościami. Anielski bowiem Doktor, rozprawiając o wierności małżeńskiej i potomstwie, tak mówi: „W małżeństwie warunki te z samej umowy małżeńskiej wynikają, tak, że gdyby coś przeciwnego im było wyrażone w kontrakcie małżeńskim, nie byłoby prawdziwego małżeństwa”(7).

Przez małżeństwo łączą się więc dusze i zrastają z sobą; a zrastają się prędzej i ściślej niż ciała, nie przemijającym afektem zmysłów i uczuć, lecz rozważnym i silnym nakazem woli. Z tego zjednoczenia dusz powstaje z rządzenia Bożego święty i nienaruszalny węzeł.

Istota ta małżeństwa, wyjątkowa i jej tylko właściwa, stawia je o całe niebo wyżej nie tylko od kojarzeń zwierząt, kierowanych ślepym tylko instynktem przyrodzonym, w których niema ni rozumu, ni zdecydowanej woli, lecz stawia ją też wyżej od ludzkich małżeństw dzikich, pozbawionych wszelkiego prawdziwego i uczciwego węzła woli i nie mających nic wspólnego z prawdziwym pożyciem domowym.

Stąd wynika też, że prawowita władza ma prawo i obowiązek zakazywania takich związków haniebnych, sprzeciwiających się rozsądkowi i istocie ludzkiej, przeszkadzania im i karania ich. Ponieważ chodzi jednak o sprawę wypływającą z istoty ludzkiej, niemniej jest pewną, co już otwarcie zaznaczył ś. p. Leon XIII, poprzednik Nasz(8); „Przy wyborze rodzaju życia niema wątpliwości, że w mocy jest każdego i decyzji wolnej jego podlega woli wybranie sobie jednego z dwojga: albo pójście za radą Jezusa Chrystusa o panieństwie, albo związanie się węzłem małżeńskim. Odebrać komuś przyrodzone i pierwotne prawo do zawarcia małżeństwa, lub ograniczyć w jakikolwiek sposób istotne przeznaczenie małżeństwa, powagą Bożą na początku ustanowione, nie wolno żadnemu ludzkiemu prawu: „Roście i mnóżcie się”(9).

Dlatego święty węzeł prawdziwego małżeństwa powstaje z woli Bożej i ludzkiej: od Boga pochodzi ustanowienie małżeństwa, jego cel, prawa i dobra; od ludzi zaś, pod wpływem i z pomocą Bożą pochodzi poszczególne małżeństwo, przez ofiarne oddanie na całe życie osoby własnej osobie drugiej z obowiązkami i dobrami od Boga ustanowionymi.

I. DARY ISTNIEJĄCE W MAŁŻEŃSTWIE

Kiedy, Wielebni Bracia, przystępujemy do wyłuszczenia owych tak wielkich dóbr prawdziwego małżeństwa od Boga nam udzielonych, przychodzą nam na myśl słowa owego przesławnego Doktora Kościoła, którego nie tak dawno temu uczciliśmy w Encyklice Naszej Ad salutem na obchód pełnego tysiącpięćsetlecia jego śmierci(10): „To są – mówi św. Augustyn – dobra, dla których małżeństwo jest dobre: potomstwo, wierność małżeńska, sakrament(11). O ile te trzy czynniki dobitnie bardzo zawierają najistotniejszą treść całej nauki o małżeństwie chrześcijańskim, wyjaśnia wymownie tenże Doktor Kościoła, kiedy mówi: „Wierność małżeńska oznacza, że poza węzłem małżeńskim nie ma być cudzołóstwa z żadną osobą trzecią; potomstwo, że z miłości ma być ono przyjęte, z dobrocią pielęgnowane, pobożnie wychowane; sakrament zaś, że związek małżeński nie ma być rozrywany i mąż rozwiedziony lub żona rozwiedziona nie mają zawierać nawet ze wzglądu na potomstwo innego małżeństwa. To jest jakby prawidło małżeńskie, przez które przyrodzona płodność została uszlachetniona, a występek niepowściągliwości opanowany”(12).

1. DAR POTOMSTWA
a. zrodzenie go

Pierwsze więc miejsce pomiędzy dobrami małżeństwa zajmuje potomstwo. I zaprawdę sam Stwórca rodzaju ludzkiego, który w dobroci swej w dziele rozkrzewienia życia postanowił ludzi użyć jako pomocników swych, nauczał tego, kiedy, ustanawiając w raju małżeństwo, powiedział do prarodziców naszych, a przez nich do wszystkich przyszłych małżonków: „Roście i mnóżcie się i napełniajcie ziemię”(13). To samo znajduje św. Augustyn w słowach św. Pawła Apostoła do Tymoteusza(14): „Że celem rodzenia zawiera się małżeństwo, świadczy Apostoł w ten w sposób: Chcę, aby młodsze szły za maż. A jakoby wtrącono pytanie: Dlaczego? dodaje zaraz: „Aby dzieci rodziły i stawały się panami domu”(15).

Jak wielkim dobrodziejstwem Bożym i błogosławieństwem małżeństwa jest dziecko, okazuje się z godności człowieka i celu jego najwyższego. Człowiek bowiem przewyższa już zacnością rozumnej swej istoty wszystkie inne stworzenia widzialne. Nadto Bóg pragnie, by ludzie rozmnażali się, nie tylko w tym celu, by istnieli i zapełniali ziemię, lecz daleko więcej w tym celu, by byli czcicielami Boga, poznawali Go, miłowali i posiadaniem Jego na wieczne czasy cieszyli się w niebie. Cel ten wskutek przedziwnego wyniesienia człowieka przez Boga do porządku nadprzyrodzonego przechodzi wszystko, co oko widziało, ucho słyszało i w serce człowieka wstąpiło(16). Łatwo stąd poznać można, jak wielkim darem dobroci Bożej, jak doskonałym owocem małżeństwa jest dziecko, zawdzięczające istnienie swe wszechmocy Bożej i współdziałaniu małżonków.

Rodzice chrześcijańscy niech zastanowią się również nad tym, że zadaniem ich jest nie tylko rozradzanie i zachowanie rodzaju ludzkiego na ziemi, a nawet nie tylko wychowanie pewnej ilości czcicieli Boga prawdziwego, lecz powiększenie liczby dzieci Kościoła Chrystusowego, zrodzenie mieszkańców niebiańskich i domowników Bożych(17), by lud służbie Boga i Chrystusa poświęcony z dnia na dzień się pomnażał. A lubo małżonkowie chrześcijańscy, jakkolwiek sami uświęceni, uświęcenia na dzieci swe przelać nie mogą, (przecież przyrodzone rozmnożenie życia stało się drogą śmierci, którą grzech pierworodny przechodzi na potomstwo), to jednak w pewien sposób biorą udział w pierwotnym małżeństwie w raju, gdyż zadaniem ich jest, ofiarować Kościołowi własne swe potomstwo, które by przez tę płodną bardzo matkę dzieci Bożych odrodziło się przez kąpiel chrztu dla nadprzyrodzonej sprawiedliwości i stało żywym członkiem Chrystusowym, uczestnikiem życia nieśmiertelnego i ostatecznie dziedzicem chwały niebieskiej, do której wszyscy całym sercem tęsknimy.

Jeżeli matka prawdziwie chrześcijańska to rozważy, pozna zaiste, że do niej odnosi się w wyższym i pełnym pociechy zrozumieniu słowo Zbawiciela: „Niewiasta… gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta uciśnienia dla radości, iż człowiek na świat się narodził”(18). Wyniesie się ponad wszystkie bóle powołania swego macierzyńskiego, ponad jego troski i ciężary i z zwiększeni, i świętszym prawem, niż owa matrona rzymska, matka Grachów, szczycić się będzie mogła w Bogu kwiecistym bardzo wieńcem swoich dziatek. I oboje małżonkowie uważać będą te dzieci, które skorym i wdzięcznym przyjęli sercem z ręki Bożej jako skarb powierzony im przez Boga, który zużyją nie tylko na korzyść swoją i ziemskiej swej ojczyzny, lecz który w dzień zdania rachuby z zyskiem Bogu oddadzą.

b. wychowanie potomstwa

Dobrodziejstwem wydania dziecięcia na świat nie wyczerpuje się jednak jeszcze dobro potomstwa, lecz inne do niego dołączyć się musi dobrodziejstwo, które polega na wychowaniu dziecka. Bardzo mało zaiste troski o nowo narodzone dziecko i tym samym o całą ludzkość byłby okazał Bóg najmędrszy, gdyby nie był zarazem udzielił prawa i obowiązku wychowania tym, którym udzielił możności i prawa rozbudzania nowego życia. Znaną bowiem jest rzeczą, że dziecko nawet w dziedzinie życia przyrodzonego, a tym mniej w dziedzinie życia nadprzyrodzonego nie może w sposób wystarczający zadośćuczynić swoim potrzebom. Skazane jest przez długie lata na pomoc, naukę i wychowanie innych. Jasną jest jednakże rzeczą, że z rozkazu natury i Boga prawo i obowiązek wychowania dzieci do tych przede wszystkim należy, którzy dzieło natury powołaniem do życia rozpoczęli i stąd nie mogą dzieła rozpoczętego i nieskończonego pozostawić i na pewną narazić zagładę. Tej tak ważnej potrzebie wychowania dzieci zaradza się najlepiej na łonie małżeństwa, w którym wobec nierozerwalnego węzła, jakiem rodzice są złączeni, wspólny obojga trud i wzajemna pomoc zawsze są w pogotowiu.

Ponieważ jednak na innym już miejscu(19) obszernie omawialiśmy sprawę wychowania młodzieży, pragniemy to wszystko ująć ponownie słowami św. Augustyna: „Potomstwo oznacza, że ma się je z miłością przyjąć i pobożnie wychować(20). To samo wyraża jędrnie kodeks prawa kanonicznego. „Celem głównym małżeństwa jest rodzenie i wychowanie potomstwa”(21).

W końcu nie możemy ze względu na wysoką godność i wielkie znaczenie podwójnego tego urzędu, powierzonego rodzicom dla dobra dziecka, pominąć milczeniem, że uczciwe używanie uzdolnienia, danego przez Boga celem rozniecania nowego życia, jest wedle woli Stwórcy i prawa przyrodzonego, prawem i przywilejem samego tylko małżeństwa; w którego uświęconych granicach powinno być utrzymane.

2. WIERNOŚĆ MAŁŻEŃSKA.
a. jedność

Drugie dobro, które, jak wspomnieliśmy, wylicza św. Augustyn, jest wierność małżeńska. Polega ona na obopólnym zachowaniu umowy małżonków, tak, że tego, co na podstawie tej przez prawo Boże uświęconej umowy drugiej tylko stronie się należy, nie można jej odmówić ani żadnej innej osobie zezwolić; nie można też przyznać drugiej stronie tego, na co jako sprzeciwiającemu się prawom i nakazom Bożym i z wiernością małżeńską nie licującemu nigdy zgodzić się nie można.

Dlatego wierność ta wymaga przede wszystkim wyłącznej jedności stadła małżeńskiego, jaką sam Stwórca ustanowił w małżeństwie prarodziców naszych. Wedle woli Jego małżeństwo nie istniało inaczej, jak pomiędzy jednym mężem i jedną niewiastą. I chociaż Bóg, najwyższy prawodawca, prawo to pierwotne na pewien czas nieco złagodził, to jednak nie ulega wątpliwości, że prawo Ewangelii ową pierwotną i doskonałą jedność zupełnie przywróciło i zniosło każdy wyjątek; wykazują to jasno słowa Chrystusowe i jednolita nauka i praktyka Kościoła: „Że węzłem tym dwoje tylko się łączy i wiąże, Chrystus Pan jasno bardzo nauczał, mówiąc: A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało(22).

Ale, Chrystus Pan pragnął potępić nie tylko jakikolwiek, czy to kolejny, czy równoczesny rodzaj tzw. poligamii i poliandrii oraz każdy inny czyn nieobyczajny, lecz, by ustrzec święte granice małżeństwa od wszelkiego zhańbienia, zabronił też wszelkich dobrowolnych myśli i pragnień w tym względzie: „A ja powiadam wam: iż wszelki, który patrzy na niewiastę, aby ja pożądał, już ją zcudzołożył w serca swoim”(23). Słów tych Chrystusa Pana nie może znieść nawet zgoda jednego z małżonków, zawierają bowiem prawo Boże i prawo przyrodzone, którego żadna wola ludzka ani złamać, ani nadwerężyć nie może(24).

Aby wierność małżeńska w całym zajaśniała blasku, powinno nawet poufałe pożycie małżonków między sobą nosić znamię skromności. Małżonkowie powinni we wszystkim wzorować się na prawie Bożym i prawie przyrodzonym i starać się pójść za wolą najmędrszego i najświętszego Stwórcy ż głęboką czcią dla tworu rąk Jego.

b. miłość małżeńska

To, co św. Augustyn trafnie nazywa wiernością czystości, łatwiej jeszcze, wdzięczniej i szlachetniej wyrasta, z innego głównego czynnika, z miłości małżeńskiej, która przenika wszystkie obowiązki pożycia małżeńskiego i trzyma prym w chrześcijańskim stadle małżeńskim: „Wierność małżeńska wymaga nadto, by mąż i żona byli złączeni szczególniejszą i czystą miłością, by się miłowali nie tak, jak się cudzołożnicy miłują, lecz tak, jak Chrystus Kościół swój umiłował”. Takie bowiem prawidło przepisał Apostoł, mówiąc: „Mężowie, miłujcie żony wasze, jak i Chrystus umiłował Kościół”(25). Niewątpliwie obejmował On Kościół ową niezmierzoną miłością, nie dla Swej korzyści, lecz mając na oku jedynie dobro Oblubienicy swojej(26). Nazywamy więc miłością nie to uczucie, które polega na cielesnej tylko i prędko się ulatniającej skłonności, na słowach tylko pieściwych, lecz to, które opiera się na wewnętrznej skłonności dusz i okazuje się czynem, gdyż próbą miłości jest czyn(27). Czyn ten obejmuje w społeczności domowej nie tylko wzajemną pomoc, lecz powinien rozciągać się też, i to w pierwszym rzędzie, na to, by małżonkowie pomagali sobie wzajemnie w coraz pełniejszym ukształtowaniu i doskonaleniu człowieka wewnętrznego, by przez wzajemną wspólność życiową postępowali z dnia na dzień coraz bardziej w cnotach a zwłaszcza rośli w prawdziwej miłości Boga i bliźniego, na której ostatecznie „wszystek Zakon zawisł i prorocy”(28). A najdoskonalszym przykładem zupełnej świętości postawionym od Boga ludziom jest Chrystus Pan. Jego mogą i powinni naśladować wszyscy, w jakimkolwiek żyją stanie lub zawodzie i za pomocą Bożą, idąc za przykładem Świętych, osiągnąć szczyt doskonałości chrześcijańskiej.

To wzajemne wewnętrzne kształtowanie się małżonków, ten wytrwały wysiłek ich do udoskonalenia się, można, jak uczy Katechizm Rzymski(29), nazwać z bezwzględną słusznością najważniejszym czynnikiem i celem małżeństwa, byleby go się nie brało w zrozumieniu ciaśniejszym jako instytucji do należytego rodzenia potomstwa i do wychowania go, lecz w zrozumieniu szerszym jako wspólność całego życia. Z miłością tą trzeba koniecznie pogodzić wszelkie prawa i wszelkie obowiązki małżeńskie, tak, by nie tylko sprawiedliwość, lecz i miłość była prawidłem nakazu Apostoła: „Maż niechaj żonie powinność oddaje, także też i żona mężowi”(30).

c. posłuszeństwo

W społeczności domowej, wzmocnionej węzłem miłości, powinien kwitnąć jeden jeszcze czynnik, nazwany przez św. Augustyna porządkiem miłości. Porządek ten obejmuje tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i podporządkowanie się skore, chętne i posłuszne żony, które poleca Apostoł tymi słowy: „Żony niechaj będą poddane mężom swym, jako Panu. Albowiem maż jest głowa żony, jako Chrystus jest głowa Kościoła”(31).

Posłuszeństwo to nie zaprzecza bynajmniej i nie znosi wolności, która słusznie przysługuje kobiecie na podstawie jej godności człowieczej i szczytnych obowiązków małżonki, matki i towarzyszki; nie nakazuje też posłuszeństwa wobec jakichkolwiek zachcianek męża, mniej zgodnych może z rozsądkiem i kobiecą jej godnością; nie stawia jej w końcu na równi z osobami, nazwanymi w prawie małoletnimi, którym dla braku dojrzałego sądu i doświadczenia życiowego odmawia się wolnego wykonywania praw osobistych. Posłuszeństwo to przeciwstawia się raczej tylko rozwydrzonej wolności, nie dbającej o dobro rodziny, zabrania w ciele rodziny serce odrywać od głowy z szkodą niepowetowaną dla ciała iż niebezpieczeństwem bliskiej jego zagłady. Gdy bowiem mąż jest głową, żona jest sercem i jak mąż posiada pierwszeństwo rządów, tak żona może i powinna kierować się we wszystkim przywilejem miłości.

Stopień i sposób podporządkowania się żony wobec męża może być różny, zależnie od okoliczności w stosunku do osób, miejsc i czasu. Jeżeli mąż zaniedbuje obowiązki swoje, jest nawet obowiązkiem żony, zastąpić go w rządzie rodziny. Nigdy jednak i nigdzie nie wolno obalić lub naruszyć budowy zasadniczej rodziny i prawa jej podstawowego, od Boga postanowionego i zatwierdzonego.

Z przedziwną mądrością naucza ś. p. poprzednik Nasz Leon XIII o stosunku i porządku pomiędzy mężem a żoną wspomnianej już Encyklice swej o małżeństwie chrześcijańskim: „Mąż jest panem rodziny i głową niewiasty, która, ponieważ jest ciałem z ciała jego i kością z kości jego, ma być posłuszną mężowi, nie na sposób jednak służebnicy, lecz towarzyszki, tak by posłuszeństwu nie zabrakło ani uczciwości ani godności. W tym jednak, który rozkazuje, oraz w tej, która słucha, ponieważ oboje mają przedstawiać obraz, on Chrystusa, ona Kościoła, niech miłość Boża będzie na zawsze kierowniczką obowiązków”(32).

To są więc czynniki, które składają się na pojęcie wierności małżeńskiej: jedność, czystość, miłość, uczciwe i szlachetne posłuszeństwo. Ile nazw, tyle źródeł błogosławieństwa dla małżonków i małżeństwa, przez które zapewnia się i pomnaża spokój, godność i szczęśliwość małżeństw. Dlatego dziwić się nie możemy, że wierność małżeńską zaliczano zawsze do największych dóbr właściwych małżeństwu.

3. NIEROZERWALNOŚĆ WĘZŁA MAŁŻEŃSKIEGO

Całokształt tak wielkich dobrodziejstw uzupełnia i powiększa jeszcze inne dobro małżeństwa, nazwane słowem św. Augustyna sakramentem. Oznacza ono nierozerwalność węzła małżeńskiego i podniesienie i poświęcenie umowy małżeńskiej przez Chrystusa Pana do skutecznego znaku łaski.

Nierozerwalność węzła małżeńskiego podkreśla naprzód sam Chrystus dobitnie tymi słowy: „Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie roztacza”(33) i: „Wszelki, który opuszcza żonę swą, a druga pojmuje, cudzołoży: a kto od męża opuszczoną pojmuje, cudzołoży”(34).

Do tej nierozerwalności zalicza św. Augustyn jasnymi słowy to, co nazywa dobrem sakramentu: „Sakrament oznacza, że małżeństwo nie ma być rozrywane i mąż rozwodzący się lub żona rozwodząca się nie mają nawet ze względu na potomstwo zawierać innego małżeństwa”(35).

Nierozerwalna ta trwałość przysługuje wszystkim prawdziwym małżeństwom, chociaż nie wszystkim w tej doskonałej mierze; bo słowo Pańskie: Co tedy Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza, wyrzeczone o małżeństwie pierwszych rodziców naszych, tym pierwowzorze wszystkich przyszłych małżeństw, powinno się odnosić do wszystkich prawdziwych małżeństw. Chociaż więc przed Chrystusem wzniosła surowość pierwotnego prawa złagodzona została, tak że Mojżesz synom ludu wybranego dla twardości serc ich z pewnych przyczyn wystawić pozwolił list rozwodowy, to jednak Chrystus Pan mocą najwyższego prawodawcy pozwolenie to większej wolności cofnął i przywrócił stan prawa pierwotnego słowami, które nigdy nie pójdą w niepamięć: Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza. Dlatego poprzednik Nasz ś. p. Pius VI mądrze bardzo napisał do Biskupa w Agrii: „Wynika stąd jasno, powiada, że małżeństwo już w stanie natury, dawno więc przed wyniesieniem go do godności Sakramentu, Bóg tak był ustanowił, że tworzyło na zawsze węzeł nierozerwalny, który z tego powodu przez żadną władzę świecką nie mógł być rozerwany. Chociaż więc charakter sakramentalny odłączyć można od małżeństwa, jak np. u niewiernych, to jednak i w takim małżeństwie, ponieważ jest małżeństwem prawdziwym, trwać musi i trwa rzeczywiście na wszystkie czasy węzeł ten, który według prawa Bożego od początku tak się zrósł z małżeństwem, że żadnej władzy świeckiej nie podlega. Ilekroć zatem jest mowa o zawarciu małżeństwa, zawiera się je albo tak, że rzeczywiście jest małżeństwem i wtedy tkwi w nim na zawsze węzeł ów nierozerwalny, przysługujący z prawa Bożego każdemu prawdziwemu małżeństwu; albo przypuszcza się, że zostało zawarte bez tego węzła wiekuistego, wówczas nie ma w ogóle małżeństwa, lecz istnieje niedozwolony stosunek, sprzeciwiający się prawu Bożemu. Stosunku tego nie wolno ani zawierać ani go zachowywać”(36).

Jeżeli co do trwałości małżeństwa zachodzą wyjątki, chociaż bardzo rzadkie, jak w niektórych małżeństwach naturalnych pomiędzy niewiernymi jedynie zawartych lub pomiędzy chrześcijanami, jeżeli chodzi o małżeństwo co prawda zawarte, lecz nie wykonane, to wyjątek ten zależy nie od woli ludzi, ani od którejkolwiek władzy ludzkiej, lecz od prawa Bożego, którego stróżem i tłumaczem jest jedynie Kościół Chrystusowy. Żadna jednak władza tego rodzaju zastosowana być nie może, z jakiegokolwiek bądź powodu do chrześcijańskiego małżeństwa zawartego i dokonanego. Ponieważ w takim małżeństwie dokonuje się związek małżeński w całej pełni, dlatego też uwidocznia się w nim z woli Bożej trwałość i nierozerwalność, której rozluźnić nie może żadna powaga ludzka.

Jeżeli, Czcigodni Bracia, pokornie zbadać pragniemy wewnętrzny powód woli Bożej tu się objawiającej, znajdziemy go łatwo w mistycznym znaczeniu chrześcijańskiego małżeństwa, które uwidocznia się wyraziście bardzo w małżeństwie zawartym pomiędzy chrześcijanami. Według świadectwa bowiem Apostoła w liście jego do Efezów (na który wskazaliśmy już na początku)(37) jest małżeństwo chrześcijańskie najdoskonalszym obrazem jedności zachodzącej pomiędzy Chrystusem a Kościołem: „Sakrament to wielki jest, a ja mówię, w Chrystusie i Kościele”: Jedność ta, dopóki Chrystus żyje i przez Niego Kościół, zaprawdę nigdy nie może być rozwiązana. Poucza też o tym wymownie św. Augustyn tymi słowy: „Tego przestrzega się bowiem w Chrystusie i w Kościele, że żyjący od żyjącego nie może odłączyć się żadnym rozwodem. Sakrament ten w takim jest poważaniu w państwie naszym Bożym… to znaczy w Kościele Chrystusowym… że nawet w tych wypadkach, w których niewiasty tylko dla uzyskania potomstwa za mąż wychodzą lub mężczyźni się żenią, nie wolno niepłodną porzucić, aby pojąć inną płodną. Gdyby to jednak kto uczynił, winien jest, nie według prawa ziemskiego (które w razie rozwodu zezwala bez grzechu zawrzeć nowe małżeństwo, na co według świadectwa Zbawiciela również Mojżesz pozwalał Izraelitom dla ich zatwardziałości), lecz według prawa Ewangelii cudzołóstwa, tak samo jak i niewiasta, jeżeli bierze sobie innego męża”(38).

a. Dobra płynące z nierozerwalności

Ile i jak wielkie dobra płyną z nierozerwalności małżeństwa, nie może ujść uwagi tego, który chociaż powierzchownie tylko zastanowi się nad szczęściem małżonków i ich potomstwa, lub nad pomyślnością całego społeczeństwa ludzkiego. Naprzód więc mają małżonkowie w niej silną rękojmię trwałości swego związku małżeńskiego, czego z natury swej tak bardzo wymaga ofiarne oddanie własnego ja i ścisłe wzajemne połączenie ich dusz; prawdziwa bowiem miłość nie zna granic(39). Nadto tworzy ona mocny wał ochronny dla czystości i wierności przeciw wszelkim wewnętrznym i zewnętrznym zakusom niewierności; odbiera wszelką podstawę trwodze i bojaźni, czy małżonek w czasie nieszczęścia lub na starość nie opuści może małżonki, a w miejsce lęku napełnia serce pewność stałego posiadania. Odpowiada też godności małżonków i najlepiej przyczynia się do spełnienia obowiązku wzajemnej pomocy, gdyż nierozerwalne ich stadło przypomina im nieustannie, że nie dla znikomych celów i służenia ciału, lecz dla uzyskania i przysporzenia sobie wyższych i wiecznych dóbr zawarli związek małżeński, który tylko śmierć rozłączyć może. Zaradza też najlepiej obowiązkowi ,opieki nad dziećmi i wychowania ich, trwającemu przez długie lata, gdyż rodzice wspólnymi siłami łatwiej mogą sprostać ciężkiemu i długotrwałemu swemu zadaniu. Nie mniejsze spływa błogosławieństwo na całe społeczeństwo. Z doświadczenia bowiem wiemy, że nierozerwalna trwałość małżeństw jest źródłem przebogatym życia poczciwego i czystości obyczajów; zachowanie jej zapewnia państwu szczęście i pomyślność, takim bowiem jest państwo, jakimi są rodziny i obywatele, z których się składa, jak ciało z członków. Dlatego dobrze bardzo zasługują się około dobra prywatnego małżonków oraz potomstwa i około dobra publicznego ludzkości, całej ci, którzy; bronią odważnie nierozerwalności węzła małżeńskiego.

b. małżeństwo jako Sakrament

Poza nierozerwalnością węzła zawiera jednak dobro sakramentu jeszcze daleko szlachetniejszej wartości, oznaczone trafnie słowem Sakrament. Dla chrześcijan słowo to nie jest pustym i próżnym tylko dźwiękiem, gdyż Chrystus Pan „Sakramentów ustanowiciel i dokonawca”(40) wyniósł małżeństwo wiernych swoich wyznawców do prawdziwego i istotnego Sakramentu Nowego Zakonu, uczynił je znakiem i źródłem osobnej łaski wewnętrznej, przez którą udoskonalił miłość przyrodzoną, wzmocnił jedność nierozerwalną i małżonków uświęcił”(41).

A ponieważ Chrystus umowę, ważną małżeńską pomiędzy wiernymi uczynił znakiem łaski, jest istota Sakramentu z chrześcijańskim małżeństwem tak ściśle złączona, że nie może być pomiędzy wiernymi prawdziwego małżeństwa, „by nie było tym samem sakramentem”(42).

Jeżeli więc wierni szczerym sercem zawrą taką umowę małżeńską, otwierają sobie skarbnicę łask, z której czerpią siły obowiązków i zadań swych aż do śmierci.

Sakrament ten bowiem nie tylko pomnaża w tych, którzy łasce nie stawiają przeszkody, czynnik trwały życia nadprzyrodzonego. to jest łaskę uświęcającą, lecz osobne jeszcze dodaje dary, dobre natchnienia, zarodki łaski, pomnaża i doskonali siły przyrodzone, tak że małżonkowie nie tylko rozumieją głęboko całą doniosłość stanu małżeńskiego, jego obowiązki i jego cele, lecz skosztowawszy w duszy ich słodyczy, szczerze się do nich skłonią skutecznie ich zapragną i w czyn obrócą, zwłaszcza, że Sakrament daje im prawo do wzmocnienia się przez łaskę uczynkową, Którą uzyskać mogą, ilekroć potrzebować jej będą do wykonania obowiązków swego stanu.

Ponieważ jednak w porządku nadprzyrodzonym działania Opatrzności Bożej obowiązuje prawo, że ludzie z Sakramentów przyjmowanych po uzyskaniu rozumu nie dostępują pełnych owoców jeżeli nie odpowiadają łasce, współdziałając z nią, pozostaje łaska sakramentalna małżeństwa często talentem nieużytecznym, zakopanym w ziemi, o ile małżonkowie nie używają sił nadprzyrodzonych i nie pielęgnują ziaren łaski, złożonych w ich sercu i nie doprowadzają ich do rozkwitu. Jeżeli jednak, zdołają znosić ciężary swego stanu i wykonać obowiązki jego i zostaną wielkim tym Sakramentem wzmocnieni, uświęceni i jakoby przemienieni. Jak bowiem według nauki św. Augustyna przeznacza i wspiera się człowieka przez Chrzest i Kapłaństwo czy to do życia chrześcijańskiego, czy też do spełniania czynności kapłańskich, i nie pozostawia się go nigdy bez łaski sakramentalnej, tak samo prawie (lubo nie na podstawie charakteru sakramentalnego) nie mogą wierni, raz węzłem małżeńskim złączeni, nigdy być pozbawieni pomocy i węzła tego Sakramentu. Przeciwnie, noszą, jak uczy tenże sam św. Doktor, na sobie ten węzeł św., chociażby się stali cudzołożnikami, lubo już nie jako znak chwalebnej łaski, lecz jako znak zbrodni, „tak jak dusza odrzucona, odchodząc od godów połączenia z Chrystusem, nawet po utracie wiary, nie traci znaku sakramentalnego, który otrzymała w kąpieli odrodzenia(43).

Małżonkowie zaś, złotym węzłem Sakramentu nie w okowy okuci, lecz przyozdobieni, nie ubezwładnieni, lecz wzmocnieni, niech wszystkimi do tego dążą siłami, by małżeństwo ich nie tylko przez moc i znaczenie Sakramentu, lecz też przez usposobienie ich i cnotliwe życie było i pozostało na zawsze żywym obrazem owocnego bardzo związku Chrystusa z Kościołem, który jest czcigodną tajemnicą mistyczną miłości najdoskonalszej.

Jeżeli się to wszystko, Bracia Czcigodni, z baczną uwagą i żywą wiarą rozważy, jeżeli się rzuci snop światła nadprzyrodzonego na te szczytne dobra małżeństwa, na potomstwo, wierność małżeńską i sakrament, trzeba z głębi duszy podziwiać mądrość i dobroć Boga, który przede wszystkim przez czyste zjednoczenie małżeńskie tak nad wyraz wiele uczynił i dla godności oraz szczęśliwości małżonków i dla utrzymania rozmnożenia rodzaju ludzkiego.

II. PONIŻENIE MAŁŻEŃSTWA

Im chętniej rozważaliśmy niezmierną godność nieskalanego związku małżeńskiego, Wielebni Bracia, tym boleśniej przychodzi Nam patrzeć na poniżenie i powszechne sponiewieranie, jakiego w obecnych zwłaszcza czasach związek ten nieraz doznaje.

Już bowiem nie pokątnie tylko, w skrytości, lecz publicznie, z bezwstydną szczerością depcze i ośmiesza się świętość małżeństwa: żywym słowem, drukiem, w teatrach, romansach, miłosnych powieściach i satyrach, kinach, wykładach radiowych, wszelkimi w ogóle nowoczesnymi wynalazkami. Rozwody, cudzołóstwa, przeróżne występki wychwala się lub przedstawia tak nęcąco, jakby w nich grzesznego ani hańbiącego nic nie było. Ukazują się wydawnictwa, zachwalane jako naukowe, w rzeczy samej jednakże przybrane tylko w pozory naukowości, aby tym łatwiej zdobyć zaufanie czytelników. Głoszone w nich zasady podaje się za wyniki współczesnej nauki, i to nauki, starającej się o ustalenie samej tylko prawdy, a odrzucającej przestarzałe przodków przesądy. Wśród tych staroświeckich zapatrywań odrzuca ona i usuwa tradycyjne zasady chrześcijańskie o małżeństwie.

Takie poglądy zaszczepia się ludziom wszelkich warstw: bogatym i ubogim, robotnikom i pracodawcom, wykształconym i prostaczkom, samotnym i małżonkom, pobożnym i bezbożnym, dorosłym i młodzieży; dla niej sidła te szczególne są groźne, gdyż łatwiej daje się ułowić.

Nie wszyscy wszakże zwolennicy tych nowoczesnych zapatrywań posuwają się do ostatecznych krańców rozwydrzonej zmysłowości. Niektórzy stają niejako w pół drogi, sądząc, że choć w kilku punktach prawa Bożego i przyrodzonego należy poglądom współczesnym poczynić ustępstwa. Ale i oni są mniej lub więcej świadomymi wysłannikami owego wroga, który zawsze usiłuje nasiać kąkolu wśród pszenicy(44). My zaś, ustanowieni przez Ojca rodziny stróżami roli, obarczeni świętym obowiązkiem czuwania, by dobre ziarno nie zanikało wśród chwastów, przejmujemy się do głębi serca słowami, przez Ducha św. skierowanymi do Nas, słowami, którymi Paweł św. upominał umiłowanego Tymoteusza: „Ale ty czuwaj… usługiwanie twoje wypełniaj… Przepowiadaj słowo, nalegaj w czas i nie w czas: karz, proś, łaj z wszelką cierpliwością i nauką”(45).

Fałszywe zapatrywanie

A ponieważ, by podstępów wrogich uniknąć, trzeba je wpierw poznać, i ponieważ pożyteczną jest rzeczą na sidła te nieostrożnym zwrócić uwagę, nie możemy ich, chociaż wolelibyśmy haniebnych tych występków nie dotykać „jako świętym przystoi”(46), pominąć zupełnie milczeniem ze względu na dobro dusz i ich zbawienie.

Rozpocznijmy od źródeł zgubnych tych zapatrywań. Główny ich błąd polega na tym, że uważają małżeństwo za wymysł ludzki, nie za instytucję przez Stwórcę natury powołaną do bytu a przez Chrystusa Pana podniesioną do godności prawdziwego Sakramentu. W przyrodzie i jej prawach, tak mówią jedni, nie można się doszukać ani śladu małżeństwa; istnieje tam tylko zdolność rozrodcza i gwałtowny popęd, wyrywający się nieprzeparcie do zadowolenia owej siły. Inni zaś przyznają, że w naturze ludzkiej drzemią jakieś zaczątki, jakby zarodki prawdziwego małżeństwa, bez niego bowiem, bez takiego trwałego węzła, jednoczącego ludzi, i godność małżonków byłaby na szwank narażona i również naturalny cel jego: zrodzenie i wychowanie potomstwa. Niemniej i oni utrzymują, że małżeństwo samo, ponieważ poza owe zarodki wykracza, wynalazkiem jest ludzkim, dokonanym pod wpływem rozmaitych przyczyn, i wynikiem jedynie woli ludzkiej.

Jakżeż oni wszyscy błądzą! Jakże haniebnie uchybiają uczciwości! Wynika to już z wywodów Naszych w piśmie Naszym niniejszym o początku i o istocie małżeństwa, o jego celach i dobrach. Ponadto niesłychana szkodliwość tych wymysłów uwidocznia się już z wniosków, wysnutych przez samych zwolenników owych zasad. Twierdzą bowiem, że prawa, obrzędy, obyczaje, określające małżeństwo, wywodząc się jedynie z woli ludzkiej, jej też jedynie podlegają. Stąd można je i powinno się ustanawiać, zmieniać i znosić według ludzkiego upodobania i według zmiennych zapatrywań czasu. Popęd płciowy natomiast, ponieważ złożony jest w samej naturze, ograniczony być nie może i prawa jego sięgają poza małżeństwo; może przeto działać już to w małżeństwie, już to poza nim, choćby z pominięciem jego celów, jakoby nierząd kobiet lekkich obyczajów niemal tymi samymi mógł się cieszyć prawami, jak czyste macierzyństwo prawnej, małżonki.

Z takich to wychodząc zasad, posunęli się niektórzy tak daleko, że wymyślili nowe sposoby współżycia, odpowiadające rzekomo wymaganiom umysłowości i doby współczesnej. Mają to być nowe formy małżeństwa, mianowicie: małżeństwo terminowe, próbne, koleżeńskie. Przywłaszczają one sobie wszelkie prawa i przywileje małżeństwa, nie wiążąc się jednak węzłem nierozerwalnym i unikając potomstwa, chyba, że obie strony później swoje współżycie zamieniają w prawidłowe małżeństwo.

Nie brak i takich, którzy usilnie zabiegają o uzyskanie sankcji prawnej dla tych potwornych wymysłów, a przynajmniej o uwzględnienie ich w ustroju społecznym. Nie przychodzi im, zdaje się, nawet na myśl, że w dążeniach tych nie wyczuwa się tej nowszej tak zachwalanej kultury, że jest to raczej niewysłowione zepsucie, strącające narody kulturalne na barbarzyński poziom jakichś tam szczepów pierwotnych.

1. ZAPATRYWANIA NA POTOMSTWO
a. nadużycia małżeństwa

Aby już, Czcigodni Bracia, przejść do omówienia spraw, sprzeciwiających się poszczególnym dobrom małżeństwa, potrąćmy najpierw o potomstwo. Wielu ośmiela się nazywać je przykrym ciężarem małżeństwa i poleca wystrzegać się go starannie, nie przez uczciwą wstrzemięźliwość (która za zgodą obojga małżonków także w małżeństwie jest dozwolona), lecz gwałceniem aktu naturalnego. Na te zbrodnicze czyny pozwalają sobie jedni dlatego, że sprzykrzywszy sobie dzieci, zażywać pragną samej rozkoszy bez ciężarów, inni tym się zasłaniają, że ani wstrzemięźliwości zachować, ani też potomstwem obarczać się nie mogą, już to ze względu na siebie, już to na małżonkę, już też na swój stan majątkowy.

Ale niema takiej przyczyny, choćby najbardziej ważnej, która by zdołała z naturą uzgodnić i usprawiedliwić to, co samo w sobie jest naturze przeciwne. Otóż akt małżeński z natury swej zmierza, ku płodzeniu potomstwa. Działa zatem przeciw naturze i dopuszcza się niecnego w istocie swej nieuczciwego czynu ten, kto spełniając uczynek, świadomie pozbawia go jego skuteczności.

Nie dziw więc, że według świadectwa Pisma św. Bóg w majestacie swoim haniebną tę zbrodnię straszliwym swoim ścigał gniewem i niekiedy nawet ukarał śmiercią, jak o tym wspomina św. Augustyn: „Bezprawnie i haniebnie używa małżeństwa choć z własną żoną ten, kto unika potomstwa. Tak czynił Onan, syn Judy, i dlatego uśmiercił go Bóg”(47).

Ponieważ od niedawna niejedni, jawnie odstępując od nauki chrześcijańskiej, przekazanej od początku i niezłomnie zachowanej, sądzili że w obecnych czasach inną w tym przedmiocie należy głosić naukę, dlatego Kościół Katolicki, któremu sam Bóg powierzył zadanie nauczania i bronienia czystości i uczciwości obyczajów, Kościół ten, pragnąc pośród tego rozprężenia obyczajów zachować związek małżeński czystym i od tej zakały wolnym, odzywa się prze usta Nasze głośno i obwieszcza na nowo: Ktokolwiek użyje małżeństwa w ten sposób, by umyślnie udaremnić naturalną siłę rozrodczą, łamie prawo Boże oraz prawo przyrodzone i obciąża sumienie swoim grzechem ciężkim.

Upominamy zatem najwyższą swoją powagą i powodowani troską o dusz wszystkich zbawienie spowiedników i duszpasterzy, aby wiernych swoich w sprawie tego niesłychanie ważnego przykazania Bożego nie pozostawiali w błędzie. Tym bardziej upominamy ich, by sami nie zarażali się tymi zgubnymi zapatrywaniami i w sprawach tych żadną miarą nie byli pobłażliwymi. Jeślibyś zaś spowiednik albo duszpasterz jaki – broń Boże – wiernych swoich w takie błędy wprowadził, albo ich, czy to dając zezwolenie, czy też podstępnie milcząc, w nich utwierdził, niech wie, że będzie musiał Bogu Najwyższemu Sędziemu, zdać surowy rachunek z sprzeniewierzenia się powołaniu swemu, i że do niego odnoszą się słowa Chrystusowe: „Ślepi są, i wodzowie ślepych: a ślepy jeśliby ślepego prowadził obaj w dół wpadną”(48).

W obronie grzesznego używania małżeństwa zaś przytacza się często powody urojone albo przesadne – o bezwstydnych bowiem nie chcemy wspominać. Przecież dobra Matka, Kościół, zna doskonale i docenia zdrowotne względy, zagrażające życiu matki, o które tu chodzi. Któż może bez głębokiego współczucia o tym myśleć? Kogo nie ogarnia podziw najwyższy na widok matki, w bohaterskim poświęceniu gotowej iść na niechybną niemal śmierć, byle ocalić życie dziecka, spoczywającego pod jej sercem? Jej cierpienia, poniesione w bezwzględnym spełnieniu obowiązku naturalnego Bóg jedynie w przebogatym zmiłowaniu swoim będzie mógł wynagrodzić i dać doprawdy miarę nie tylko natłoczoną, ale opływającą(49).

Wie również doskonale Kościół Święty, że nieraz jedna strona znosi raczej aniżeli popełnia grzech, zezwalając z ważnego na ogół powodu, wbrew własnej woli, na naruszenie właściwego porządku. Strona ta jest w takim wypadku bez winy, byleby nie zapomniała o obowiązku miłości bliźniego i drugą stronę starała się od grzechu powstrzymać. Nie można i tych małżonków pomawiać o występek przeciw porządkowi przyrodzonemu, którzy z praw swoich w naturalny i prawidłowy sposób korzystają, chociaż się już potomstwa spodziewać nie mogą dla powodów naturalnych czy to wieku, czy też innych jakichś ułomności. Małżeństwo bowiem i używanie go obejmuje jeszcze drugorzędne cele, jak wzajemną pomoc, wzajemną miłość i uśmierzanie pożądliwości. Do tych celów wolno małżonkom dążyć, jeśli tylko przestrzegają prawidłowości owego aktu i podporządkowują go celowi pierwszemu.

Wielce też wzruszają Nas skargi owych małżonków, którzy srogim niedostatkiem dotknięci, z trudem ledwie dzieci wyżywić mogą.

Należy się jednak mieć na, baczności, by opłakany stan majątkowy nie stał się przyczyną jeszcze bardziej opłakanych błędów. Niema bowiem takich trudności, które by mogły znieść prawomocność przykazań Bożych, zabraniających czynów złych z swej istoty. W jakichkolwiek okolicznościach małżonkowie mogą zawsze za łaską Bożą w stanie swoim żyć uczciwie i czystość małżeńską zachować bez owych niecnych występków. Niezachwianie bowiem trwa prawda nauki chrześcijańskiej, orzeczona przez urząd nauczycielski Soboru Trydenckiego: „Niech nikt nie przychyla się do owego zuchwałego zdania, odrzuconego przez Ojców pod groźbą wyklęcia, że człowiek usprawiedliwiony przykazań Bożych przestrzegać nie może. Bóg bowiem rzeczy nie możliwych nie nakazuje, a nakazując coś, upomina, abyś czynił, co zdołasz, uprosił sobie, czego nie zdołasz, a On pomoże, byś zdołał”(50). Tę samą prawdę ponownie i uroczyście ogłosił i zatwierdził Kościół, potępiając kacerstwo Jansenjusza, który dobroć Boga bluźnierczo zaczepić się ośmielił twierdzeniem: „Niektóre przykazania Boże przerastają obecne siły ludzi, pragnących i usiłujących je spełnić w stanie usprawiedliwienia: brak im również łaski, dzięki której przykazania stałyby się wykonalnymi”(51).

b. Zamach na życie dziecka (indykacje)

Wspomnieć musimy, Czcigodni Bracia, o innej jeszcze zbrodni, zagrażającej życiu dziecka, znajdującemu się w łonie matki. W tej sprawie pragną jedni decyzję uzależnić od woli ojca albo matki. Inni znów chcą na ten zabieg wówczas tylko zezwolić, jeśli zachodzą wyjątkowo ważne powody, które nazywają indykacja lekarską, społeczną, czy eugeniczną. Wszyscy domagają się, aby państwowe ustawy karne, ścigające zamach na życie dziecięcia w łonie matki, indykacje ich (nie wszyscy bronią tej samej) uznały i karami nie okładały. Żąda się nawet tu i ówdzie, by władze publiczne wzięły w ręce swoje wykonanie tej śmiercionośnej operacji, co jak to niestety wszystkim wiadomo, gdzie indziej się dzieje.

W sprawie „indykacji lekarskiej lub terapeutycznej” – by użyć tych określeń – wyraziliśmy już, Czcigodni Bracia, głębokie swoje współczucie dla takiej matki, której spełnieniu obowiązku naturalnego zagrażają choroby a nawet śmierć. Lecz jakiż kiedykolwiek przytoczyć można powód dla usprawiedliwienia zamierzonego zabójstwa niewinnego dziecięcia? A przecież o to tu chodzi. I czy ono godzi w życie matki, czy w życie dziecka, zawsze sprzeciwia się przykazaniu Bożemu i głosowi przyrodzonemu: „Nie zabijaj”(52). Życie dziecięcia tak samo święte, jak życie matki. Stłumić go nikt, nawet państwo, nigdy nie będzie miało prawa. Niedorzecznie bardzo przywodzi się przeciw tym niewinny istotom prawo miecza, gdyż ono obejmuje jedynie winnych. Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem)?). Niema też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu.

Wywody te zgadzają się zupełnie z ostrymi wyrzutami, wygłoszonymi przez Biskupa hippońskiego przeciw małżonkom, którzy usilnie wystrzegają się potomstwa, a gdy się zawiodą, zbrodniczo je niszczą. Pisze bowiem: „Rozpustne to okrucieństwo albo raczej okrutna rozpusta zapędza się nieraz tak daleko, że używa trucizn przeciw zapłodnieniu, a gdy zawiodą, niweczy jakimiś środkami poczęty płód w łonie i spędza go. Wolą tacy ludzie, by potomstwo już ginęło, nim jeszcze żyć zaczęło, lub, gdy już było w żywocie, wolą je zabić, niż mu pozwolić ujrzeć światło. Jeśli oboje są takimi, nie są małżonkami, a jeśli od początku takimi byli, współżycie ich nie było małżeństwem, lecz nierządem. Jeśli zaś nie oboje są takimi, powiem wprost: albo ona jest poniekąd nałożnicą męża, albo on cudzołoży z żoną swoją”(53).

Wolno natomiast i powinno się mieć na względzie to wszystko, co przemawia za indykacja społeczną i eugeniczną, byleby się to osiągało środkami dozwolonymi, uczciwymi i w słusznych granicach. Chcieć wszelako zabójstwem niewinnych zaradzić owym koniecznościom, na których owe indykacje polegają, byłoby niemądrą i przeciwną przykazaniu Bożemu, wypowiedzianemu słowy Apostoła. „Nie mamy czynić złych rzeczy, aby przyszły dobre”(54).

W końcu nie powinny rządy i ciała ustawodawcze o tym zapominać, że to ich obowiązek stanąć za pomocą odpowiednich ustaw i kar w obronie życia niewinnych. Obowiązek ten jest tym pilniejszy, im mniejsza możliwość samoobrony u tych, których życie jest zagrożone i zwalczane. Do nich zaliczyć należy przede wszystkim dzieci w łonie matki. Jeśli zatem władze państwowe owych maleństw nie tylko nie bronią, lecz ustawodawstwem swoim i zarządzeniami na te zabiegi się godzą i maleństwa owe w ten sposób wydają w ręce lekarzy i innych osób na śmierć pewną, niech pamiętają o tym, że Bóg jest sędzią i mścicielem .krwi niewinnej, wołającej z ziemi do nieba”(55).

Odrzucić w końcu należy pewne dążenia, odnoszące się bezpośrednio do przyrodzonego prawa człowieka w sprawie jego małżeństwa, lecz pozostające także w związku z dobrem potomstwa. W przesądnej trosce o cele eugeniki, nie ograniczają się niektórzy do udzielania higienicznych wskazówek, jak najlepiej zapewnić zdrowie i rozwój fizyczny potomstwa – co się zdrowemu rozumowi nie sprzeciwia, – lecz stawiają względy eugeniczne ponad wszystkie inne, nawet wyższego urzędu cele małżeństwa. Domagają się zatem, by zawarcie małżeństwa z urzędu zabronionym było tym wszystkim, którzy według zasad i przewidywań naukowej eugeniki przez dziedziczność ułomne i upośledzone mieć będą potomstwo, choćby sami bez wszystkiego małżeństwo mogli zawrzeć. Mało jeszcze. Mocą ustawy mają, nawet wbrew własnej woli, przez przebieg lekarski pozbawieni być swej naturalnej siły rozrodczej. Zabiegu takiego nie wolno dokonać ani z wyroku sądowego za karę jakichś ich zbrodni, ani dla zapobieżenia przyszłym ich przestępstwom. Przypisywanie takiego prawa władzy świeckiej sprzeciwia się wszelkiemu prawu Bożemu i ludzkiemu i nigdy go ta władza nie miała ani podług sprawiedliwości mieć nie może.

Wyznawcy takich poglądów niesłusznie zapominają o tym, że rodzina jest rzeczą ważniejszą, niż Państwo, że ludzie nie tyle dla ziemi i doczesności się rodzą, ile dla nieba i wieczności. A jeśli chodzi o ludzi, sposobnych skądinąd do małżeństwa, którzy mimo wszelkiej zapobiegliwości i starań prawdopodobnie ułomne tylko zrodzą potomstwo, nie wolno ich winić za zawieranie małżeństwa, lubo z drugiej strony często im małżeństwo odradzać się powinno.

Państwu nie przysługuje żadna bezpośrednia władza nad ciałem podwładnych. Jeśli niema winy i tym samem powodu do kary cielesnej, nie wolno mu naruszyć całości ciała albo go kaleczyć, ani ze względów eugeniki ani z innych jakichkolwiek powodów. Takaż jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Roztrząsając zagadnienie, czy sędziom dla zapobieżenia złemu w przyszłości wolno kogoś ukarać, zezwala na to, jeśli chodzi o jakieś inne kary, ale zupełnie słusznie przeczy, jeśli chodzi o kaleczenie ciała: „Sądom ludzkim nie przysługuje nigdy prawo wymierzenia komuś niewinnemu kary cielesnej, czy to śmierci, czy kaleczenia, czy chłosty”(56).

Jest to zresztą nauką chrześcijańską i także wynikiem ludzkiego rozumowania, że poszczególny człowiek częściami swego ciała tylko do tych celów rozporządza, do których przez przyrodę są przeznaczone. Nie można ich niszczyć lub kaleczyć lub w jaki inny sposób udaremniać naturalnego ich przeznaczenia, chyba że tego wymaga zdrowie ciała całego.

2. PRZECIW WIERNOŚCI MAŁŻEŃSKIEJ
a. w ogóle

Przechodzimy teraz do drugiego zespołu błędów zapatrywań, do błędów przeciw wierności małżeńskiej. Każdy grzech przeciw potomstwu jest w rzeczy samej także w jaki bądź sposób grzechem przeciw wierności małżeńskiej, ponieważ oba te dobra złączone są ze sobą. Poza tym jednak trzeba by jeszcze osobno wyliczyć tyle błędów i spaczeń wierności małżeńskiej, ile ta wierność właśnie obejmuje cnót domowych. Są niemi: nieskalana wzajemna wierność małżonków, podporządkowanie się żony wobec męża w sprawach godziwych, stała w końcu wzajemna miłość między małżonkami.

Wierność zatem podrywają naprzód ci, którzy sądzą, że można zgodzić się na uznanie owych nowożytnych poglądów i obyczajów, dopuszczających fałszywe i wcale nie bezgrzeszne przyjaźnie z osobami trzecimi, a poza tym gotowi są przyznać małżonkom w owych przyjaźniach na swobodniejsze uczucia i nieskrępowanie się w stosunkach towarzyskich. Wymagania te (jak sądzą) są tym bardziej uzasadnione, że według nich wielu ludzi odznacza się tak gwałtownym popędem płciowym, że się w ciasnych granicach jednego małżeństwa zadowolić nie mogą. Bogobojnych zatem małżonków surowe poglądy, nie pozwalające na żadne zmysłowe uczucia i czyny z innymi osobami nazywają staroświeckimi przesądami, lub niską, pospolitą zazdrością. Pragną więc, by istniejące ustawy karne, zabezpieczające wierność małżeńską, pozbawiono mocy prawnej i zniesiono.

Szlachetni i uczciwi małżonkowie z obrzydzeniem odwracają się instynktownie od takich marnych i niecnych pomysłów. Naturalny ten odruch zdrowego poczucia znajduje nadto potwierdzenie w przykazaniu Bożym: „Nie będziesz cudzołożył”(57) i w słowach Chrystusowych: „Wszelki, który patrzy na niewiastę, aby jej pożądał, już ja zcudzołożył w sercu swoim”(58). Żadne zwyczaje towarzyskie, żadne przykłady przewrotności, żadne postępy cywilizacji tego przykazania Bożego zmienić nie mogą. Jak bowiem jeden i ten sam „Jezus Chrystus wczoraj, i dziś: ten i na wieki”(59), tak też trwa niezmiennie jedna nauka Chrystusowa, z której ani jedna kreska nie zaginie, aż się wszystko spełni(60).

b. emancypacja niewiast

Ci sami nauczyciele fałszu, którzy słowem i pismem zaciemniają blask małżeńskiej wierności i czystości, podkopują także wierne i godziwe podporządkowanie się żony wobec męża. Wielu z nich przezywa posłuszeństwo małżonki zuchwale niegodnym niewolnictwem. Obu małżonkom równe rzekomo przysługują prawa, a że wskutek tego niewolnictwa jednej strony prawa są umniejszone, z wielką pewnością siebie obwieszczają emancypację niewiast, po części już dokonaną, po części na dokonanie czekającą. Emancypacja ta jest potrójna i odnosi się do zarządzania domem, zarządzania majątkiem i zapobiegania i spędzenia płodu; nazywają ją emancypacją społeczna, gospodarcza, i fizjologiczna. Emancypacja fizjologiczna polega na tym, że niewiasty, gdy sobie tego życzą, wolne być mają od obowiązków małżonki, a więc małżeńskich i macierzyńskich (a wykazaliśmy już dostatecznie, że tego nie można zwać emancypacją, lecz zbrodnią przewrotną). Gospodarcza zaś emancypacja dąży do tego, by żona bez wiedzy i wbrew woli męża swobodnie mogła swoimi zająć się interesami, prowadzić je i niemi zarządzać, z uszczerbkiem oczywiście dla dzieci, męża i całej rodziny. Społeczna emancypacja na tym się zasadza, żeby żona, wolna od zajęć domowych już to około dzieci, już też około rodziny, swoim własnym mogła żyć życiem i również publicznym się urzędom i obowiązkom poświęcać.

Nie w tym wszakże mieści się prawdziwa emancypacja niewiasty i owa rozumna oraz pełna godności wolność, odpowiadająca dostojnemu stanowisku chrześcijańskiej matki i żony; jest raczej wypaczeniem kobiecego charakteru i macierzyńskiej godności oraz zburzeniem całej rodziny. Przez nią traci mąż żonę, dzieci matkę, dom i rodzina cała czujnego zawsze stróża. Doprawdy fałszywe to wyzwolenie i nienaturalne zrównanie z mężem jest raczej zgubą niewiasty. Stąpiwszy bowiem z iście królewskiego tronu w obrębie domu, na który Ewangelia kobietę wyniosła, popadnie owa kobieta rychło z powrotem w dawną niewolę (może mało widoczną, niemniej jednak rzeczywistą) i będzie znowu tym, czym była w pogaństwie: zabawką mężczyzny.

Równouprawnienia, o którym się z taką przesadą mówi i o które się tak głośno woła, gdzie indziej szukać należy. Stanowi je uznanie wartości osoby i godności ludzkiej i także prawa z istoty małżeństwa wynikające. Tu bowiem oboje małżonkowie równym cieszą się prawem, jako też równe mają obowiązki. Poza tym zaś powinna panować nierówność pewna i podporządkowanie się jednej strony wobec drugiej. Tego domaga się dobro rodziny oraz konieczna jedność i stałość oraz ład społeczności rodzinnej.

Tam zaś, gdzie wskutek przekształcenia życia gospodarczego także społeczne i gospodarcze warunki zamężnej niewiasty pewnym uległy zmianom, władze publiczne powinny prawa małżonek dostosować do warunków i potrzeb współczesnych, uwzględniając wszakże wrodzoną psychiczną odrębność niewiasty, czystość obyczajów i wspólne interesy całej rodziny. Nie wolno także nadwerężać zasadniczego ustroju społeczności rodzinnej. Nie założył jej autorytet ludzki, lecz autorytet nadludzki, Boży, i Boża mądrość. Ani ustawy państwowe, ani widzimisię jednostek ustroju tej społeczności zmienić nie mogą.

Nowożytni nieprzyjaciele małżeństwa posuwają się jeszcze dalej. Wzajemną trwałą miłość, podstawę szczęścia małżeńskiego i źródło najgłębszej radości zastępują jakąś przypadkową harmonią usposobienia i równością charakteru; nazywają to sympatią. Z zanikaniem sympatii rozluźnia i rozpada się jednocześnie to stadło, które tylko stało sympatią. Czyż takie związki będą czymś innym, jak wznoszeniem domu na piasku? Kiedy nadejdzie burza nieszczęść, zachwieje się dom i runie według słów Chrystusa: „I powiały wichry i uderzyły na ów dom, i upadł i był upadek jego wielki”(61). Dom natomiast na opoce wzniesiony, tj. na wzajemnej miłości małżonków i na rozważnej i trwałej jednomyślności dusz, nie poruszy się pod nawałnicą, a tym mniej nie runie.

3. PRZECIW SAKRAMENTOWI MAŁŻEŃSTWA

W dotychczasowych wywodach. Czcigodni Bracia, staliśmy w obronie dwóch pierwszych, nader cennych dóbr małżeństwa, którym obecni burzyciele porządku społecznego wojnę wydali. Ponieważ zaś trzecie dobro, sakramentalność małżeństwa, tamte znacznie przewyższa, nie dziw, że przeciw tej godności szczególnie zwracają się zaczepki przeciwników. Twierdzą więc najpierw, że małżeństwo, to rzecz ściśle świecka i ludzka, nie podlega zatem żadną miarą władzy zrzeszenia religijnego, Kościoła Chrystusowego, lecz tylko społeczeństwu świeckiemu. Powtóre znoszą nierozerwalność związku małżeńskiego, pozwalając nie tylko na rozejście się małżonków, czyli na rozwody, lecz pragną nawet dać tym rozwodom moc prawną. Następstwem będzie w końcu to, że małżeństwo obrane ze swego charakteru świętego, stoczy się do rzędu spraw czysto świeckich i ludzkich.

a. małżeństwo rzekomo rzecz zupełnie świecka

Na poparcie pierwszego twierdzenia wywodzą, że akt cywilny uważać należy za właściwy kontrakt małżeński (nazywają to ślubem cywilnym). Akt religijny jest tylko pewnym uzupełnieniem tamtego i można go chyba nieoświeconemu i zabobonnemu pozostawić ludowi. Następnie przyznają katolikom prawo zawierania małżeństw z niekatolikami bez jakichkolwiek zastrzeżeń, bez względu na przepisy religii i bez zezwolenia władzy kościelnej. Punkt drugi dotyczy rozwodów: tłumaczą je, podnoszą i popierają ustawodawstwo, im sprzyjające.

Religijny charakter związku małżeńskiego, a w szczególności chrześcijańskiego sakramentu małżeństwa, obszernie omawia i uzasadnia w swej Encyklice Leon XIII. Już często powoływaliśmy się na to orędzie i godzimy się na nie wyraźnie. Do niego przeto odsyłamy i niektóre tylko myśli ponownie poruszamy.

Święty i religijny charakter naturalnego już małżeństwa poświadczają dostatecznie: sama myśl ludzka, najdawniejsze źródła historyczne, nieprzerwana świadomość ludzkości, zwyczaje i obyczaje wszystkich narodów. „Religijny ten pierwiastek nie jest z zewnątrz narzucony, lecz wrodzony, nie od ludzi przyjęty, lecz przez naturę wszczepiony”, gdyż „Bóg małżeństwa jest twórcą i już od samego początku ono było niejako odblaskiem wcielenia Słowa Bożego”(62). Święty ten charakter małżeństwa, który ściśle się łączy z religią i porządkiem spraw świętych, wywodzi się najpierw z wspomnianego już pochodzenia swego od Boga. Następnie z celu małżeństwa: ma ono dla Boga zrodzić i wychowywać potomstwo i także samych małżonków wieść do Boga drogą miłości chrześcijańskiej i wzajemnego poparcia. W końcu z wykonania samych naturalnych czynności małżeństwa; jest ono według zamiarów najmędrszego Boga, Stwórcy, środkiem dla przekazywania życia, przy czym rodzicom przypadło być szafarzami wszechmocy Bożej. Dodać na koniec jeszcze należy nową godność, którą małżeństwo otrzymało przez Sakrament. Owiane jest przez to takim dostojeństwem, wyniesione na taką wyżynę, że się Apostołowi przedstawia jako „wielka tajemnica”, „czcigodna… nade wszystko”(63).

Skoro więc małżeństwo posiada charakter religijny, skoro związek małżonków podobny jest do świętego związku, łączącego Chrystusa z Kościołem, narzeczeni winni mieć chrześcijański stan małżeński w świętem poważaniu i starać się pobożnie, by związek, w który wstąpić zamierzają, był jak najbardziej podobny do owego prawowzoru.

Uchybiają ciężko przeciw temu obowiązkowi, nieraz nawet z narażeniem wiecznego swego zbawienia, ci, którzy lekkomyślnie i bez słusznych przyczyn zawierają małżeństwa mieszane. Kościół, powodując się miłością i kierując przezornością, dla ważnych nader przyczyn powstrzymuje wiernych swoich od takich związków, o czym świadczą liczne orzeczenia, zebrane w całość w owym przepisie Kodeksu, zawierania małżeństwa dwóch osób ochrzczonych, z których jedna jest katolicka, druga wyznania innowierczego lub schizmatyckiego; gdyby jednak zagrażało niebezpieczeństwo odszczepieństwa stronie katolickiej lub potomstwa, małżeństwo takie także prawem Boskim jest zakazane”(64). Chociaż Kościół niekiedy, licząc się z warunkami czasów, stosunków i osób (bez naruszenia wszakże prawa Bożego i usunąwszy, o ile można, przez pewne gwarancje niebezpieczeństwo odszczepieństwa) od tych ostrych przepisów udziela dyspensy, rzadko tylko strona katolicka z małżeństwa takiego nie odnosi jakiejś szkody.

Stąd smutny objaw, że dzieci z małżeństw mieszanych często odwracają się od wiary lub co najmniej niesłychanie szybko popadają w obojętność religijną, tzw. indyferentyzm, skąd już tylko jeden krok do niedowiarstwa i zupełnej bezreligijności. Poza tym w mieszanych małżeństwach wiele trudniej o owo urabianie dusz, które ma być odbiciem wspomnianego mysterium, łączącego w tajemniczy sposób Chrystusa z Kościołem.

Zbyt łatwo też ginie owa ścisła łączność i społeczność dusz, która jako wybitnym jest znamieniem Kościoła Chrystusowego, tak chrześcijańskiego związku winna być znakiem, ozdobą i chlubą. Zrywają się bowiem lub co najmniej rozluźniają węzły wewnętrzne tam, gdzie w sprawach ostatecznych i najwyższych, które człowiek uwielbia, mianowicie w wierze i życiu religijnym, rozbieżne panują poglądy i dążenia. Wskutek tego dalsze grożą niebezpieczeństwa: zanika wzajemna miłość małżonków, uchodzą z ogniska domowego zgoda i szczęście, które w szczególniejszy sposób płyną z serc jednomyślności. Wszak tyle wieków już temu orzekło prawo rzymskie: „Małżeństwo jest związkiem mężczyzny z niewiastą, jest wspólnością całego życia i uczestnictwem praw Bożych i ludzkich”(65).

b. rozwody

Wspomnieliśmy już, Czcigodni Bracia, że największą przeszkodę dla upragnionego przez Chrystusa Odkupiciela odnowienia i udoskonalenia małżeństwa stanowi wzmagająca się co dzień łatwość w uzyskaniu rozwodów. Owszem, zwolennicy nowopogańskiego poglądu na świat, nie pouczeni smutną rzeczywistością, z dnia na dzień zawzięcie nacierają na świętą nierozerwalność małżeństwa i na ustawodawstwo nad nią czuwające. Cel, do którego dążą, jest uchwalenie dopuszczalności rozwodów i zastąpienie przestarzałego ustawodawstwa nowym, bardziej ludzkim.

Przeróżne i liczne przytaczają powody w obronie rozwodów. Jedne wynikające z wad lub win ludzkich, drugie wypływające ze stosunków wewnętrznych (tamte nazywają podmiotowymi, te zaś przedmiotowymi), poza tym wszystko to, co wspólne życie rodzinne utrudnia i uprzykrza. Słuszność tych powodów i pożądanych ustaw pragną udowodnić w przeróżny sposób. Najpierw ze względu na dobro obojga małżonków: jeśli jedna strona jest bez winy, skorzystać może z prawa opuszczenia strony winnej, a jeśli zawiniła ciężko, może być wyłączona ze związku, dla drugiej strony wstrętnego i wymuszonego. Inny powód przytacza się ze względu na dobro dzieci, które albo całkiem nie doznają prawidłowego wychowania, albo u których wychowanie będzie bezskuteczne z tego powodu, że zgorszone waśniami rodziców lub innym jakimś złym przykładem, zbyt łatwo schodzą z drogi uczciwości. Ostatnim powodem ma być ogólne dobro społeczeństwa, które wymaga zniesienia tych małżeństw, które naturalnego swego zadania spełnić już nie mogą. Poza tym ustawy winny udzielać rozwodów dla zapobiegania przestępstwom, których słusznie obawiać się należy wskutek dobrowolnego czy wymuszonego współżycia oraz by nie wystawiać coraz bardziej na pośmiewisko sądów i powagi ustaw; małżonkowie bowiem, celem uzyskania upragnionego rozwodu, dopuszczają się umyślnie zbrodni, dla których sędzia w myśl ustaw małżeństwo rozwiązać może, albo kłamią zuchwale przed sędzią, dobrze stan rzeczy rozumiejącego, że przestępstw owych się dopuścili i potwierdzają to krzywoprzysięstwem. Stąd bredzi się, że należy koniecznie ustawodawstwo do takich konieczności, do nowych warunków, do opinii publicznej, do stosunków i obyczajów nowoczesnych państw dostosować. Każdy z tych powodów z osobna, tym bardziej zaś razem wzięte mają niezbicie przemawiać za koniecznością rozwodów.

Inni posunęli się z podziwu godną czelnością jeszcze dalej i rozumują: ponieważ małżeństwo jest układem czysto prywatnym, podlegać powinno jak każda inna umowa prywatna wyłącznie rozstrzygnięciu i woli obu stron układających się, które z jakiejkolwiek przyczyny małżeństwo rozwiązać mogą.

Wszelako, Czcigodni Bracia, naprzeciw tym szalonym pomysłom stoi niewzruszenie owo przykazanie Boże, przez Chrystusa w całej rozciągłości potwierdzone, którego żadne ustawy ludzkie, żadne narodów uchwały ani ustawodawcy wola obalić nie mogą: „Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza”(66). Gdyby zaś człowiek bezprawnie to rozłączał, byłoby to zupełnie bez znaczenia. Słusznie więc, jak tylokrotnie widzieliśmy, zapewnił Chrystus sam: „Wszelki, który opuszcza żonę swą, a drugą pojmuje, cudzołoży: a kto od męża opuszczoną pojmuje, cudzołoży”(67). A słowa Chrystusowe odnoszą się do każdego małżeństwa, nawet do czysto naturalnego; każdemu bowiem małżeństwu prawdziwemu przysługuje owa nierozerwalność, która, o ile chodzi o rozwiązanie węzła, wyjęta jest z pod uznania stron i z pod wszelkiej władzy świeckiej.

Na pamięć przywieść należy jeszcze uroczyste orzeczenie, które Sobór Trydencki pod karą wyklęcia w ten sposób potępił: „Jeśliby ktoś twierdził, że z powodu kacerstwa albo przykrego pożycia albo umyślnego oddalenia się od żony węzeł małżeński rozerwany być może, niech będzie wyklęty”(68): I dalej: „Jeśliby ktoś twierdził, że Kościół się myli, kiedy nauczał i naucza, że według nauki Ewangelii i apostołów węzeł małżeński z powodu cudzołóstwa jednej strony rozerwanym być nie może i że druga strona, choćby niewinna, która powodu do cudzołóstwa nie dała, za życia drugiej strony innego małżeństwa zawrzeć nie może, dalej, że dopuszcza się cudzołóstwa, kto niewierną zwalnia i bierze inną, że także ta się dopuszcza cudzołóstwa, co męża opuściwszy, za innego wychodzi: niech będzie wyklęty”(69).

Nie mylił się Kościół i nie myli się tak nauczając. Jest zatem rzeczą zupełnie pewną, że węzeł małżeński, nawet z powodu cudzołóstwa rozerwanym być nie może. Z tego wynika niewątpliwie, że wszelkie inne powody, słabsze jeszcze, zwykle na korzyść rozwodów przytaczane, mniej jeszcze mają wagi i pominięte być mogą.

Poza tym nietrudno o odparcie owych trzech zarzutów powyżej przeciw nierozerwalności węzła małżeńskiego wysuniętych Wszystkie owe przykre skutki można powściągnąć a niebezpieczeństwa usunąć, gdy się w takich beznadziejnych wypadkach zezwala małżonkom na rozejście niezupełne, tj. takie, że węzeł pozostaje cały i nienaruszony. Takie rozłączenie przewiduje prawo kościelne zupełnie wyraźnie w przepisach tyczących się separacji od łoża, stołu i mieszkania(70). Ustalenie wszystkich warunków takiej separacji, przyczyn, sposobów dokonania i zastrzeżeń, które by zapewniły wychowanie potomstwa i całość rodziny, oraz które by w miarę możliwości uwzględniały wszystkie trudności wypływające bądź dla małżonków, bądź dla potomstwa, bądź wreszcie dla społeczeństwa, wszystko to zależy jedynie od prawa kościelnego, do zakresu zaś prawa świeckiego należą jedynie spraw tych skutki cywilne.

Wszelkie wyżej przytoczone względy, przemawiające za zupełną nierozerwalnością małżeństwa, posiadają moc dowodową i tam, gdzie chodzi o wykluczenie potrzeby i możności rozwodzenia się, i tam, gdzie odmawia się jakiejkolwiek władzy ziemskiej udzielania rozwodu. Ile bowiem korzyści płynie z nierozerwalności małżeństwa, tyleż na odwrót wynika nieszczęść z rozwodów, zgubnych niewypowiedzianie dla jednostek i całej społeczności ludzkiej.

„Następnie zaś, że użyjemy znowu słów poprzednika Naszego, trudno opisać, jak wiele wartości zawiera w sobie trwały węzeł małżeński, a jak wielki posiew złego dojrzewa z rozwodów. Tu bowiem, gdzie zasadę nierozerwalności małżeństwa zachowano, widzimy związki małżeńskie szczęśliwe w swej stałości i utwierdzeniu, tam gdzie małżonkowie się rozwodzą lub przynajmniej mają możność rozwiedzenia się, związki ich stają się niepewne albo niepokój i podejrzenia ich dręczą. Tu panuje wzajemna życzliwość i zespolenie wszelkich dóbr przedziwnie utwierdzone, tam z samej możności rozejścia się wynika opłakane ich rozpadanie. Tu zapewnione są najskuteczniejsze pomoce dla zachowania czystej wierności małżeńskiej, tam zaś pojawiają się zgubne pobudki niewierności. Tu zabezpieczona sprawa narodzenia, opieki i wychowania dzieci, tam wszystko zagrożone w swym istnieniu. Tu w wieloraki sposób przecięta sposobność do kłótni między rodzinami i krewnymi, tam jak najczęściej powstają okazje do niezgody. Tu z łatwością zarodki sporów mogą być stłumione, tam rozsiewa się je obficie. Tu przede wszystkim godność i obowiązki niewiasty tak w życiu rodzinnym jak i społecznym są jej szczęśliwie przywrócone zupełnie, tam niegodnie są podeptane, przy czym żony narażają się na niebezpieczeństwo, że je mężowie opuszczą, gdyby nie chciały się poddać ich lubieżności”(71).

A ponieważ, jak już pełnymi powagi słowy Leona XIII kończyć będziemy, „do obalenia potęgi społeczeństw nic tak się nie przyczynią jak zepsucie moralne, przeto łatwy stąd wniosek, że rozwody są największym wrogiem poszczególnych rodzin i państw całych. Rodzą się one ze skażonych obyczajów społeczeństwa i jak praktyka życia to stwierdza, otwierają dostęp do najgorszych zboczeń w życiu jednostek i społeczeństw. O wiele większym jeszcze okaże się to zło, skoro się zważy, że przyjąwszy raz zasadę możliwości rozwodów na przyszłość, nie zdoła się narzucić żadnych więzów, które by zdołały utrzymać tę możliwość w pewnych wprzód przewidzianych granicach. Bez wątpienia wielką jest moc przykładu, ale, większa jeszcze siła namiętności. To też pod wpływem tych pobudek niechybnie dojdzie do tego, że żądza rozwodzenia się z dnia na dzień coraz bardziej rozrastać się będzie i pochłonie przeliczne dusze, jak choroba roznoszona przez zarazę, albo nurt wody wzbierający po przerwaniu tam”(72).

Stąd, jak czytamy w tej samej Encyklice, „jeżeli te dążenia się nie zmienią, to nieustannie lękać się będą musiały poszczególne rodźmy i cała ludzkość, żeby się nie popaść nędznie bardzo… w zamęt i rozprężenie wszelkiego ładu”(73). A jak bardzo sprawdza się ta przepowiednia, wypowiedziana już przed pięćdziesięciu laty, widać z rosnącego z dnia na dzień zepsucia moralnego i niesłychanego wypaczenia życia rodzinnego w opanowanych przez komunizm krajach.

III. ŚRODKI ODNOWIENIA MAŁŻEŃSTWA

Podziwialiśmy dotąd, Czcigodni Bracia, z uwielbieniem zarządzenia najmędrszego Stwórcy i Zbawiciela rodu ludzkiego o małżeństwie, bolejąc jednocześnie nad tym, że ludzkie namiętności, błędy i występki niweczą i w pogardę podają dziś powszechnie tak zbawienne zamierzenia Bożej Dobroci. Godzi się więc, byśmy z ojcowską niejako troskliwością zastanowili się nad odnalezieniem odpowiednich środków, które by usunęły zgubne nadużycia przez Nas napiętnowane i przywróciły małżeństwu należne mu poszanowanie.

1. POWRÓT DO IDEI BOŻEJ MAŁŻEŃSTWA

Ku temu nasamprzód przywołać sobie należy na pamięć oczywistą ową prawdę, uznaną przez zdrową filozofię, a nie mniej przez świętą teologię: cokolwiek odchyliło się od przepisanego porządku, tym tylko sposobem dojdzie na nowo do pierwotnego i przyrodzonego stanu, że wróci do boskiej normy, która (jak uczy Doktor Anielski)(74) jest wzorem wszelkiej prawości. Podkreślił to słusznie przeciw naturalistom ś. p. poprzednik Nasz Leon XIII tymi bardzo doniosłymi słowy: „Prawo to Opatrzności Bożej, że urządzenia Boże i przyrodzone tym okazują się dla nas pożyteczniejsze i zbawienniejsze, im więcej trwają nieskażone i niezmienione w nadanym sobie stanie; wiedział bowiem dobrze twórca wszechrzeczy, Bóg, co przyczynia się do ich ustroju i zachowania i tak je wolą swą i myślą uporządkował, żeby każda z nich cel swój należycie osiągała. Jeśli jednak zuchwalstwo i przewrotność ludzi zmienić i zamącić chce porządek rzeczy opatrznościowo ustalony, wtedy najmędrsze nawet i najpożyteczniejsze urządzenia poczynają szkodzić, albo przestają korzyść przynosić, bo albo przez zmianę utraciły moc pomagania, albo Bóg sam takie nałożyć chciał kary na pychę i zuchwałość śmiertelnych”(75). Aby więc w sprawach małżeńskich wrócił ład należyty, powinni wszyscy myśl Bożą o małżeństwie rozpatrzyć i do niej starannie się stosować.

2. ULEGŁOŚĆ WOLI BOŻEJ, POBOŻNOŚĆ I PRAKTYKI RELIGIJNE

Ponieważ jednak dążeniu temu przeciwstawia się pociąg nieopanowanej zwłaszcza pożądliwości, która z pewnością najgłówniejszą jest przyczyną wszelkich grzechów przeciw uświęconym prawom małżeńskim, ponieważ dalej człowiek namiętności swych poskromić nie zdoła, zanim przed Bogiem się nie ukorzy, dlatego o to przede wszystkim według porządku przez Boga ustalonego zabiegać należy. Niewzruszone to bowiem prawo, że kto Bogu ulega, opanować może za pomocą łaski Bożej i namiętności i pożądliwości; kto natomiast przeciw Bogu się buntuje, odczuwa boleśnie wewnętrzną rozterkę, żarem namiętności wznieconą. Ile w takim porządku rzeczy jest mądrości, wyjaśnia św. Augustyn: „Słuszna bowiem, by rzecz niższa podlegała wyższej; by ulegał wyższemu, kto pragnie, żeby, co niższe jest, jemu podlegało. Uznaj kolejność, szukaj pokoju! „Ty podległy Bogu, tobie podległe ciało. Co sprawiedliwszą? Co piękniejszą? Ty podległy możniejszemu, podlejsze podległe tobie: służ Temu, który cię stworzył, aby tobie służyło, co stworzone jest dla ciebie. Nie uznajemy bowiem, ani nie zalecamy takiej kolejności: Tobie podległe ciało, a ty podległy Bogu! lecz: Ty podległy Bogu, a tobie, podległe ciało! Jeżeli zatem za nic masz zasadę, Ty podległy Bogu, nigdy nie uzyskasz, by tobie podlegało ciało. Jeśli nie podlegasz Bogu, znęca się nad tobą niewolnik”(76).

Ten boskiej Mądrości porządek zaświadcza z natchnienia Ducha świętego sam przechwalebny Nauczyciel Narodów; kiedy bowiem wspomina o dawnych mędrcach, którzy poznanego z trudem przez siebie Stwórcy wszechświata uwielbić i uczcić nie chcieli, powiada: „Dlatego podał ich Bóg pożądliwościom serca ich, ku nieczystości, aby między sobą ciała swe sromocili”; i dalej: „dlatego poddał ich Bóg w namiętności sromoty”(77)„Bóg (bowiem) pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę dawa”(78), bez której, jak poucza ten sam Nauczyciel Narodów, człowiek buntowniczej pożądliwości poskromić nie może”(79).

Ponieważ więc nieokiełzane jej porywy przenigdy w należyty sposób ułagodzone być nie mogą, jeżeli umysł sam nie złoży wpierw swemu Stwórcy pokornej daniny uległości i czci, dlatego to jedno przede wszystkim jest konieczne, by tych, co świętym węzłem małżeńskim się wiążą, na wskroś przenikała głęboka i prawdziwa wobec Boga uległość, która by rzeźbiła całe ich życie, a umysł i wolę wielką dla boskiego Majestatu czcią przepełniała.

Najsłuszniej przeto i całkowicie w duchu chrześcijańskim postępują ci duszpasterze, którzy, by małżonkowie praw Bożych w małżeństwie nie łamali, zachęcają ich przede wszystkim do pobożności i praktyk religijnych, by całkowicie Bogu się polecili, pomocy Jego gorliwie wzywali, Sakramenta często przyjmowali i zawsze i wszędzie pobożność i uległość wobec Boga pielęgnowali i zachowywali.

Mylą się natomiast grubo wszyscy, którzy lekceważąc albo zaniedbując środki nadprzyrodzone, obiecują sobie, że za pomocą świeckich nauk i wynalazków (jak biologii, nauki o dziedziczności i tym podobnych) doprowadzą ludzi do tego, że poskromią żądze ciała. Nie chcemy przez to powiedzieć, jak gdyby pogardzać należało godziwymi środkami naturalnymi; jeden jest bowiem twórca i natury i łaski, Bóg, który ludziom do ich użytku i ku ich dobru udzielił darów jednego i drugiego rodzaju. Wierni mogą więc i powinni korzystać z dobrodziejstwa ludzkich zdobyczy; lecz błądzi, kto je uważa za wystarczające do podtrzymania czystości związku małżeńskiego, albo większą im skuteczność przypisuje, niż pomocy łaski nadprzyrodzonej.

3. ULEGŁOŚĆ WOBEC KOŚCIOŁA

To podporządkowanie się małżeństwa i obyczajów Bożym o małżeństwie przepisom, bez którego niema mowy o jego odnowieniu, wymaga, by wszyscy łatwo, z całą pewnością i bez narażania się na omyłki, przepisy te mogli poznać. Nietrudno jednak zrozumieć, ile wkradłoby się omyłek, ile błędów zniekształciłoby prawdę, gdyby jej badanie pozostawiono poszczególnym jednostkom, zdanym tylko na własny rozum, albo gdyby prywatnym domysłem szukano prawdy objawionej. Jeśli się to odnosi do wielu innych prawd moralnych, to chyba najwięcej trzeba o tym pamiętać w sprawach małżeńskich, gdzie siła pożądliwości ułomną naturę ludzką łatwo za sobą może porwać, oszukując ją i znieprawiając a to tym więcej, że małżonkowie, chcąc zachować prawo Boże, wystawieni są na ciężkie i długie próby, na które, jak z doświadczenia wiemy, powołuje się w swej słabości człowiek jako na tyleż argumentów, zwalniających go od obowiązku zachowywania prawa Bożego.

Żeby zatem nie jakieś zmyślone ani zniekształcone prawo, lecz prawdziwe i istotne prawa Bożego poznanie oświeciło umysły i kierowało obyczajami, do uległości i ochotnego posłuszeństwa wobec Boga trzeba dodać pokorne posłuszeństwo także wobec Kościoła.

Sam bowiem Chrystus Pan ustanowił Kościół nauczycielem prawdy także w tych sprawach, które odnoszą się do ujęcia i uporządkowania obyczajów, chociaż dużo w tych sprawach i ludzkiemu rozumowi jest dostępne. Jak bowiem Bóg przy naturalnych prawdach wiary i obyczajów do światła rozumu dodał objawienie, aby istotną prawdę „w dzisiejszych także warunkach społeczeństwa ludzkiego wszyscy łatwo z całą pewnością i bez domieszki błędów poznać mogli”(80), tak w tym samym celu uczynił Kościół stróżem i nauczycielem całej prawdy o wierze i obyczajach; wierni przeto powinni go słuchać, aby uchronić się od omyłek rozumu i skażenia obyczajów. Żeby nie pozbawić się pomocy Bożej tak łaskawie udzielonej, koniecznie okazać winni to posłuszeństwo nie tylko uroczystym orzeczeniem Kościoła, ale także w pewnej mierze konstytucjom i dekretom, osądzającym i potępiającym jakieś opinie jako niebezpieczne lub przewrotne(81).

Niech więc wierni mają się na baczności, by także w zagadnieniach małżeńskich, szeroko dziś omawianych, nie ufali zbytnio własnemu sądowi i fałszywie pojętej wolności rozumu, czyli tzw. „autonomii” uwieść się nie dali. Nie można bowiem pogodzić z mianem prawdziwego chrześcijanina, by ktoś tak zuchwale rozumowi swemu ufał, że niczego za prawdę uznać, nie chce, czego sam z istoty rzeczy nie poznał, a Kościół, powołany przez Boga do nauczania i rządzenia wszystkich narodów, uważał za mniej obeznany w nowoczesnych kwestiach i prądach albo z uległością przyjmował tylko te prawdy, które Kościół, jak wspomnieliśmy, uroczyście ogłosił, jak gdyby poza tym wolno mu było słuszne mieć przekonanie, że pozostałe dekrety: albo błędy zawierają, albo też względami prawdy i obyczajów nie dość są uzasadnione. Przeciwnie, znamieniem jest prawdziwego chrześcijanina, uczonego czy nieuczonego, że we wszystkich sprawach wiary i obyczajów chętnie kieruje i orientuje Świętym Kościołem Bożym przez Najwyższego Pasterza jego, Rzymskiego Papieża, którym znowu kieruje Pan Nasz, Jezus Chrystus.

4. CZĘSTE POUCZANIE O MAŁŻEŃSTWIE CHRZEŚCIJAŃSKIM

Skoro więc wszystko ugiąć się musi pod prawo i zamiary Boże, aby do skutku doszła całkowita i trwała naprawa małżeństwa, dokładne pouczenie wiernych o małżeństwie jest sprawą niezwykle doniosłą: pouczenie słowem i pismem, nie raz ani powierzchownie, lecz często i dokładnie argumentami jasnymi i ścisłymi, by prawdy te poruszyły rozum i dotarły do serca. Niech wiedzą wierni i niech często o tym rozważają, jaką mądrość, świętość i dobroć Bóg okazał rodzajowi ludzkiemu, ustanawiając małżeństwo i świętymi podpierając je prawami, a jeszcze więcej, wynosząc je przedziwnie do godności Sakramentu, dzięki której chrześcijańskim małżonkom tak obfite źródło stoi otworem, aby w czystości i wierności oddać się mogli zaszczytnym celom małżeństwa ku dobru i pożytkowi samych siebie, dzieci, państwa i społeczności ludzkiej.

Zaprawdę, jeśli dzisiejsi burzyciele małżeństwa wszystkie wytężają siły, by słowem i pismem, rozprawami i rozprawkami i w niezliczone inne sposoby znieprawić i skazić serca, jeśli czystość małżeńską wystawiają na pośmiewisko i najgorsze nawet występki pochwałami wynoszą, to o wiele więcej Wy, Wielebni Bracia, których „Duch Święty postanowił biskupami, abyście rządzili Kościołem Bożym, który nabył krwią swoją”(82), wszystkie siły wytężyć musicie, abyście i sami i przez kapłanów wam powierzonych, a także przez stosownie dobranych ludzi świeckich Akcji Katolickiej przez Nas tak bardzo upragnionej i zaleconej, ku pomocy apostolstwa hierarchicznego powołanych, w każdy godziwy sposób błędom przeciwstawiali prawdę, ohydzie występku blask czystości, niewoli żądz wolność synów Bożych(83), bezecnej łatwości rozwodów trwałość niezbędnej w małżeństwie miłości i dozgonne zachowanie ślubowanej wierności.

Wtedy spełni się, że wierni z całej duszy dziękować będą Bogu, iż Jego nakaz ich wiąże i łagodnym niejako przymusem zniewala, by jak najwięcej unikali wszelkiego ubóstwiania ciała i hańbiącej niewoli pożądliwości; że dalej zniechęcą się i całym wysiłkiem woli odwrócą się od nieszczęsnych owych złudzeń, które ku hańbie godności ludzkiej wychwala się dziś słowem i pismem pod nazwą „idealnego małżeństwa”, a które z owego idealnego małżeństwa czynią w końcu „małżeństwo znieprawione”, jak to z całą powiedziano słusznością.

Zbawienne to o chrześcijańskim małżeństwie pouczenie i religijne wskazówki dalekie będą od przesadnego owego uświadamiania fizjologicznego, którym w obecnych naszych czasach małżonkom przysłużyć się pragną niektórzy, co samych siebie szumnie nazywają naprawicielami małżeńskiego życia, mówiąc dużo o fizjologicznych tych sprawach, które jednak uczą raczej sztuki bezpiecznego grzeszenia, niż cnoty czystego życia. Dlatego przychylamy się, Wielebni Bracia, z całej duszy do słów, którymi poprzednik Nasz ś. p. Leon XIII w Encyklice o chrześcijańskim małżeństwie do Biskupów całego świata się zwrócił: „Ile tylko wysiłkiem swym, ile powagą uzyskać zdołacie, czyńcie starania, by narody, pieczy Waszej powierzone, zachowywały nie sfałszowaną i nieskażoną naukę, którą Chrystus Pan i tłumacze Bożej woli Apostołowie przekazali, a którą Kościół Katolicki wiernie przechował i wiernym po wszystkie wieki zachowywać kazał”(84).

5. PAMIĘĆ O SAKRAMENTALNYM CHARAKTERZE MAŁŻEŃSTWA

Ale najlepsze nawet pouczenie przez Kościół samo nie wystarcza, by małżeństwo na nowo pod prawo Boże podciągnąć; chociaż bowiem małżonkowie naukę o chrześcijańskim małżeństwie doskonale znają, musi jednak dołączyć się jeszcze z ich strony mocna wola zachowywania uświęconych praw Boga i natury o małżeństwie. Cokolwiek tedy twierdzi się i rozgłasza słowem i pismem, małżonkowie winni mocno i stale przyswoić sobie tę świętą i poważną zasadę: że we wszystkim, co do małżeństwa się odnosi, bez wszelkiego wahania Bożych przepisów trzymać się będą; że pragną wspierać się wzajemną miłością, zachowywać wiernie czystość, nie naruszać nigdy stałości węzła, po chrześcijańsku i z umiarem zawsze korzystać z praw małżeńskich, zwłaszcza w pierwszym czasie małżeństwa, aby, jeśliby okoliczności tego wymagały, każdy z nich przyzwyczajony do powściągliwości, tym łatwiej mógł się powściągnąć.

W powzięciu, zachowaniu i wykonaniu mocnego tego postanowienia wielką im będzie pomocą częste rozważanie swego stanu i skuteczna pamięć o otrzymanym Sakramencie. Niech przypominają sobie wytrwale, że do obowiązków i godności swego stanu zostali niejako uświęceni i wzmocnieni Sakramentem, którego skuteczna moc, chociaż sakramentalnego nie wyciska znamienia, trwa jednak na wieki. Niech rozważają przeto pełne prawdziwej zaiste pociechy słowa świętego Kardynała Roberta Bellarmina, który wraz z innymi wielkiej miary teologami tak po Bożemu myśli i pisze: „Na Sakrament małżeństwa w dwojaki patrzeć można sposób: raz, kiedy do skutku dochodzi; drugi raz, kiedy po dojściu do skutku trwa. Jest bowiem Sakramentem podobnym do Eucharystii, która jest Sakramentem nie tylko w chwili, gdy się staje, ale także kiedy trwa; dopóki bowiem małżonkowie żyją, związek ich jest zawsze Sakramentem Chrystusa i Kościoła”(85).

Żeby jednak łaska tego Sakramentu okazała całą swą moc, powinni małżonkowie, jak to już podkreśliliśmy, dołączyć swój wysiłek, polegający na tym, że wedle sił pracują gorliwie nad wypełnieniem swoich obowiązków. Jak bowiem w dziedzinie natury ludzie własną pracą i trudem ćwiczyć muszą zdolności przez Boga dane, aby wykazały całą swą wydajność, a zaniedbane żadnych nie dają wyników, tak też należy własnym wysiłkiem i trudem pomnażać skuteczność łaski, która przez Sakrament na duszę spływa i tam pozostaje. Niech więc małżonkowie nie zaniedbują sakramentalnej łaski, która w nich jest(86), niech przeciwnie zabierają się do gorliwego, chociaż uciążliwego spełniania obowiązków, a przez to z dnia na dzień tym skuteczniej zaznają mocy łaski. A jeśli kiedy odczują zbyt wielki ciężar trudów swego położenia i życia, niech nie rozpaczają, lecz stosują poniekąd do siebie te słowa, które św. Paweł Apostoł pisał o Sakramencie Kapłaństwa do najmilszego uczucia Tymoteusza, upadającego prawie pod ciężarem trudów i zniewag: „Napominam cię, abyś wzniecał łaskę Bożą, która jest w tobie przez włożenie rąk moich. Albowiem Bóg nie dał nam ducha bo jaźni, ale mocy i miłości i trzeźwości”(87).

6. PRZYGOTOWANIE SIĘ DO MAŁŻEŃSTWA
a. dalsze

Lecz wszystko to, Wielebni Bracia, zależy w wielkiej części od należytego tak dalszego jak bliższego przygotowania się małżonków do małżeństwa. Zaprzeczyć bowiem nie można, że mocny fundament małżeństwa szczęśliwego i zagłada nieszczęśliwego tworzy się i wznosi w duszach młodzieńców i panien już w wieku dziecięcym i młodzieńczym. Jeśli bowiem przed małżeństwem we wszystkim siebie i swoich szukali przyjemności, jeśli namiętnościom swym folgowali, istnieje obawa, że w małżeństwie takimi będą, jakimi byli przed małżeństwem; że w końcu to żąć będą, co siali(88), mianowicie wewnątrz domu smutek, żal, wzajemną pogardę, swary, zazdrość, niechęć do wspólnego życia, i że, co najgorsza, odnajdą siebie samych, z nieokiełzanymi swymi namiętnościami.

W dobrych więc zamiarach i odpowiednio przygotowani niech przystępują narzeczem do zawarcia związku małżeńskiego, by w niepomyślnych przejściach życiowych tak, jak należy, wzajemnie wspierać się mogli, a jeszcze więcej pomagać sobie w trosce o zbawienie duszy i o przetwarzanie wewnętrznego człowieka w miarę wieku zupełności Chrystusowej(89). Przyczyni się to również do tego, że rodzice dla ukochanych dzieci będą takimi, jakimi wedle woli Bożej wobec potomstwa być powinni: że mianowicie ojciec naprawdę będzie ojcem, matka naprawdę matką; że dzięki ofiarnej miłości i niestrudzonej troskliwości rodziców ognisko domowe nawet mimo uciążliwej nędzy i wśród tego padołu płaczu stanie się dla dziatwy niejako odblaskiem rozkosznego owego raju, w którym Stwórca rodzaju ludzkiego pierwszych ludzi umieścił. Stąd też wyniknie, że synów łatwiej wychować będą mogli na ludzi dzielnych i dobrych chrześcijan, że zaprawiają ich duchem Kościoła Katolickiego i wszczepią im ową szlachetną miłość ojczyzny, której wymaga od nas sprawiedliwość i wdzięczność. Dlatego tak ci, którzy o zawarciu w przyszłości świętego małżeństwa myślą, jak ci, którym wychowanie chrześcijańskiej młodzieży poruczono, gorliwie winni przygotować pomyślność, odwracać nieszczęście, przypominając sobie, co w Encyklice Naszej o wychowaniu zalecaliśmy: „Trzeba zatem poprawić nieuporządkowane skłonności, wzmacniać i zestrajać dobre od lat najmłodszych, a przede wszystkim należy oświecać rozum i wzmacniać wolę za pomocą prawd nadprzyrodzonych i środków łaski. Bez tych środków nie podobno ani opanować przewrotnych skłonności, ani dojść do doskonałości wychowawczej, właściwej Kościołowi, doskonale i w pełni wyposażonemu przez Chrystusa, i w boską naukę i w Sakramenty, aby skutecznym był nauczycielem wszystkich ludzi”(90).

b. bliższe

Do bliższego zaś przygotowania dobrego małżeństwa należy staranny bardzo wybór małżonka; od tego bowiem głównie zależy, czy przyszłe małżeństwo będzie szczęśliwe czy nieszczęśliwe, ponieważ jeden małżonek drugiemu może być albo wielką pomocą w widzeniu życia po chrześcijańsku, albo też nie małym niebezpieczeństwem i przeszkodą. Aby zatem narzeczeni przez całe życie nie podnosili kar za nierozważny swój wybór powinni poważnie się zastanowić, zanim wybiorą osobę, z którą odtąd na zawsze żyć będą; niech w tym rozważaniu pamiętają przede wszystkim o Bogu i prawdziwej wierze chrześcijańskiej, niech następnie uwzględnią dobro swoje, dobro małżonka i przyszłego potomstwa, a także społeczeństwa i państwa, które jak z źródła z małżeństwa wypływa. Niech żarliwie proszą o pomoc Bożą, by roztropnie i po chrześcijańsku wybór uczynili, nie pod wpływem ślepej i nieopanowanej namiętności, ani też z chęci jedynie zysku, ani z innej mniej szlachetnej pobudki, lecz z prawej i godziwej miłości i z szczerego do przyszłego małżonka przywiązania; niech poza tym szukają w małżeństwie tych tylko celów, dla których Bóg małżeństwo ustanowił. Niech na koniec nie omieszkają zasięgnąć w sprawie wyboru małżonka roztropnej rady rodziców, niech tej rady nie lekceważą, aby w oparciu o głębszą ich znajomość spraw i życia ludzkiego ustrzegli się zgubnej omyłki i tym obficiej zaznali przed ślubem błogosławieństwa czwartego przykazania Bożego: „Czcij ojca twego i matkę twoją (pierwsze to przykazanie z obietnicą), aby ci się dobrze działo i abyś był długowieczny na ziemi”(91).

7. POMOC SOCJALNA DLA MAŁŻONKÓW

A ponieważ nierzadko dokładne wypełnianie przykazań Bożych i cnota małżeńska poważne w tym napotyka trudności, że niedostatek w gospodarstwie domowym i dotkliwy brak środków małżonków gnębi i przygniata, dlatego jest rzeczą konieczną, by w sposób możliwie najlepszy potrzebom ich zaradzono. Nasamprzód całym wysiłkiem dążyć do tego należy, co już poprzednik nasz Leon XIII mądrze zalecił(92), by stosunki gospodarcze i społeczne w państwie tak ułożono, aby wszyscy ojcowie rodzin, zależnie od stanu i miejsca zamieszkania, tyle zarobić mogli, aby zapewnić sobie, żonie i dzieciom konieczne utrzymanie: „Albowiem godzien jest robotnik zapłaty swej”(93). Zatrzymanie jej lub uszczuplanie jest wielką niesprawiedliwością, zaliczoną przez Pismo Święte między najcięższe grzechy(94); niesprawiedliwą też byłoby rzeczą wyznaczać tak małe myta, że w danych warunkach na wyżywienie rodziny nie wystarczają.

Trzeba się jednak domagać, by także małżonkowie sami już na długo przed ślubem myśleli o zapobieżeniu albo co najmniej zmniejszeniu późniejszych trudności i ciężarów życiowych i żeby od ludzi doświadczonych się uczyli, jakby to skutecznie, ale i uczciwie osiągnąć mogli. Jeśli zaś zadaniu temu nie podołają, trzeba zawczasu się postarać, by za pomocą związków zawodowych albo prywatnych lub publicznych zrzeszeń minimum egzystencji zdobyć mogli(95).

Jeżeli jednak powyższe wskazania rodzinie, zwłaszcza licznej lub nawiedzonej chorobami, utrzymania zapewnić nie mogą, chrześcijańska miłość bliźniego wymaga stanowczo, by chrześcijańskie miłosierdzie uzupełniło, czego biednym nie dostaje, by bogaci zwłaszcza wspierali słabszych, by w dostatku żyjący zbytecznych wystrzegali się wydatków i niepotrzebnie majątku nie trwonili, lecz użyli go na zachowanie życia i zdrowia tych, którym brak nawet rzeczy koniecznych. Kto Chrystusowi w ubogich udzieli ze swego, otrzyma nader obfitą nagrodę od Pana, kiedy świat przyjdzie sądzić; kto postąpi inaczej, poniesie karę(96). Nie na próżno bowiem napomina Apostoł: „Kto by miał majętność tego świata, a widziałby, że brat jego jest w potrzebie, a zawarłby wnętrzności swe przed nim, jakoż w nim przebywa miłość Boża?”(97).

Jeżeli jednak prywatna pomoc nie wystarcza, obowiązkiem jest władz publicznych uzupełnić niewystarczające wysiłki prywatne zwłaszcza w sprawie dla dobra ogółu tak ważnej, jaką jest niewątpliwie należyte położenie rodzin i małżonków. Jeżeli bowiem rodziny, liczną zwłaszcza obdarzone dziatwą, nie mają odpowiednich mieszkań; jeżeli mąż pracy i chleba znaleźć nie może; jeżeli środki codziennej potrzeby jedynie za wygórowaną nabyć może cenę; jeżeli nawet matka ku niemałej szkodzie gospodarstwa domowego z konieczności i biedy zarobkować musi; jeżeli w zwyczajnych, a nawet nadzwyczajnych kłopotach macierzyństwa nie ma odpowiedniego pożywienia, lekarstwa, pomocy doświadczonego lekarza i tym podobnych: nikt dziwić się nie może, jeżeli małżonkowie oddają się rozpaczy, widząc, jak ciężkie jest ich pożycie domowe i jak trudne zachowanie przykazań Bożych; każdy też widzi, jakie szkody stąd, wyniknąć mogą dla bezpieczeństwa publicznego, dla dobra i istnienia samego państwa, jeżeli tych ludzi doprowadza się do takiego stanu rozpaczy, że nie mając nic do stracenia, w ogólnym przewrocie widzą swoje zbawienie.

Dlatego kierownicy państwa i ci, którym dobro ogółu powierzono, koniecznych potrzeb małżonków i rodzin zaniedbywać nie mogą, jeżeli państwu i dobru ogólnemu znacznej szkody wyrządzić nie chcą; dlatego w ustawodawstwie i przy układaniu budżetu pamiętać powinni o ulżeniu doli biednych rodzin, uważając to za jedno z najpilniejszych zadań swej władzy.

Przy tej sposobności nie bez głębokiego żalu chcielibyśmy zaznaczyć, że nie tak bardzo rzadko z odwróceniem należnego porządku udziela się matce i dzieciom nieślubnym (które co prawda chociażby dla uniknięcia większych szkód wspomagać należy) bardzo łatwo skutecznej i obfitej pomocy, a odmawia się jej dzieciom ślubnym albo przydziela się jej tak skąpo, że wydaje się wymuszoną od ludzi niechętnych.

Wielkie znaczenie, Wielebni Bracia, ma dla władz świeckich dobre zabezpieczenie małżeństwa i rodziny nie tylko pod względem materialnym, ale także w tym, co nazywamy słusznie dobrami duszy; by uchwalono sprawiedliwe prawa i wiernie ich przestrzegano, aby chroniły wierność małżeńską i wzajemne wspieranie się małżonków; historia bowiem uczy, że dobro państwa i doczesne szczęście obywateli nie może być bezpieczne i trwać nietknięte, gdzie chwieje się fundament, na którym się opiera, mianowicie dobry ustrój moralny, i gdzie występki ludzi zasypują źródło, z którego wypływa społeczeństwo, tj. małżeństwo i rodzinę.

8. WSPÓŁDZIAŁANIE PAŃSTWA Z KOŚCIOŁEM

Lecz ani zewnętrzne środki Państwa, ani kary, ani piękność cnoty, ani konieczność, narzucająca się ludziom, nie może zapewnić zachowania porządku moralnego; dodać trzeba autorytet religijny, któryby umysł oświecał prawdą, kierował wolą i ludzką ułomność łaską Bożą umacniał, a autorytetem tym jest tylko Kościół przez Chrystusa Pana założony. Dlatego wszystkich, którzy naczelną władzę w państwie sprawują, usilnie w Panu do zawierania i utwierdzania zgody i przyjaźni z tym Kościołem Chrystusa napominamy, aby złączony dwojakiej władzy wysiłek i starania oddaliły straszne szkody, zagrażające tak Kościołowi jak Państwu z powodu zuchwałej swawoli, wdzierającej się do małżeństwa i rodziny.

Ustawy bowiem świeckie w wielkiej mierze ułatwić mogą ważne zadanie Kościoła, jeżeli w przepisach swych uwzględnią, co prawo Boże i kościelne nakazuje, a nieposłusznych ukarzą. Bo są tacy, którzy albo uważają za moralnie dozwolone, na co ustawy państwa nie pozwalają lub czego karami nie ścigają, albo też jeśli sumienie mówi im co innego, czynu tego się dopuszczają, ponieważ ani Boga się nie lękają, ani ze strony ustaw ludzkich żadnej groźby nie widzą; stąd sobie samym i wielu innym przynoszą zgubę.

Z tego współdziałania z Kościołem nie wyniknie też dla praw i całości państwa żadne niebezpieczeństwo ani uszczuplenie; zbyteczne bowiem i próżne jest jakiekolwiek tego rodzaju podejrzenie lub lęk; wykazał to już świetnie Leon XIII: „Nikt nie wątpi, powiedział, że założyciel Kościoła Jezus Chrystus pragnął, by władza kościelna odrębną była od władzy świeckiej i by każda z nich wolna i swobodna do swoich celów dążyła, z tym jednak zastrzeżeniem, ku obustronnemu zresztą pożytkowi i ku dobru wszystkich ludzi, aby istniało współdziałanie pomiędzy nimi i porozumienie. Jeżeli rządy świeckie przyjazne podtrzymują i godnie z świętą władzą kościelną stosunki, musi stąd powstać tym większa obopólna korzyść. Rośnie bowiem godność jednej strony, która pod przewodnictwem wiary nie sprzeniewierzy się nigdy sprawiedliwości: zyskuje drugą opiekę i obronę ku dobru wiernych”(98).

Tak to właśnie, żeby świeży i głośny przykład przytoczyć, według sprawiedliwości i według prawa Chrystusowego doszła do skutku także w sprawach małżeńskich pokojowa ugoda i przyjazny akt, w uroczystej Konwencji między Stolicą Apostolską i Królestwem Italii szczęśliwie dokonany, jak domagały się tego sławne dzieje italskiego narodu i starodawne jego a czcigodne tradycje. I rzeczywiście także w Lateraneńskich Paktach czytamy dekrety: „Państwo Italskie, chcąc przywrócić instytucji małżeńskiej, która fundamentem jest rodziny, godność, odpowiadającą tradycjom narodu swego, przyznaje Sakramentowi małżeństwa, regulowanemu prawem kanonicznym, prawomocność cywilną”(99); do tej normy i do tego fundamentu dalsze potem zostały dołączone paragrafy konwencji.

Fakt ten może służyć wszystkim za przykład i uzasadnienie tego pewnika, że nawet w naszych czasach (w których głosi się niestety tak często zupełny rozdział Państwa od Kościoła, a nawet od wszelkiej religii) jedna i druga władza naczelna mogą bez wszelkiego uszczuplenia swych praw lub zwierzchniczej władzy, w wzajemnej zgodzie i przyjaznym porozumieniu, ku pożytkowi obydwu społeczności, złączyć i zrzeszyć się i wspólnie nad małżeństwem czuwać, aby przez to daleko usunąć od chrześcijańskich małżeństw zgubne niebezpieczeństwa, a nawet grożącą już ruinę.

9. ENCYKLIKĘ O MAŁŻEŃSTWIE OGŁOSZĄ WIERNYM BISKUPI

To wszystko, cośmy tu z Wami, Wielebni Bracia, z pasterską troskliwością pilnie rozważyli, należy wszystkim ukochanym synom, szczególniejszej Waszej opiece powierzonym, ilu ich jest w wielkiej rodzinie Chrystusowej, z chrześcijańską roztropnością dostatecznie ogłosić i wyjaśnić, żeby wszyscy zdrową naukę o małżeństwie dokładnie poznali, niebezpieczeństw zgotowanych im przez szerzycieli błędów starannie unikali i przede wszystkim „by zaprzawszy się niepobożności i świeckich pożądliwości, trzeźwo i sprawiedliwie i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i przyjścia chwaty wielkiego Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa”(100).

10. MODLITWA O POMYŚLNY WYNIK ENCYKLIKI I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO APOSTOLSKIE

Niech sprawi więc Ojciec Wszechmogący, „z którego wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi jest nazywane”(101), który wątłych umacnia, słabych i bojaźliwych na duchu podnosi; niech sprawi Chrystus Pan i Zbawiciel „czcigodnych Sakramentów twórca i wykonawca”(102), który chciał, by małżeństwo było mistycznym obrazem zjednoczenia jego tajemniczego z Kościołem; niech sprawi Duch Święty, Bóg Miłość, światło serc i moc ducha, by, co w tym liście Naszym o świętym małżeństwa Sakramencie, o przedziwnym w nim zarządzeniu i woli Bożej, o błędach i zagrażających niebezpieczeństwach, o środkach im zapobiegających, wyłożyliśmy, wszyscy umysłem swym pojęli, ochotną wolą przyjęli i z pomocą łaski Bożej w czyn wprowadzili, aby przez to w małżeństwach chrześcijańskich zakwitła w całej pełni Bogu poświęcona płodność, nieskażona wierność, niewzruszona stałość, świętość przysięgi i obfitość łask.

Aby Bóg, dawca wszelkich łask, od którego pochodzi wszelkie chcenie i wykonanie(103), wedle łaskawości swej i wszechmocy to sprawić i dać raczył, udzielamy miłościwie, wznosząc jednocześnie z pokorą żarliwe modły przed Tron Jego łaski, jako zadatek obfitego błogosławieństwa tegoż Wszechmocnego Boga. Wam, Wielebni Bracia, duchowieństwu i ludowi, niestrudzonej i czujnej Waszej opiece poręczonego, Apostolskiego Błogosławieństwa.

Dan w Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 31 grudnia 1930 roku, dziewiątym Naszego Pontyfikatu.

PIUS PP. XI

Pius pp XI

 


Przypisy:

1. Ephes. V, 82.

2. Litt. Encycl. Arcanum divinae sapientiae 10 Febr. 1880.

3. Gen., I, 27 – 28; II, 22 – 23; Matth. XIX, 3 sqq: Ephes., 23, sqq.

4. Conc. Trid., sess. XXIV.

5. Cfr. Cod. Jur. Can., c. 1081, par. 2.

6. Cfr. Cod. Jur, Can., c. 1081, par. 1.

7. S.Thom. Aquin., Summa theol. p. III. Suplem., p. XLIX, art. 3.

8. Litt. Encycl. Rerum Novarum, 15 Mai 1891.

9. Gen., I, 28.

10. Litt. Encycl. Ad Salutem, 20 Apr. 1930.

11. S. August., De bono coniug., cap. 24, n. 32.

12. S. August. De Gen. ad litt., lib. IX, cap. 24, n. 12.

13. Gen., I, 28.

14. I Tim. V, 14.

15. S. August., De bono coniug., cap. 24, n. 32.

16. Cfr. I Cor. II, 9.

17. Cfr. Ephes., II, 19.

18. Jo., XVI, 21.

19. Litt. Encycl. Divini illius Magistri 31 Dec. 1929.

20. S. August., De Gen. ad litt., lib IX, cap. 7, n. 12.

21. Cod. Jur. Can., c. 1013 par. 1.

22. Conc. Trid. sess. XXIV.

23. Matth. V, 28.

24. Cfr. Decr. S. Officii, 2 Mart, 1679, propos, 50.

25. Ephes., V, 25, cfr. Col, III, 19.

26. Catech. Rom., II cap. VIII, q. 24.

27. Cfr. S. Greg. m., Homil, XXX in Evang. (Jo. XIV, 23 – 81), n. 1.

28. Matth. XXII, 40.

29. Cfr. Catech. Rom., II cap. VIII, q 13.

30. I Cor., VII, 3.

31. Ephes. V, 22, 23.

32. Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.

33. Matth., XIX, 6.

34. Luc., XVI3 18.

35. S. August., De Gen. ad litt., lib. IX, c. 7, n. 12.

36. Pius VI, Rescript. od Episc. Agriens., 11 Jul. 1789.

37. Ephes., V, 32.

38. S. August., De nupt. et concup., lib. I, cap. 10.

39. I. Cor., XIII, 8.

40. Conc. Trid., sess. XXIV.

41. Conc. Trid., sess. XXIV.

42. Cod. Jur. Can., 1012.

43. S. August., De nupt. et concup., I, cap. 10.

44. II Tim., IV, 2 – 5.

45. Cfr. Matth., XIII, 25.

46. Ephes., V, 3.

47. S. August., De coniug. adult., lib. II. n. 12; cfr. Gen. XXXVIII, 8 – 10; S. Poenitent., 3 April., 3 Jun. 1916.

48. Matth., XV, 14; S. Off 22. Nov. 1922.

49. Luc., VI, 38.

50. Conc. Trident. sess. VI, cap. 11.

51. Const. Apost. Cum occasiane, die 31 Maii 1653, prop. 1.

52. Exod., XX, 13; cfr. Decr. S. Offic. 4 Maii 1898, 24 Julii 1895, 31 Maii 1884.

53. S. August., De nupt. et concupisc., cap. XV.

54. Cfr. Rom., III, 8.

55. Cfr. Gen., IV, 10.

56. Summ. theolog., 2 a 2 ae, q. 108 a. 4 ad 2. m.

57. Exod., XX, 14.

58. Matth., V, 28.

59. Hebr., XIII, 8.

60. Cfr. Matth., V, 18.

61. Matth., VII, 27.

62. Leo XIII, Litt. Encycl. Arcanum. d. 10 Febr. 1880.

63. Cfr. Ephes., VI, 32; Hebr., XIII, 4.

64. Cod. Jur. Can., can. 1060.

65. Modestinus, in Dig. (Lib. XXIII, II: De Ritu nuptiarum), lib. I, Regularum.

66. Matth., XIX, 6.

67. Luc., XVI, 18.

68. Conc. Trid., sess. XXIV, c. 5.

69. Conc. Trid., sess. XXIV, c. 7.

70. Cod. Jur. Can., cc. 1128 sqq.

71. Leo XIII, Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.

72. Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.

73. Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.

74. S. Thom. Aquin., Summ. theolog., 1. a 2 ae, q. 91, a 1 – 2.

75. Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.

76. S. August., Enarrat in Ps. 143.

77. Rom., I, 24, 26.

78. Iac., IV, 6.

79. Cfr. Rom., VII, VIII.

80. Con. Vat., sess. III, cap. 2.

81. Cfr. Conc. Vat. sess. III, cap. 4; Cod. Jur. Can., c. 1324.

82. Act. XX, 28.

83. Cfr. Jo., VIII, 32 sqq.; Gal, V, 13.

84. Litt. Encycl. Arcanum, 10 Febr. 1880.

85. S. Rob. Bellarmin., De controversiis, tom. III, De Matr., controvers. II, cap. 6.

86. Cfr. I Tim., IV, 14.

87. II Tim., 1, 6 – 7.

88. Cfr. Gal., VI, 9.

89. Cfr. Ephes., IV, 13.

90. Litt. Encycl. Divini illius Magistri, 31 Dec. 1929.

91. Ephes., VI, 2 – 3; cfr. Exod. XX, 12.

92. Litt. Encycl. Rerum Novarum, 15. Maii 1891.

93. Luc., X, 7.

94. Cfr. Deut., XXIV, 14, 15.

95. Cfr. Leo XIII, Litt. Encycl. Rerum Novarum, 15 Maii 1891.

96. Matth., XXV, 34 sqq.

97. I Jo., III, 17.

98. Litt. Encycl., Arcanum, 10 Febr. 1880.

99. Concord. Art. 34: Acta Apost. Sed. XXI (1929) pag.290

100. Tit., II. 12 – 13.

101. Ephes., III, 15.

102. Conc. Trid., sess. XXIV.

103. Phil., II, 13.

Późna aborcja Alfiego Evansa

Wiele osób nie może zrozumieć postępowania brytyjskich lekarzy i sędziów, którzy z determinacją dążą do tego, aby chory chłopiec został zamordowany. Wydawać by się mogło, że skoro szpital w Liverpoolu nie potrafi mu pomóc, to można go przewieźć w inne miejsce i kontynuować leczenie. Czemu odmawia mu się prawa do swobodnego przejazdu między krajami UE, które przysługuje każdemu z nas?

Jeden z sędziów oświadczył, że pozbawienie Alfiego życia „jest w jego najlepszym interesie”. Przypomina to retorykę feministek, które bronią możliwości zabijania chorych dzieci w okresie prenatalnym. Można odnieść wrażenie, że lekarze starają się teraz wykonać na Alfim wyrok śmierci, który ominął go wcześniej z powodu braku diagnozy jego choroby. Z ich punktu widzenia nie jest problemem to, że nie potrafią chłopca wyleczyć, ale że pozwolili mu tak długo żyć.

Chore dzieci to „obciążenie społeczeństwa”, są „psychicznie martwą” „pustą wydmuszką istoty ludzkiej”, a ich zabijanie jest „użyteczne dla społeczeństwa”. To nie hasła z Czarnego Marszu, choć brzmią podobnie. To słowa niemieckich profesorów, którzy ukuli hasło „życie niegodne życia”, przyjęte potem przez nazistów jako podstawa doktryny eugenicznej i rasistowskiej. „Uśmiercanie z litości” zaczęło się od chorych, a potem objęło osoby uważane za „nieczyste rasowo” – także Polaków.

Przed szpitalem, w którym więziony jest Alfie Evans, zawisła biało-czerwona flaga przyniesiona przez demonstrantów. Dramat chłopca uświadomił wielu naszym rodakom, że wciąż jesteśmy narodem św. Jana Pawła II. Podczas, gdy świat zachodni pogrąża się w barbarzyństwie, naszą misją jest obrona wartości, na których zbudowano cywilizację europejską.

Maciej

Szydło, niestety, Twój rząd obalą kobiety

Dużo się zmieniło od zeszłej soboty, kiedy zacytowane w tytule hasło skandowały przed sejmem feministki. Wydawało się wtedy, że to kolejna antyrządowa manifestacja, którą większość parlamentarna przetrzyma, jak poprzednie, znacznie liczniejsze, w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Wydawało się, że gramy z rządem w jednej drużynie i wspólny front w obronie życia dzieci nienarodzonych będzie tego potwierdzeniem. „Strajk kobiet” w poniedziałek okazał się imprezą niepoważną, a liczba uczestniczek była wielokrotnie mniejsza od deklarujących zainteresowanie na Facebooku. Dlatego informacja, że sejm wkrótce zajmie się projektem obywatelskim ochrony życia, budziła nadzieję, że do końca tygodnia znajdziemy się jako państwo w innej lidze pod względem szacunku dla praw najmłodszych obywateli. Wtedy nadszedł „czarny czwartek” i niespodziewane odwrócenie  sojuszy. Okazało się, że PiS głosuje razem z Platformą i Nowoczesną za utrzymaniem obecnego prawa zezwalającego na aborcje eugeniczne, zaś prolajferzy są traktowani z nieskrywaną wrogością. Działacze ugrupowań lewicowych wpadli w euforię, zachwyceni swoją skutecznością.

Czytaj dalej