Jak ocalić dziewczęce przyjaźnie?

broken-crossFacebook działa jak uniwersalny peryskop, którym można zajrzeć w życie osób dawno niewidzianych. Czasem ku radości, a czasem nie. Niedawno, wśród zdjęć z parady homoseksualistów natrafiłem na znajomą buzię. Dziewczynka, którą znałem jako malucha, dziś już nastolatka, dumnie niosła banner z postulatami tego środowiska. Na profilu FB, w polu „Wyznanie”, wpisała: „ateistka”.

Takie odkrycie daje do myślenia, bo trudno zrozumieć, jaką drogą młoda dziewczyna ze szczęśliwego domu mogła trafić do grupy radykałów, których celem jest obalenie tradycyjnego społeczeństwa i jego wartości. Czy deklarowany jako wyznanie (sic!) ateizm jest przyczyną tego stanu, czy raczej skutkiem? Co musi się stać, aby z pozycji choćby i letniego Polaka-katolika, który święci święconkę i narzeka na pazerność kleru, przejść do tych, którzy chcą burzyć kościoły? Czy wystarczy do tego jad sączony przez „Wyborczą”, która wytrwale dąży do wyprania katolików z katolicyzmu? Czytaj dalej

Spółdzielnia „Nowe Życie”

Jest. Od tygodnia. Kolejny dzidziuś w galerii Meterowych dzidziusiów – ładnych, kształtnych, bardzo do siebie nawzajem podobnych. Silna, aktywna, z tym specyficznym noworodkowym spojrzeniem – jakby badawczym, poważnym i dziwnie dojrzałym. Wszystkie nasze dzieci tak patrzyły, wszystkie robiły podobne miny, i w ogóle można by machnąć ręką – po co kolejne, skoro już żeśmy to widzieli tyle razy.
Widziałam już pięć razy położone na moim brzuchu małe, ciepłe i śliskie ciałko, pięć razy słyszałam pierwsze kwilenie, pięć razy patrzyłam, jak się mały człowiek fachowo przysysa do piersi w minutę po urodzeniu. Niby nic nowego.
A jednak za każdym razem dławi mnie to samo nieprawdopodobne, wszechogarniające szczęście, jakaś pierwotna euforia i ukazane w przebłysku poczucie sensu istnienia. Naprawdę, mnie samej trudno w to uwierzyć, kiedy wspominam ten moment – że w tym zmęczeniu, bólu i skołowaniu nagle odnajduję wielki i niezmierzony sens. Dziesięć minut wcześniej go nie widzę, tego sensu, żeby było jasne. Dopiero kiedy mam dziecko przy sobie – i patrzę na nie – rozumiem, że to jest najbliższe widzeniu samego Boga. Co tam płonący krzak czy rozstępujące się morze, we mnie powstało i wyrosło dziecko! Czytaj dalej

Stanowisko Stowarzyszenia w sprawie obniżenia subwencji dla uczniów Edukacji Domowej

Ostatnie decyzje Ministerstwa Edukacji Narodowej, dotyczące obniżenia subwencji na dzieci realizujące obowiązek szkolny w ramach edukacji domowej, przyjęliśmy z zaskoczeniem i niepokojem. Mamy jednak nadzieję, że wszelkie wątpliwości da się wyjaśnić na drodze spokojnej rozmowy.
Z naszego punktu widzenia – Stowarzyszenie Rodzin im. bł. Mamy Róży zajmuje się pozamaterialnym wspieraniem rodzin w różych aspektach – decyzja o zmniejszeniu subwencji uderza nie tylko w szkoły, które przyjmują licznych uczniów w ramach ED, ale także w rodziców tychże uczniów.
Wielu z członków Stowarzyszenia prowadzi edukację domową kilkorga dzieci jednocześnie, co stanowi spore wyzwanie, także finansowe. Dlatego jednym z kryteriów wyboru szkoły, do której zapisane będą dzieci, są różnorodne formy „dzielenia się” subwencją. Szkoły przyjazne ED zapewniają na przykład nieodpłatne warsztaty, możliwość korzystania z basenu czy innych zajęć sportowych, a nawet obozy letnie. Inne zwracają część subwencji na podstawie faktur za materiały szkolne czy zajęcia, np. językowe. Dla rodziców jest to realne, konkretne wsparcie. Do tego dochodzi solidna i wytężona praca nauczycieli egzaminujących, a często także pomagających w trakcie roku szkolnego. Czytaj dalej

Idę w góry łapać kangury

Przepraszam za ten niepoważny tytuł, będący luźnym nawiązaniem do słów piosenki “Lato z ptakami odchodzi”. Wpis ma być jak najbardziej serio, ale jak zachować powagę, gdy się właśnie z gór wróciło? Może nie takich znowu wysokich, pagórków raczej, ale i tak dających wiele okazji, by cieszyć się życiem. Halnego nie uświadczyliśmy, za to nas solidnie przewiało i zmoczyło. Nie wspominam o wszechobecnym błocie, na którym nasz towarzysz wędrówki wywinął orła (niżej podpisanego w takich sytuacjach ratowały dodatkowe nogi, to jest kijki). Najpierw trzeba było jednak wstać o piątej rano, zaś pierwszy solidniejszy posiłek zjedliśmy wiele godzin później, kryjąc się przed zacinającym deszczem pod drzewami obok starej kapliczki.

Jaki jest w tym wszystkim sens, ktoś zapyta. Aby zrozumieć pedagogię gór trzeba najpierw się przed nimi ukorzyć. Trzeba swoje odcierpieć, gdy mięśnie buntują się przeciwko użytkowaniu niezgodnie z codzienną rutyną (przejście od komputera do samochodu i z powrotem). Trzeba nauczyć się zapobiegliwości przy pakowaniu plecaka i ograniczonego zaufania do prognoz pogody. Wtedy można popatrzeć na góry inaczej. Czytaj dalej

Dwa serca i pół mózgu

No wzruszam się, cieszę, z uśmiechem poklepuję wypukły brzuch. Lubię myśl o małym człowieku, który sobie spokojnie żyje, chlupocze, policzone jego włosy i dni, cały jest znany Stwórcy, który utkał go w łonie matki.
Wszystko się zgadza.
Ale żebyż to było tylko łono.
Ciąża jest zdumiewająco wszechogarniającym stanem, trudnym do wytłumaczenia: w proces hodowli nowego bytu zaangażowane jest całe ciało: wyrastają mi na głowie nowe włosy, tworząc dziwne pionowe kłaczki; zmysły się wyostrzają (otwarcie lodówki nadal jest wyzwaniem, a to już siódmy miesiąc); kostki po całym dniu wdzięcznie puchną.
Najbardziej fascynującym zjawiskiem jest jednak gwałtowne zmniejszenie dostępnych zasobów pamięci i intelektu, co daje dość komiczny efekt – kiedy w rozmowie ze zleceniodawcą korekty nie jestem w stanie przypomnieć sobie słowa „akapit” i tłumaczę „…no, w nowej linijce, rozumie pan, po tabulatorze…”. Albo kiedy codziennie o 23.00 przypominam sobie, że miałam do kogoś zadzwonić, i tak już od tygodnia. Czytaj dalej